200 lat temu Polacy zjednoczyli się jak nigdy wcześniej i nigdy później: sypiąc kopiec Kościuszki

Czytaj dalej
Fot. Aneta Zurek / Polska Press
Maria Mazurek

200 lat temu Polacy zjednoczyli się jak nigdy wcześniej i nigdy później: sypiąc kopiec Kościuszki

Maria Mazurek

Rozmowa z prof. Andrzejem Chwalbą, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Historycznego, popularyzatorem historii, autorem książek.

Można powiedzieć, że kopiec Kościuszki był sercem Rzeczpospolitej?

W ogóle nie będzie w tym przesady. Kopiec był traktowany w czasie zaborów jako terytorium eksterytorialne, jak okręt z polską banderą płynący po dalekich morzach. Symboliczna mogiła Kościuszki - najwybitniejszego, najlepszego z Polaków - stała się symbolem polskiej jedności, waleczności, nadziei na odrodzenie. Tam Polacy wewnętrznie się umacniali. Już sama budowa kopca - właśnie mija od niej 200 lat (oficjalnie prace ruszyły jesienią 1820 roku, w praktyce dopiero wiosną i latem 1821 roboty były „rozkręcone”) była na wskroś demokratyczna, „wspólnotowa”. Nie wiem, czy w historii Polski był moment, który lepiej symbolizuje jedność narodu.

Kopali wszyscy?

Tak, bez względu na status społeczny. Kopali mieszczanie, kupcy, rzemieślnicy, kopali Żydzi z Kazimierza. Kopali Polacy ze wszystkich zaborów. Do Krakowa przyjechała nawet gromada Kaszubów. Byli włościanie z Królestwa, z Galicji, oczywiście najwięcej z okolic Krakowa. Niektórzy wykonywali pracę odpłatną, ale dla wielu liczyło się, żeby dołożyć własną cegiełkę - czyli raczej taczkę ziemi - do powstania najważniejszego miejsca Rzeczpospolitej, bo za takie kopiec uważano. Nie było wolnej Polski, ale wszyscy spotkali się w tym miejscu, żeby zamanifestować: jesteśmy narodem, który się nie poddał, rozbiory są tylko antraktem w naszych dziejach.

Chłopi pod budowę kopca przewieźli też ziemię spod Racławic.

Ziemię i kule armatnie, które zostały umieszczone u podstawy kopca. To też znamienny komunikat: czyn zbrojny ma wagę. Bez czynu zbrojnego Rzeczpospolita nie pojawi się znów na mapie. Pan Bóg nie będzie tak łaskawy, żeby po raz kolejny ratować uciśniony naród manną z nieba. Musimy sami zawalczyć o Rzeczpospolitą.

Jak to w ogóle było możliwe: wybudować symbol narodowej jedności w Polsce pod zaborami?

Proszę pamiętać, że Kraków nie jest wtedy pod zaborami. Od 1815 roku mamy Wolne Miasto Kraków - samodzielny twór, miniaturę państwową. Rzeczpospolita krakowska nie mogła wprawdzie prowadzić polityki zagranicznej, ale jej władze decydowały w sprawach wewnętrznych. I tak było w tym przypadku - krakowskie elity uznały, że naród, który nie posiada państwa, potrzebuje symbolu, który będzie widoczny (oczywiście w sposób metaforyczny) z wszystkich zakątków Polski. Pomysł był taki, żeby nawiązać do kościuszkowskiego przesłania „wolni z wolnymi, równi z równymi”. Kościuszko, jak wiemy, nie oceniał ludzi ze względu na urodzenie, a kompetencje i stosunek do kwestii nieśmiertelnej i niepodległej Rzeczpospolitej. Każda taczka, każda łopata ziemi miała być znakiem łączności z bohaterem i jego wartościami. To był pomysł bardzo nowoczesny i - jak na tamtą epokę - demokratyczny. Ale bardzo spójny z dziedzictwem Kościuszki, który szanował wszystkich ludzi - wyzwalał chłopów z własnego majątku, ale też czarnoskórych niewolników w Ameryce.

Czy ten egalitaryzm Kościuszki wynikał z jego nieszczęśliwej miłości do Ludwiki Sosnowskiej? To po tym, jak usłyszał od jej ojca „Synogarlice nie dla wróbli, a córki magnackie nie dla ubogich szlachciców”, Kościuszko wyjechał do USA.

Być może. Ludwika Sosnowska była miłością życia Kościuszki, ona ponoć też nigdy o nim nie zapomniała. A jednak nie mogli się pobrać, bo Tadeusz był „chudopachołkiem”, biedakiem z kresów Rzeczpospolitej (dzisiejszej Białorusi). Głębokie podziały - nawet w obrębie stanu szlacheckiego - uniemożliwiały Polakom realizację marzeń, ambicji, miłości. I to były zazwyczaj przeszkody nie do sforsowania. Więc jeśli pani pyta, czy osobiste doświadczenia wpłynęły na światopogląd Kościuszki, to odpowiem ostrożnie: nie możemy tego wykluczyć. Z drugiej strony musimy pamiętać, że idea równości i wolności wszystkich ludzi była w tamtym okresie już dość popularna. A Kościuszko zapoznał się z nią, studiując myślicieli oświecenia francuskiego - bo przecież kształcił się w Paryżu.

