Andrzej Muszyński: Zapomnieli o kilkuset tysiącach pokoleń

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz / Polska Press
Anna Piątkowska

Andrzej Muszyński: Zapomnieli o kilkuset tysiącach pokoleń

Anna Piątkowska

Na ich portrety można się od kilku dni natknąć w przestrzeni Krakowa. Na pierwszy rzut oka zwyczajne kapliczki, jednak nawet bardzo pobieżne spojrzenie wystarczy, by spostrzec, że w tym znanym obrazku coś się nie zgadza. Nie ma tam wizerunków świętych, ani nawet ludowych świątków. Z drewnianych kapliczek spoglądają nasi wspólni przodkowie. Bardzo odlegli. Sprzed tysięcy lat. - Chciałem, w symbolicznym wymiarze, przywrócić twarz tym dziesiątkom pokoleń, które zepchnęliśmy na margines opowieści o historii – mówi o swoim projekcie "Praduszki" pisarz Andrzej Muszyński.

Wszystko zaczęło się od książki "Dom ojców", opowieści-podróży w czasie, do świata naszych przodków, "tych, których pamiętamy, i tych sprzed setek tysięcy lat". Choć może zaczęło się wcześniej. "Ta opowieść nigdy by nie powstała, gdyby nie ta fotografia. Zobaczyłem ją pierwszy raz po powrocie spod Sfinksa, kiedy wpisałem w Google Homo erectus" – to fragment wspomnianej książki, nawiązujący do jednego z portretów. A może wszystko zaczęło się jeszcze wcześniej… Kapliczki są pozatekstową kontynuacją "Domu ojców".

Twarze, których się boimy. Umordowane i zdziczałe od fizycznego bólu. Ich podobizny powinny wisieć na ścianach w każdym domu, byśmy zaczynali dzień od pokłonu australopitekowi. Lucy. Człowiekowi z Flores. Chłopcu z Turkana. Powinny wisieć w urzędach i szpitalach. Obok flagi narodowej i Unii Europejskiej. Za prezydentem i marszałkiem w czasie orędzia. Być może zawdzięczamy im więcej niż bogom. Narobili się dla nas. Niech wiszą w kapliczkach obok Matki Boskiej. Ona na pewno by się nie obraziła.

W czterech punktach Krakowa zawisły, oprawione w drewniane ramy z daszkiem osłaniającym przed deszczem, portrety przodków. Kim są postaci, na które można natrafić w ogrodzie Biblioteki Kraków przy ul. Powroźniczej, przy wejściu prowadzącym do Muzeum Archeologicznego, w kawiarni Szklarnia na ul. Krowoderskiej i Lokatorze na Mostowej?

- Portrety stanowią rekonstrukcje historycznych postaci, ludzi którzy żyli przed epoką pisma, wykonane przez wybitną paleoartystkę Elizabeth Daynes. Zdjęcia tych postaci były dla mnie wielką inspiracją przy pisaniu książki "Dom ojców", ponieważ - chyba po raz pierwszy w życiu - mogłem zobaczyć w tych odległych pokoleniach twarz, człowieka, a nie jakąś karykaturę jaskiniowca. Zrobiło to na mnie ogromne ważenie, ten kawał historii bez zapisanego słowa. Chciałem symbolicznie przywrócić pamięć o nich, pokazać ich twarze. Najistotniejszą sprawą jest to, że te twarze nie są wyłącznie wizją artystyczną Elizabeth Daynes, a rekonstrukcją wizerunku na podstawie realnych szczątków. Wszystkie postaci są przypisane do bardzo konkretnych znalezisk.

Kim zatem są postaci z kapliczek?

- Najstarsza postać to tzw. chłopiec z Turkana, człowiek z gatunku Homo erectus, który żył ok. 1,5 mln lat temu w Afryce. Miał prawdopodobnie kilkanaście lat, a ponieważ był chory na zakażenie krwi, wiele wskazuje na to, że zmarł nagle, upadł w bagnistym miejscu, gdzie torf znakomicie zakonserwował jego szczątki. Odnaleziono je nad jeziorem Turkana w dzisiejszej Kenii. Tego chłopaka możemy zobaczyć 1,5 mln lat później… Kiedy go zobaczyłem po raz pierwszy, byłem w szoku, że w tym czasie wyglądał tak "ludzko". Często, w czasie swoich podróży, w jakichś odległych zakątkach, napotykałem ludzi, którzy nie różnili się zbytnio fizjonomią od niego. Ten portret jest na Powroźniczej na Dębnikach.

