Artur Kozioł: Byliśmy gotowi na wszystko. Wybudowaliśmy drogę przez noc. Dzień przed wizytą papieża

Czytaj dalej
Fot. fot. Tadeusz Warczak
Rozmawia Grażyna Starzak

Artur Kozioł: Byliśmy gotowi na wszystko. Wybudowaliśmy drogę przez noc. Dzień przed wizytą papieża

Rozmawia Grażyna Starzak

Na jednym ze spotkań przed ŚDM zapytano mnie: „No to jak tam jest w tych Brzegach, mokro czy sucho?”. W odpowiedzi zdjąłem buty, by pokazać, że nie są przemoczone. Każdy był z innej pary… W takim żyłem pośpiechu - wspomina burmistrz Wieliczki Artur Kozioł.

- Niewiele zmieniło się u Pana w gabinecie rok po ŚDM. Kanapy nie ma, rozglądam się za klęcznikiem…

- Kanapy nigdy tu nie było, a klęcznik? Nie rozumiem…

- Kard. Stanisław Ryłko, który z ramienia Watykanu odpowiadał za przygotowanie ŚDM mówił, że trzeba je przygotować na kolanach, bo inaczej nie dałoby się zorganizować takiego spotkania…

- Nie pamiętam tych słów kard. Ryłki. Papież Franciszek mówił, żeby zejść z kanapy i założyć buty wyczynowe, a nie o tym, by klękać. Na pewno jednak wsparcie „z góry” było ważne. Sam miałem okazję się przekonać, że nawet ludzie niebędący na co dzień blisko Kościoła, w czasie ŚDM czuli obecność Pana Boga.

- Kanapy nie widzę. A buty Pan ma?

- Mam, bo kiedyś często chodziłem po górach. Teraz rzadziej. Mniej czasu i dzieci małe. Wybieram łatwiejsze trasy…

- Ta, która prowadziła do Brzegów, do łatwych nie należała. Na tej trasie chyba częściej zakładał Pan kalosze…

- A widziała mnie Pani kiedykolwiek w kaloszach?

- Chyba nie. Miał Pan zwykle na nogach mokasyny…

- A właśnie. Raz było z moimi butami trochę śmiechu. Na jednym ze spotkań przed ŚDM zapytano mnie: „No to jak tam jest w tych Brzegach, mokro czy sucho?”. A ja w odpowiedzi zdjąłem buty, które miałem na nogach, zwykłe, takie, w jakich chodzę co dzień do pracy, żeby pokazać, że wcale nie są przemoczone. Wtedy właśnie wróciłem z Brzegów, gdzie przemierzyłem kilka kilometrów po polach. W tym momencie wszyscy zaczęli się śmiać, a ja zorientowałem się, że mam dwa różne buty. W pośpiechu włożyłem każdy z innej pary…

- Nie przemokły?

- Były suche i czyste. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, jakie były intencje tych, którzy twierdzili, że Brzegi to zły wybór, bo pielgrzymi utoną w błocie. Ale to ciągłe mówienie o podmokłym terenie bardziej nas mobilizowało do pracy, by odpowiednio przygotować to miejsce na przyjazd pielgrzymów i papieża. Wszyscy - na własne oczy albo w telewizji - widzieli, że deszcz, który przyszedł nagle po niedzielnej mszy kończącej ŚDM, nie był żadnym kataklizmem. Ba, w poniedziałek, po zakończeniu ŚDM, w Brzegach modliło się 200 tys. ludzi.

- Nie wszyscy wiedzą, że pomysł zorganizowania dwóch głównych wydarzeń ŚDM Kraków 2016 w Brzegach narodził się już w czerwcu 2013 roku...

- W czerwcu 2013 w Wieliczce odbyło się zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski. 120 biskupów i kardynałów, którzy nas wtedy odwiedzili, powitało 1,5 tysiąca młodych ludzi. Było widać, że nasi goście są wzruszeni tym powitaniem. To wtedy kard. Stanisław Dziwisz i ks. Jan Kabziński, prezes Centrum Jana Pawła II, zapytali mnie, czy w okolicy nie ma jakiegoś 300-hektarowego, niezabudowanego terenu, który nadawałby się na spotkanie modlitewne. Pomyślałem o Brzegach lub gruntach przylegających do wsi Węgrzce Wielkie. Księdzu kardynałowi spodobał się ten pomysł.