Wokół kopca Kościuszki początkowo miała powstać osada dla rodzin chłopskich. To również symbolizowało tę równość, o którą walczył Kościuszko.

Ta idea nigdy nie została zrealizowana. I może to dobrze. Kopiec mówi sam za siebie, jest wystarczającym symbolem. Może więcej symboli nie trzeba.

Za to wokół kopca powstał austriacki fort.

Tak, po nieudanym powstaniu krakowskim w 1846 roku Kraków zajmują Austriacy. Nie ma już polskich władz, nie ma konstytucji, jesteśmy integralną częścią państwa Habsburgów, mówi się o tak zwanej drugiej okupacji. Austriacy są teraz panami. I ze względu na przygraniczne położenia Krakowa podejmują decyzję o wybudowaniu w Krakowie twierdzy. Jej centralną częścią ma być cytadela na wzgórzu wawelskim, ale poza nią Austriacy budują też wyizolowane, samodzielne obiekty: forty. Pod koniec lat czterdziestych pada decyzja, żeby na wzgórzu świętej Bronisławy wybudować taki potężny fort, na 700 żołnierzy. No ale na wzgórzu stoi już kopiec - symboliczna mogiła naczelnika. I, jak mówią austriaccy generałowie, przeszkadza. Niektórzy twierdzą nawet, że kopiec należy zburzyć. Ale nie jest to łatwe, bo kopiec nie jest przecież austriacką własnością. Dodatkowo polskie środowiska opiniotwórcze - skromne w tamtym czasie, ale wciąż słyszalne - podejmują się obrony kopca. Austriacy rozpoczynają negocjacje z komitetem kopca (reprezentacją społeczną zajmującą się symboliczną mogiłą).

Udane?

Zważywszy na czasy i okoliczności - nawet bardzo. Komitet odsprzedał wojsku część gruntów, ale kopiec został zachowany, tak samo jak jego eksterytorialność prawna. Co więcej, Austriacy wykonali piękny gest (bo tak trzeba o tym powiedzieć): zdecydowali się wybudować pod kopcem kaplicę świętej Bronisławy. Kościółek stał tu już wcześniej, zanim usypano kopiec, ale wymagał postawienia praktycznie od nowa. Powstała neogotycka, piękna kapliczka zaprojektowana przez Feliksa Księżarskiego (budowniczego między innymi Collegium Novum czy Domu Zdrojowego w Krynicy). Warto do niej zajrzeć, będąc w okolicy. Kapliczka pod względem prawnym należała do kopca, ale pod względem kościelnym - do sióstr norbertanek na Zwierzyńcu. Umowa między Austriakami a komitetem przewidywała, że wejście na kopiec będzie otwarte dla wszystkich między wschodem a zachodem słońca (ludzie wtedy pracowali właśnie według takiego rytmu, w zależności od pory roku krócej lub dłużej).

Austriacy w 1869 roku złamali tę umowę. Krakowianie, którzy przyszli na kopiec w wielkanocny poniedziałek, zastali bramę zamkniętą.

Kopiec był miejscem, do którego tradycyjnie przychodziło się w święto Emaus. Było więc rzeczą naturalną, że po obchodach Emaus na Zwierzyńcu wspólnie szło się na kopiec. Ale kilkutysięczny tłum, który ruszył na kopiec w 1869 roku, zastał bramy zamknięte. Zdecydował o tym austriacki dowódca - właściwie do dzisiaj nie wiemy, dlaczego. Wiemy za to, że tłum sforsował bramę i popędził na szczyt kopca, wznosząc okrzyki przeciw Austriakom. Od tego momentu Austriacy już nie „kombinowali”, zawsze dotrzymywali umowy. Brama do kopca była prawie zawsze otwarte. „Prawie”, bo w umowie był zapis, że w sytuacji zagrożenia wojennego będzie zamknięta - tak stało się między innymi podczas powstania styczniowego, gdy w Krakowie miały miejsce manifestacje solidarnościowe. Co więcej - i co niezwykłe - w 1860 roku na szczycie kopca stanął kilkutonowy granitowy głaz z wyrytym jednym słowem: Kościuszce.

Czemu to niezwykłe?

A wyobraża pani sobie przewożenie w XIX wieku - kiedy nie było kolei, dróg - z Podhala (bo stamtąd pochodził głaz) kilkutonowego kamienia? To było logistycznie niezwykle trudne przedsięwzięcie. Jego inicjatorem - i sponsorem, bo kupił głaz za własne pieniądze - był hrabia Piotr Moszyński, właściciel znanego wszystkim krakowianom pałacu, obecnie budynku poczty przy Dworcu Głównym. Granit - kamień twardy, wieczny - miał symbolizował ideę niepodległej Polski. Austriacy usunęli go ze szczytu w 1914 roku, kiedy uczynili sobie z kopca punkt obserwacyjny. Ale nie na długo. Polacy wkrótce zaczęli walczyć o jego przywrócenie. Austriacy zgodzili się na to, ale pod jednym warunkiem: na szczycie kopca zostanie wywieszona austriacka flaga.