Chłopiec z Turkana – Homo erectus – miał najwyżej piętnaście lat i już sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu; jako mężczyzna dorósłby nawet do stu dziewięćdziesięciu. Nie było wtedy czasu na długie dzieciństwo, sawanna roiła się od niebezpieczeństw.

- Kobietę z gatunku Homo heidelbergensis, żyjącą ok. pół miliona lat temu można napotkać przy Muzeum Archeologicznym. To gatunek żyjący już w Europie. Ta kobieta mogła żyć na terenie Krakowa, czy to w jaskiniach ojcowskich, czy trochę bardziej na północ. Kilka tygodni temu zespół polskich naukowców dokonał bardzo ważnego odkrycia, dotyczącego narzędzi, które znaleziono jakiś czas temu w Jaskini Tunel Wielki na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego. Otóż, prawdopodobnie pochodzą one z tego okresu, mogły więc należeć do osoby, która podobnie wyglądała.

Trzecia postać to neandertalka, żyjąca 80 tys. lat temu. Czas neandertalczyków jest dosyć bogato opisany w literaturze, a w okolicy znajduje się wiele stanowisk, w których odkryto szczątki neandertalczyków. Tę postać można spotkać w Lokatorze.

Czwarta postać to reprezentantka tzw. kultury magdaleńskiej, to bliskie nam czasy – 15 tys. lat temu. Są to ludzie, którzy przybyli na nasze tereny z terytorium Francji. To już jest Homo sapiens, który tworzył sztukę i mieszkał m.in. w Jaskini Maszyckiej w okolicach Krakowa.

Te postaci stanowią przekrój przez całe dzieje człowieka. Oczywiście, podpisy są umowne, nie wiemy, gdzie taka osoba żyła naprawdę.

Dziś są w czterech lokalizacjach, pozostaną tam ok. trzech tygodni, potem zostaną zmienione. Chciałabym, żeby pojawiły się poza miastami, gdzieś na rozstajach dróg, tak jak stare wiejskie kapliczki, żeby natykali się na nie ludzie, nie spodziewając się tego. To bardzo ciekawa konfrontacja, która wybija przechodniów z rytmu. Bo to jest niespodziewany obraz. O to mi chodziło, żeby przechodzień zobaczył w tych portretach człowieka, wzrok, coś bardzo ludzkiego. Bardzo chciałbym też zrobić ich więcej i portretów, i więcej kapliczek, żeby mogły się pojawić w całej Polsce.

Bo już wtedy ludzie szli nad Wisłę. Przynajmniej pół miliona lat temu. Dziś są abstrakcją. Nie interesują nas. Jakbyśmy wyparli się tej części własnej historii, w której rządzi biologia i nie istnieje symbol, z którego można skorzystać. Jakby trudno było uwierzyć, że chłopiec z Turkana niewiele się od nas różni. Bo to już człowiek szedł. Szedł i palił kości. Od Gibraltaru, od Afryki. I zapewne musiał mieć na te miejsca swoje dźwięki. Pół miliona lat temu żył w Europie Środka. Pół miliona po tym, jak posiadł ogień. Szedł z tym pięściakiem zamiast walizki. Z płaskim czołem. Zmęczony życiem w Bilzingsleben, Vérteszőlős i Korołewie. Z jęczmieniem na oku. Z zapaleniem płuc. Z poparzoną nogą. Stanął na skraju Bystrej nad Ojcowem. Ujrzał obietnicę ciepła i mięsa.

Ramka z daszkiem, czyli forma kapliczki, czy też ołtarza sugeruje, że to coś więcej niż tylko zdjęcie przodka, nadaje jej pewnej uroczystości.

Forma kapliczki narzuca się jako najbardziej naturalna. Cały zamysł od początku polegał na wystawie plenerowej, forma konstrukcji z daszkiem chroni obraz przed opadami. Natomiast potem pomyślałem, że może to nieść nieść dodatkowe znaczenie, ponieważ w tych wiejskich kapliczkach – a coś o tym wiem, bo całe życie mieszkam na polskiej prowincji – nie pojawiały się wyłącznie stricte religijne figury, ale rozmaite ludowe świątki, które w swobodny sposób odbiegały od treści religijnych, a ta konstrukcja kojarzy się w polskiej kulturze z czcią, a w kulturze ludowej z miejscami magicznymi. Nie bez powodu te kapliczki z rozmaitymi figurkami znajdowały się właśnie na rozstaju drogi, tam gdzie zaczynał się obcy świat.

