Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Jak Speer próbował przekonać świat, że był „dobrym nazistą”

Czytaj dalej
„The Times”

Jak Speer próbował przekonać świat, że był „dobrym nazistą”

„The Times”

Albert Speer budował wokół siebie mit „przyzwoitego nazisty”. Robił to skutecznie - tyle że fakty zebrane przez historyków pokazują, że w tym micie nie ma ani grama prawdy

O Albercie Speerze zwykło się mówić: „najinteligentniejszy człowiek w otoczeniu Führera” czy „mózg Hitlera”. Faktycznie wyróżniał się kreatywnością, a także zdolnościami organizacyjnymi. Jako architekt umiał myśleć w kategoriach wielkich projektów. Hitler wykorzystał to, zlecając mu zaprojektowanie nowej stolicy Tysiącletniej Rzeszy, ale także gdy trzeba było stworzyć system deportacji Żydów z podbitych krajów do obozów koncentracyjnych.

Speer, choć znajdował się w najbliższym otoczeniu Hitlera, w procesach norymberskich nie został skazany na karę śmierci, a jedynie na 20 lat więzienia. W czasie procesu przekonywał, że był „przyzwoitym narodowym socjalistą” - twierdził między innymi, że nic nie wiedział o tym, że działały obozy koncentracyjne. Po wyjściu z więzienia konsekwentnie umacniał tę swoją legendę. Dożył sędziwego wieku, zmarł w Londynie w wieku 76 lat.

To wszystko sprawia, że jest on osobą, która do dziś wzbudza wiele mieszanych uczuć. Mit o nim jako „dobrym naziście” utrwalał jego biograf Joachim Fest. Ale takie mity nie trafiają na podatny grunt. Choć dyskusja o jego odpowiedzialności za Holokaust czy, szerzej, zbrodnie III Rzeszy nie ustaje. Bo jest to dyskusja o granicach odpowiedzialności pojedynczej osoby za winy popełniane przez system zaprojektowany centralnie, przez państwo.

Adolf Hitler i Albert Speer. Jak ojciec i syn

W 2004 r. niemiecka branża filmowa wyprodukowała dwa pełnometrażowe filmy dotykające współczesnej historii Niemiec. Pierwszy nosił tytuł „Upadek” i opowiadał o dwóch ostatnich tygodniach życia Hitlera w jego berlińskim bunkrze. W kinach obejrzało go aż pięć milionów Niemców. Drugi to trwający ponad cztery godziny miniserial telewizyjny „Speer i On”, który w trzech częściach emitowano w niemieckiej i austriackiej telewizji. Serial emitowała też BBC. Tytułowy „On” to Adolf Hitler.

Jego reżyser Heinrich Breloer to czołowy niemiecki dokumentalista. Co niezwykłe jak na niemieckich, a w rzeczy samej także zajmujących się tematem cudzoziemskich filmowców, sam wystrzegał się tworzenia obrazów głównie o nazistach. Ale jest zapewne niemożliwe, by uprawiający twórczy zawód 63-letni Niemiec unikał określenia moralnego stanowiska wobec tego okresu historii własnego kraju. Tak właśnie powstał „Speer i On”. Reżysera fascynuje, ale i pod względem moralnym odpycha postać Alberta Speera. To zapewne najbardziej krytyczny film na ten temat wyprodukowany w Niemczech po 1945 r.

Hitler traktował Alberta Speera (w środku, nieco z tyłu) jak swojego syna
Nowa Kancelaria III Rzeszy - zaprojektowana i zbudowana przez Speera na polecenie Hitlera

Breloer błysnął wieloma mistrzowskimi posunięciami. Najważniejsze - bez nich obraz zapewne w ogóle by nie powstał - to pozyskanie do czynnej współpracy trojga dzieci Speera. Znanego architekta Alberta juniora, socjolożkę Hilde Speer Schramm, której prace były poświęcone losowi żydowskich kobiet, oraz lekarza z zawodu Arnolda Speera. Cała trójka żywi odmienne uczucia wobec ojca - zresztą niekoniecznie aż tak negatywne, jak starają się sugerować twórcy obrazu.

Najstarszy syn naczelnego architekta III Rzeszy Albert junior pytany w wywiadzie dla „Die Frankfurter Allgemaine” o kwestię „»romansu« Speera i Hitlera” twierdzi, że więzi tej nie da się w ten sposób zdefiniować. Jego zdaniem nie można patrzeć na nią jak na bliską relację łączącą na przykład dwóch mężczyzn dzisiaj. Chodziło o głębokie - i raczej nieśmiałe - wzajemne uczucie, które w jakimś sensie można by opisać jako „miłość” czy „uwielbienie”.