- Brzegi nie były jednak faworytem…

- To prawda. Pod uwagę brano krakowskie Błonia, grunty w pobliżu Skawiny, Pobiednik, okolice lotniska w Krakowie-Balicach, a nawet Pustynię Błędowską. Niespodziewanie dla nas, cztery dni przed rozpoczęciem Światowych Dni Młodzieży w Rio, kard. Stanisław Dziwisz i bp Damian Muskus przyjechali zobaczyć wielickie pola w Brzegach. Nie prezentowały się najlepiej. Nie zdążyliśmy ani skosić trawy, ani uporządkować terenu. Wszędzie rosła kukurydza, a co najgorsze, było bardzo gorąco i komary nigdy tak nie dokuczały jak tego dnia. Po tej wizycie nie byliśmy dobrej myśli. Tym bardziej że w Rio de Janeiro, gdzie papież ogłosił, że Kraków będzie gospodarzem kolejnych ŚDM, pojawił się problem, którego później tak bardzo obawiano się w Brzegach. Otóż ulewny deszcz w Rio dosłownie zmył świeżo wyrosłą trawę tam, gdzie Franciszek miał się spotkać z młodzieżą. Wtedy centralne wydarzenia musiano przenieść na plażę Copacabana. Myślę, że z tego powodu po powrocie do Polski zadecydowano, iż ŚDM Kraków 2016 odbędą się wyłącznie na Błoniach.

- Potem jednak zmieniono plany. Jak się Panu udało przeforsować Brzegi?

- Zaproponowaliśmy, aby część uroczystości odbyła się w Wieliczce, np. spotkanie wolontariuszy. Zaoferowaliśmy stworzenie w Brzegach pola namiotowego dla pielgrzymów. A ponieważ zgłaszało się ich coraz więcej, komitet organizacyjny doszedł do wniosku, że Błonia są za małe. We wrześniu 2014 r. po raz kolejny zaczęto rozważać różne lokalizacje, wśród których znalazła się też Wieliczka. Pomimo tego, że nie mieliśmy żadnych gwarancji co do Brzegów, zaczęliśmy tam przygotowania. Wiedzieliśmy, że nawet, jeśli Światowe Dni Młodzieży nie odbędą się u nas, to nic się nie zmarnuje, bo łąki w Brzegach - dzięki pozyskanym wówczas środkom unijnym - zamienią się w Wielicką Strefę Aktywności Gospodarczej.

- Mówi Pan o tym spokojnie, ale podejrzewam, że były momenty zwątpienia?

- Zwątpienia nie. Było zmęczenie ciągłym tłumaczeniem, że zdjęcie małej kałuży o niczym nie świadczy. Długa dyskusja, głównie medialna, o Brzegach powodowała, że trudniej i ciężej było pewne rzeczy realizować. Bo jeśli nie ma pewności, czy na pewno coś tutaj będzie, to trudno kogoś przekonać, żeby pewne prace wykonał. Muszę jednak przyznać, że większość z nas, osób, które były odpowiedzialne za przygotowanie Brzegów, podchodziło z dystansem do tych wszystkich dyskusji. Dzięki temu, z miesiąca na miesiąc, a potem z dnia na dzień widać było, jak to miejsce się zmienia.

- Najtrudniejsze chwile, jakie Pan przeżył w trakcie przygotowań do ŚDM?

- Było wiele trudnych momentów. W 2015 r. umierała moja mama. Krążyłem między Brzegami a szpitalem, starając się, żeby emocje towarzyszące odchodzeniu tak bliskiej mi osoby nie zaważyły na codziennej pracy. Z drugiej strony być może te dramatyczne, osobiste przeżycia spowodowały, że spokojniej podchodziłem do tego, co dzieje się w Brzegach. Gdy np. zadzwonił kard. Stanisław Dziwisz z pytaniem a co z tym, a co z tamtym, odpowiadałem krótko: „poradzimy sobie”. Kardynał nam ufał. Wierzył, że jesteśmy w stanie wiele zrobić. Nawet wybudować drogę asfaltową w jedną noc…

- ????

- Tak. Zrobiliśmy to. Dokładnie w ciągu ośmiu godzin. W piątek, dzień przed przybyciem do Brzegów papieża Franciszka i pielgrzymów, okazało się, że ktoś, wożąc ciężki sprzęt nagłośnieniowy, zniszczył nam drogę. Tą drogą miał przejeżdżać papież. Trzeba było zmobilizować sporą grupę ludzi, żeby naprawić szkody. Wydawało się to niemożliwe. Szef wytwórni asfaltu, do którego zadzwoniłem, mówił, że nie da rady, bo piece już wygaszone. O godz. 23 dał mi znać, że ściągnął ludzi z okolicznych wiosek i asfalt będzie o pierwszej w nocy. Trzeba tylko zapewnić transport. Zapewniliśmy. Rano droga była gotowa. Myślę, że pobiliśmy rekord. W normalnych warunkach robilibyśmy to pół roku. Niemal w ostatniej chwili trzeba było także zmieniać układ sektorów dla VIP-ów. I znów z powodu ludzkiego błędu. Ktoś położył na trawę w sektorze zero folię nieprzepuszczalną. Chciał dobrze, tylko nie wiedział, że tak się robi baseny, że w razie nawet niewielkiego deszczu siedzące tam osoby momentalnie znajdą się w kałuży wody. Wymiana układu sektorów zajęła nam całą noc.