Została?

Nie. Komitet odpowiedział: Kopiec jest symbolem Rzeczpospolitej i tylko biało-czerwona flaga może na nim zawisnąć. Udało się. Głaz wrócił, austriacka flaga nie zawisła. W 1917 roku Austriacy ostatecznie kończą dzieje Twierdzy Kraków, po wojnie władze Rzeczpospolitej również nie korzystają z fortu przy kopcu w celach wojskowych. Po II wojnie światowej pojawia się pomysł jego rozbiórki (powody są dwa: potrzeba pozyskania materiałów z rozbiórki i potrzeba zatarcia śladów zaborcy), ale na szczęście - na skutek protestów - rozbiórka zostaje przerwana.

Za to w forcie mamy od niedawna muzeum Kościuszkowskie.

Bardzo nowoczesne, interaktywne, atrakcyjne, coś zupełnie nowego. Wcześniej przez lata przy kopcu mieściła się mała, skromna wystawa o Kościuszce. Za stworzenie nowego i pięknego muzeum odpowiadał znakomity tandem z Muzeum Krakowa: Michał Niezabitowski i Piotr Hapanowicz. Jestem pod wrażeniem urody tej placówki. Słyszę, że opinie innych są podobne.

Wystawa nosi tytuł „Kościuszko-bohater wciąż potrzebny”. Rzeczywiście Kościuszko jest wciąż potrzebny?

Zdecydowanie. On jest symbolem obrony praw demokratycznych, człowiekiem, dla którego wszyscy byli równi, wszyscy ważni, który szukał tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. Jego nieszablonowość, oryginalność i wiara, że musimy być razem, że wspólnymi siłami możemy więcej - wciąż inspirują. Sądzę, że Kościuszko byłby dziś świetnym negocjatorem, moderatorem dyskusji między zwaśnionymi stronami polskiej polityki. Próbowałby nas pogodzić, pokazać, że we wspólnocie siła. A biorąc pod uwagę jego wielką charyzmę, sądzę, że byłby w tym skuteczny.

To jest ciekawe, że z wszystkich polskich postaci historycznych, również tych największych, on jeden w ogóle nie jest kontrowersyjny.

Tak, bo wszyscy widzą w nim wielkość - my wszyscy czerpiemy z jego ducha i myśli. To w pewnym momencie było aż niebezpieczne dla dziedzictwa Kościuszki, bo był „przywłaszczany” zarówno przez radykalną lewicę, łącznie z komunistami, jak i radykalną prawicę. Wszyscy znajdowali w nim coś „własnego”. Przypominało się jego talent inżynieryjny, ogrodniczy, muzyczny (bo Kościuszko był również kompozytorem). Postać renesansowa. Oczywiście najważniejsze, że był wielkim przewodnikiem powstania, naczelnikiem (do idei naczelnika zresztą wracano, między innymi w powstaniu styczniowym, naczelnik Piłsudski również nawiązuje do naczelnika Kościuszki).

No i to jeden z najlepiej rozpoznawalnych Polaków na świecie, bohater Polski, ale też Stanów Zjednoczonych.

Tak, Kościuszko jest kojarzony i uwielbiany prawie na całym świecie. W Ameryce ma szereg pomników. Białorusini - ponieważ Kościuszko urodził się na terenie dzisiejszej Białorusi - uważają, że Kościuszko jest z krwi Białorusinem. Litwini - że skoro urodził się w Wielkim Księstwie Litewskim - że jest Litwinem. Dla Aborygenów z Australii Kościuszko też jest przyjacielem. Aborygeni długo walczyli, by najwyższa góra w Australii nosiła ich ludową nazwę, ale ostatecznie - kiedy wytłumaczono im, że Kościuszko kochał tych, którzy nie mają praw, którzy są niewolnikami - uznali wreszcie nazwę „góra Kościuszki”. W Stanach Zjednoczonych w ostatnich miesiącach Kościuszko też stał się „modny”.

A zaczęło się od tego, że podczas protestów w Waszyngtonie „zaatakowano” jego pomnik.

Później za to przepraszano. Niszczyciele uznali, że to kolejny biały imperator w mundurze amerykańskiej armii. Nie wiedzieli, że Kościuszko nie był żadnym prześladowcą ludności pochodzenia afrykańskiego - przeciwnie. Dobrze, że mamy w swojej historii taką postać. Jest się kim chwalić. A wizyta na kopcu jest najpiękniejszą lekcją historii. Warto go odwiedzić, nie tylko dlatego że to najpiękniejszy punkt widokowy w Krakowie.

Maria Mazurek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.