W oczach Hitlera młody i zdolny architekt czynił to, co uwielbiałby robić on sam, gdyby - jak ironicznie dodaje we wspomnianym wywiadzie Albert junior - „niestety zamiast tego nie musiał zbawiać Niemiec”. Natomiast bezrobotny wówczas Speer zdaniem jego syna znalazł w Führerze „głowę państwa, która rzuciła mu świat do stóp”.

Wyjaśnienie jest może nawet prostsze. W przypadku Hitlera Speer grał rolę syna, którego ten nigdy nie miał. Dla Speera - przynajmniej na początku - Hitler był ojcem, jakiego sam pragnął mieć.

Film „Speer i On” nie powstał, aby - jak sugeruje tytuł - podjąć próbę objaśnienia wyjątkowej relacji między Hitlerem a Speerem ani też, by przekazać nam bardziej niż dotąd pogłębione zrozumienie postaci i działań tego pierwszego. Lecz - zacytujmy samego reżysera - by „zdemitologizować” wizerunek „dobrego nazisty”, który zdaniem Breloera Speerowi udało się stworzyć poprzez sposób, w jaki przedstawiał się w trakcie swojego procesu w Norymberdze. I na jaki dała się nabrać światowa opinia publiczna.

Hitler traktował Alberta Speera (w środku, nieco z tyłu) jak swojego syna
Germania - stworzony przez Speera plan nowej stolicy Tysiącletniej Rzeszy.

W takim podejściu jest część prawdy. Z pewnością podczas procesów norymberskich Speer desperacko starał się pokazać jako człowiek zupełnie oddzielny i niezwiązany z resztą oskarżonych. Podkreślał, że nie miał wpływu na proces decyzyjny w III Rzeszy, że wprawdzie znajdował się w kręgu władzy, ale nie mógł się przebić ze swoim zdaniem, co wpędzało go we frustrację. Opowiadał też m.in. o tym, że na początku 1945 r. starał się otruć Hitlera. Udało się - sąd istotnie uznał go za taką osobę. Dlatego dziesięciu innych podsądnych powieszono, a on przeżył. Otrzymał wyrok 20 lat więzienia.

31-letni Speer rozpoczyna budowę Germanii

Niemiecka prasa pisała, że film „Speer i On” cieszył się popularnością, jakiej nie pamiętają najstarsi telewidzowie. Obraz dzieli się na cztery części obejmujące pół wieku życia bohatera. Także ważne 14 lat, które spędził w towarzystwie Hitlera. Tytuły poszczególnych odcinków: I „Ułuda Germanii”, II „Norymberga: proces”, III „Kara: Spandau”, IV „Sequel: oszustwo”. Ten ostatni, koncentrujący się niemal całkowicie na życiu Speera po opuszczeniu berlińskiego więzienia, niemiecka telewizja nadała późnym wieczorem trzeciego dnia emisji filmu. W sposób bardzo skuteczny wieńczył on zatem dzieło „demitologizacji” życia Alberta Speera.

Heinrich Breloer ma poczucie, że Speer zdradził nas wszystkich. - Kłamał także podczas rozmowy z panią - powiedział podczas jednego ze spotkań. Bez wątpienia siłę napędową działań - nie tylko reżysera, ale też jego współpracowników oraz badaczy - stanowiło gorące przekonanie, że Speer wszystkich nas wystrychnął na dudka. Najgorszym z nazistów okazał się właśnie dlatego, bo potrafił być tak przekonujący i łagodnie uprzejmy w kontaktach. Ten kameleon był też zagorzałym antysemitą odpowiedzialnym za śmierć wielu tysięcy Żydów.

Hitler traktował Alberta Speera (w środku, nieco z tyłu) jak swojego syna
Rok 1940, Paryż, dzień po kapitulacji. Hitler stoi w otoczeniu Speera (po lewej) i Arno Brekera, swojego ulubionego rzeźbiarza

Gdy reżyser tworzy tego typu film, jest nie tylko całkowicie pochłonięty robotą. Nieustannie dręczy go też to, co odkrył, a teraz musi pokazać. Część czwarta obrazu przedstawia historię zdeklarowanego antysemity i inicjatora wprowadzenia zabójczych w skutkach dla ludności żydowskiej środków związanych z prowadzoną przez niego w Berlinie polityką mieszkaniową. Jednak istota tego zarzutu jest z gruntu nieprawdziwa.

Fakt, Speer był antysemitą - podobnie zresztą jak w owym czasie większość Niemców - ale w żadnej mierze antysemitą zagorzałym i zaciekłym. Takim zaś musiałby być, żeby dokonać wszystkiego, o co w filmie się go oskarża. Aż takim jednak nie był. I to nie dlatego, że może i lubił Żydów, ale dlatego, że ich los go po prostu nie obchodził. Jak zresztą do 1945 r. i wszystkich innych ludzi. W tym także członków własnej rodziny. Z jednym wyjątkiem - Adolfa Hitlera. Skrótowo przedstawiona wzajemna czułość i tkliwość mającą panować między nim a jego piękną żoną to czysta fantazja twórców.