- Trudne chwile przeżył Pan już wcześniej, tuż przed ceremonią otwarcia ŚDM…

- W nocy z 25 na 26 lipca okazało się, że pociąg jadący z pielgrzymami nie wiadomo, dlaczego stanął w Węgrzcach Wielkich na nasypie kolejowym. Ludzie wpadli w panikę. Natychmiast tam pojechałem. Na szczęście sytuacja nie była tak dramatyczna, jak wydawało się w pierwszej chwili. Nikomu nic poważnego się nie stało. Było gorąco, jeden z pasażerów zasłabł i ktoś pociągnął za hamulec bezpieczeństwa. Około 700 osób trzeba było uspokoić i przewieźć na sąsiednią stację w Podłężu. W ciągu kilku godzin pielgrzymi dotarli do miejsc zakwaterowania.

- Jakie wspomnienia zachował Pan ze spotkań z papieżem?

- Już w Rzymie, w czasie pierwszego spotkania zauważyłem, że papież jest bardzo serdeczny wobec innych ludzi, a jeśli chodzi o kwestie organizacyjne, lubi, żeby wszystko było precyzyjnie dograne. Jesteśmy mu wdzięczni, że znalazł czas, by w czasie ŚDM odwiedzić nasz wielicki Dom Miłosierdzia, który powstał na Campus Misericordiae w Brzegach. I za to, że zainteresował się „żywą legendą Wieliczki”, czyli postacią brata Alojzego Kosiby, franciszkanina, kandydata na ołtarze. Przedstawiliśmy tego apostoła dobroci i ubogich papieżowi, a on zapamiętał tę postać i 7 lipca tego roku zatwierdził dekret beatyfikacyjny brata Kosiby.

- W Domu Miłosierdzia wręczyliście papieżowi prezenty. M.in. specjalnie dla niego uszyte buty. Ten podarunek wywołał szczery uśmiech u Franciszka…

- Jeszcze bardziej zachwycił papieża rower od Czesława Langa. „Rower, dla mnie?” - można było wyczytać z jego miny. Trudno powiedzieć, czy ten zachwyt wynikał ze wspomnień z przeszłości, związanych z jazdą na rowerze, czy też papież zastanawiał się, co by było, gdyby takim pojazdem poruszał się po Watykanie.

- Dokładnie rok temu czekaliście w Brzegach na papieża i pielgrzymów z prawie 200 krajów świata. Co z tamtej atmosfery najbardziej utkwiło Panu w pamięci?

- Uśmiech na twarzach ludzi. Serdeczność i życzliwość, z jaką przyjmowali pielgrzymów. Wydaje mi się, że nie było człowieka, który odmówiłby im pomocy. Widziałem na własne oczy, jak podawano im wodę, zapraszano do domu, by mogli skorzystać z toalety albo odpocząć w ogrodzie. Kobiety częstowały specjalnie z tej okazji upieczonym ciastem, kanapkami ze smalcem, domowym kompotem. Do dziś wieliczanie żyją wspomnieniami tamtych dni, a niektórzy utrzymują kontakt z pielgrzymami, których gościli w domach.

- A Pan też gościł uczestników Światowych Dni Młodzieży w swoim domu?

- Tak, mieszkały u nas cztery sympatyczne Hiszpanki. Odjeżdżając, zostawiły nam piękny list z podziękowaniem za gościnę.

- Co z homilii i wystąpień papieża Franciszka najbardziej utkwiło Panu w pamięci?

- Chyba słowa o potrzebie budowania mostów porozumienia pomiędzy ludźmi. Słowa jakże aktualne dziś. Wtedy, rok temu, słuchając papieża pomyślałem, że w czasie przygotowań do Światowych Dni Młodzieży powstało wiele takich „mostów”. Bywało tak, że w wielu sprawach nie zgadzaliśmy się, a jednak udało nam się wypracować wspólne rozwiązania. To dzięki temu ŚDM Kraków 2016 zakończyły się sukcesem. Mamy z czego być dumni. Wszyscy. Bo, jak podkreślał w czasie przygotowań do tego wydarzenia kard. Stanisław Dziwisz, „wszyscy jesteśmy gospodarzami”.

***

Artur Kozioł urodził się 29 lipca 1968 r. w Krakowie. Absolwent studiów w Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości w Krakowie, na kierunku zarządzanie organizacjami, a także Podyplomowych Studiów Administracji Europejskiej, na kierunku zarządzanie funduszami unijnymi. Żona Joanna ukończyła Wydział Zarządzania Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. 21 maja 2006 roku urodził się ich syn Maksymilian, a 19 października 2011 - córka Julia.

Wolny czas chętnie poświęca na działalność społeczną.

WIDEO: Magnes. Kultura Gazura - odcinek 14

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Rozmawia Grażyna Starzak

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.