Pomyślałem, że to ciekawy pomysł, by pokazać, że im się należy miejsce w zbiorowej pamięci, bo się strasznie naharowali przez te dziesiątki tysięcy lat. Ktoś, kto zgłębił wiedzą i ma świadomość, jak wyglądało życie wtedy, zdaje sobie sprawę, że było ogromnie ciężko żyć w tamtych czasach i pokolenie po pokoleniu próbować zapanować nad naturą, sprawić, żeby żyło się wygodniej. Rodziła się we mnie świadomość ogromnej skali czasu. Jestem pisarzem, wyobraźnia jest dla mnie ważnym narzędziem w poznawaniu świata, momentalnie, kiedy myślę o tych sprawach, widzę żywych ludzi, postaci, które do siebie mówią - bo język powstał o wiele wcześniej, niż jeszcze niedawno sądziliśmy, które budują szałasy, troszczą się o swoich bliskich, mają swoje problemy. Żyli pół miliona lat temu w okolicy doliny Sąspowskiej. Mam fakt, że tu byli ludzie. Kawał historii, która została zepchnięta na margines narracji o historii, poczułem się w jakiś sposób wywołany do tego, żeby o tym opowiedzieć, żeby symbolicznie przywrócić twarz, wizerunek.

Nigdy nie pomyślałem, kim byli pierwsi ludzie, a w szkołach o nich nie mówili. Zapomnieli o kilkuset tysiącach pokoleń. Złaknieni przyrody, wystraszyli się tego, co prawdziwe, pierwotne i biologiczne. Zgodnie z programem powszechnej edukacji na ziemiach polskich świat przed Mieszkiem I nie istniał.

Projekt "Praduszki" został zainaugurowany w niezwykłym momencie, w czasie kiedy obchodzimy Święto Zmarłych i Zaduszki. To celowe? W tych dniach szczególnie pamiętamy o przodkach, ale nie aż o tak odległych przecież...

Chciałem, żeby ta wystawa miała swoją inaugurację w tym okresie, kiedy w polskiej kulturze czcimy tych, którzy byli. Cała ta historia, dwa lata pracy nad książką, wzbudziła we mnie takie pytanie, czy my naprawdę jesteśmy bezinteresowni jako ludzie. Czy chcemy pamiętać o ludziach, którzy byli na tym świecie, dlatego, że byli, czy też ze względu na określone zasługi? Czy nasza pamięć ogranicza się tylko do naszych najbliższych, ewentualnie tych, którzy byli ważni dla społeczeństwa, czy jesteśmy w stanie spojrzeć na to szerzej? Jestem pełen empatii dla nich, stąd ta symboliczna akcja, która nazwałem "Praduszki". To dobry moment, by pod tymi portretami zaświecić symboliczną świeczkę. Kierowałem się empatią i pragnieniem oddania im symbolicznego hołdu.

Projektu "Praduszki" nie udałoby się zrealizować, gdyby nie Fundacja Dzielna z Warszawy, która go sfinansowała.

Poza fauną i florą ten pejzaż nie zmienił się wiele od czasów pierwszych ludzi. Skały stoją tu od milionów lat. Gdy wspinam się po Jurze, moje ciało przyjmuje pozycje pierwszych odkrywców. Co można dziś więcej zrobić? Jak inaczej przywrócić o nich pamięć? Jak jeszcze, poza wędrówką, oddać hołd tym ludziom, żyjąc na ziemi użyźnionej ich prochem?

Cytowane fragmenty pochodzą z książki "Dom ojców" Andrzeja Muszyńskiego, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.

Anna Piątkowska

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ozbychu1

I to jest nauka ,samo datowanie radioweglowe izotopem wegla C14 ,to jest wow ale w świecie LiS (lichwarzy i spekulantów)to ciężko o jakikolwiek rozwój. Jak ci prytmitywni troglodyci narzucaja elYtaryzm i cofaja cale społeczności w których bytuja.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.