Patrząc na to, co zarzuca mu Breloer, musimy pamiętać o kontekście, w którym przyszło Speerowi działać. W czerwcu 1936 r. Hitler zleca 31-letniemu architektowi nadzór na budową nowego Berlina - Germanii, bo tak miała nazywać się przyszła stolica niemieckiej Europy. Minęło raptem dziesięć miesięcy od chwili wprowadzenia w życie ustaw norymberskich. Nawet dziś lektura tych aktów prawnych przeraża. Przypominają krople wody powoli cieknące z kranu ku nieubłaganemu końcowi. Początek zaplanowanego niszczenia narodu - bardziej w tym momencie skierowany na wypędzenie go z Niemiec niż zagładę - polegał na zmianie przepisów prawnych, na podstawie których Żydzi mogli kupować lub wynajmować mieszkania i domy, gdzie mieszkali. Dotyczyły też dzierżawy. Na mocy ustaw norymberskich wszystko to stawało się przedmiotem ścisłej kontroli ze strony państwa.

30 stycznia 1937 r. Hitler mianował Speera generalnym inspektorem budowlanym Berlina. Dodajmy - nowego Berlina, którego budowa miała się zacząć natychmiast. Do realizacji celu architekt potrzebował przestrzeni. Sercem monumentalnego projektu była budowa wielkiej osi północ - południe. Trzeba więc wyburzyć ogromne połacie miasta.

Trzy decyzje Speera, które go pogrążają

W filmie Breloera Speer podejmuje trzy decyzje. Podjęcie dwóch z nich potwierdzają dostępne nam dokumenty. Pierwsza z września 1938 r. dotyczyła właściwie swobodnie rzuconej sugestii, że wstępnym krokiem zapewniającym przestrzeń życiową berlińczykom mieszkającym w przeznaczonych do wyburzenia domach będzie wysiedlanie Żydów, których rodziny zajmują duże mieszkania w trzech najbardziej atrakcyjnych dzielnicach miasta. Aby gdzieś umieścić wysiedlanych, Speer planował budowę na obrzeżach Berlina Judensiedlung - rodzaju miasta satelity z budynkami o małych mieszkaniach.

Hitler traktował Alberta Speera (w środku, nieco z tyłu) jak swojego syna
Albert Speer (po prawej) w swoim mieszkaniu w Niemczech. Zdjęcie z 1969 r.

Druga propozycja dotyczyła tego, by do czasu jego wzniesienia wysiedlani Żydzi razem z pozostałymi swoimi berlińskimi pobratymcami przenieśli się w nieobjęte nowymi planami dzielnice miasta. Tutaj, według dokumentów, które niedawno widziałam, sugestie Speera rzeczywiście wskazują, że trzyma się on litery nowych ustaw. I że jest mu zupełnie obojętny ich los jako ludzi.

Trzecia decyzja, o podjęcie której reżyser oskarża Speera, dotyczy jego czynnej i bezpośredniej odpowiedzialności za deportację berlińskich Żydów. Kierowana przez niego Generalna Inspekcja Budowlana - w filmie mówi się o niej jako Speer Behorde - już w 1939 r. staje się potężną instytucją zatrudniającą trzy tysiące pracowników. Mamy tu stary problem odpowiedzialności głowy państwa czy szefa organizacji, który - choćby w dobie niedawnej wojny w Iraku czy ogólnie sytuacji na Bliskim Wschodzie - ma dziś żywotne znaczenie dla nas wszystkich.

Teraz temat ten staje się osią filmu Breloera. Słyszymy - i oglądamy! - że Speer Behorde ma sporządzane kompletne listy nazwisk wszystkich mieszkających w Berlinie Żydów. Twórcy nie mówią nam jednak, w jaki sposób inspekcja mogła uzyskać je od policji i ministerstwa sprawiedliwości Rzeszy - służb czy instytucji, które zapewne tworzyły te zestawienia.

Dowiadujemy się jedynie, że - w następnych latach i znacznie później w czasie wojny - skutkiem rekwirowania przez Speera wszystkich należących do Żydów mieszkań okazało się to, co nazwano Entjudung całego miasta. Określenia tego nie sposób dobrze przetłumaczyć - wulgarnie brzmiałoby ono: „odżydowienie”. Dodajmy rzecz oczywistą, ale o której nie można zapominać - że zabieranie mieszkań żydowskich było oczywiście godne potępienia.

Zdaniem twórców filmu właśnie ta procedura czyni Speera odpowiedzialnym za „deportację berlińskich Żydów”. Według nich miało ich być 50 tys. Sam Speer w swoich zapiskach szacuje tę liczbę na 75 tys. Dla Hitlera budowa nowego Berlina stanowiła spełnienie wielkiego marzenia. Nie ma wątpliwości, że stałe, bardzo bliskie kontakty z nim oraz amoralne ambicje Speera - nie tylko zadowalania Führera, ale też potwierdzania własnej władzy - pozwoliły lub doprowadziły go do podjęcia decyzji, aby wysiedlanie Żydów wykorzystać jako pierwszy krok na drodze do zyskania potrzebnej jego projektowi przestrzeni.

Oczywiście wiemy, że szybko podjęto by też kolejne kroki. Choćby - gdyby nie konieczność wstrzymania rozbudowy na skutek rozwoju działań wojennych - rekwirowanie mieszkań „gojów”.

Speer był dynamem napędzającym terror

Speer bez wątpienia wiedział o deportacji Żydów na wschód. Sam zresztą o tym mówił. Jednak w przeciwieństwie do tego, co sugerują twórcy filmu, nie miał najmniejszego pojęcia (zresztą sam temat pojawił się dopiero z początkiem wiosny 1941 r.), że Hitler, Himmler i Heydrich zamierzają dopuścić się ludobójstwa ludności żydowskiej.

Hitler traktował Alberta Speera (w środku, nieco z tyłu) jak swojego syna
Hitler traktował Alberta Speera (w środku, nieco z tyłu) jak swojego syna

W skądinąd bardzo ważnym obrazie Breloer popełnia błąd polegający na przedstawianiu postaci i działań Speera w oderwaniu od rozwijanej już wówczas przerażającej nazistowskiej polityki wymierzonej w Żydów w całej Rzeszy. W chwili, gdy w Berlinie zaczynały się wysiedlenia, 60 tys. wiedeńskich Żydów już zdążono deportować do obozów koncentracyjnych. Gdy tylko Niemcy wygrali pierwszy etap wojny w Polsce, rzucono ich do pracy w niewyobrażalnie ciężkich warunkach. W podobny sposób, wraz z szybkim zwycięskim pochodem wojsk niemieckich, do obozów pracy przymusowej płynął nieprzerwany strumień tysięcy Bałtów. W czasie wojny trwała nieustanna wywózka Żydów do obozów koncentracyjnych. On - będąc od 1942 r. ministrem przemysłu - obserwował to z bliska. Przecież te transporty szyły tymi samymi torami, którymi on przesyłał uzbrojenie wojsku.

Proces deportacji berlińskich Żydów rozpoczął się w sierpniu 1941 r. W tym momencie, jak pisze niemiecki publicysta i pisarz Joachim Fest w swojej biografii Speera, Generalna Inspekcja Budowlana już przekazała odpowiedzialność za ich „przesiedlanie” w ręce gauleitera miasta Josepha Goebbelsa - zapewne najbardziej zagorzałego antysemity w najbliższym otoczeniu Hitlera. I to właśnie ten pierwszy dokonywał tego, co autorzy obrazu zarzucają Speerowi - przekazywał Żydów w ręce SS i gestapo.

Przy pracach nad czwartą częścią filmu Breloer korzystał z napisanej z pasją pracy „Der Ensiedelte Jude” (Wysiedlony Żyd) historyczki Suzanne Willems. Autorka twierdziła, że nie zna żadnych dokumentalnych dowodów potwierdzających twierdzenia Festa. Posiadane przez nią dokumenty z pewnością każą wątpić w długoletnie zapewnienia Speera, że nie miał nic wspólnego z wprowadzaniem środków opresji wobec Żydów.

Albert Speer rzeczywiście nie był „dobrym nazistą”. - Nie był małym trybikiem, jak pani i Joachim Fest często mawiają. Działał jak dynamo, siła napędowa deportacji. Sam był terrorem - twierdził reżyser.

Albert Speer uwielbiał szybką jazdę kabrioletami. Arnold, łagodny i dystyngowany mężczyzna, troskliwie przechowywał w garażu ostatni samochód ojca. Gdy w filmie Breloer pyta, dlaczego to robi, odpowiada z nieśmiałym uśmiechem: Żeby czuł się kochany, nawet gdy już nie żyje.

Smutne, ale jakiś czas temu reżyser powiedział, że po obejrzeniu jego obrazu Arnold zdecydował się pozbyć auta.

Tłumaczenie: Zbigniew Mach

Dalej dowiesz się:

- jakie były trzy decyzje, które pogrążają Speera

- jak przyczynił się do Holokaustu

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Krakowskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Krakowskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Krakowskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
„The Times”

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2017 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.