Biecz. To tutaj na ogniu z płonącego krzyża zrobili ucztę dla biedaków

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Andrzej Ćmiech

Biecz. To tutaj na ogniu z płonącego krzyża zrobili ucztę dla biedaków

Andrzej Ćmiech

Echa europejskiej reformacji szybko dotarły na ziemię biecką. Głównie za sprawą mieszczan.Wpływom reformacji nie oparli się Jordanowie z Bobowej, którzy brutalni „szerzyli” Ewangelię.

31 października 1517 r. Marcin Luter ogłosił w Wittenberdze 95 tez, w których wyłożył podstawowe zasady swoich przekonań i wystąpił przeciwko udzielaniu odpustów za grzechy połączonych z opłatą pieniężną na rzecz duchowieństwa katolickiego.

To wydarzenie, jak i ferment wewnętrzny nurtujący od dawna katolicyzm doprowadził w XVI w. do powstania nowych, niezależnych od papiestwa kościołów luterańskiego i kalwińskiego. Echa reformacji na zachodzie Europy szybko dotarły na ziemię biecką, gdzie szlachta i bogatsi mieszczanie byli jak najdalsi od zapatrzenia się w średniowieczne ideały i zazdrośnie patrzyli na wzrastającą materialną potęgę duchowieństwa.

Powiew nowinek religijnych przywożonych przez kupców, przede wszystkim z Bardiowa, znalazł szybko tu podatne podłoże do ich rozwoju. Bardziej ekonomiczne niż religijne.

Pochwała zaprowadziła plebana do sądu

Propagowanie nowego stylu ułatwiał niski stan etyczny katolickiego duchowieństwa i świeckość życia. Pierwsze odgłosy reformacji pojawiły się w Bieczu, gdzie ksiądz i bakałarz nauk wyzwolonych Marcin Bayer będący plebanem w Binarowej chwalił działalność Marcina Lutra. Zaprowadziło go to przed sąd biskupi w Krakowie. W maju 1522 roku usłyszał wyrok pozbawienia wolności.

Hasła głoszone przez Marcina Lutra znajdowały coraz to więcej nowych zwolenników wśród mieszczan bieckich, szczególnie tych pochodzenia niemieckiego. Trzeba było podjąć działania, które zahamowałyby przechodzenie ich na luteranizm. Jednym ze sposobów miało być powiększenie beneficjum kaznodziei niemieckiego oraz wymiana proboszcza. I tak Marcin Samborczyk zastąpił Jana Lithotoniosa.

Działania okazały się skuteczne nawet w okresie, gdy starostą był kalwin Stanisław Bonar.

Krawcy murem za kalwinizmem

Najbardziej skalwinizowanym miasteczkiem powiatu bieckiego były Gorlice. W latach 1559-1625 kalwinizm był tu religią panującą. Religijne nowiny poczytywane jako „czystsza wiara” wprowadziła rodzina Pieniążków, która w latach siedemdziesiątych XVI w. zamieniali kościół gorlicki na zbór. Wszystko to stało się przy biernej postawie mieszczan, z których znaczna część przeszła na protestantyzm.

- Tutejsi mieszczanie byli seniorami gorlickiego zboru, pisali i jeździli w jego sprawach na synody - wspomina Wacław Urban, historyk, znawca reformacji na ziemi bieckiej.

Ostoją zboru byli przede wszystkim mieszkańcy pochodzenia szlacheckiego. Duży wpływ na jego siłę mieli przybysze, którzy na stałe osiedlili się w Gorlicach. Szczególnie Słowacy, którzy szerzyli niechęć do katolickich praktyk.

Kalwinizm miał szczególne poparcie w cechu krawców.

Zbór gorlicki miał duże znaczenie w Małopolsce. Przykładem na to jest fakt, że w 1611 r. rozpatrywany był, co prawda z negatywnym skutkiem, wniosek, aby coroczne synody kalwińskie zwoływać do Gorlic. W naszym mieście przebywali i głosili „czyste słowo Boże” znani nie tylko w Polsce ministrowie jak: Klemens Croscencius, Jan Petrycy, Jan Semlerr, Jakub Beuthner, Marcin Janicjusz oraz Bartłomiej Bythner.

Według synodaliów kalwińskich Gorlice były miejscem stałych dysput teologicznych i tarć religijnych między rozmaitymi odłamami wyznaniowymi.

Gorlicka rozmowa w duchu miłości

Najważniejszym wydarzeniem w dziejach zboru gorlickiego było słynna rozmowa w duchu miłości (Colloqium charitativum) pomiędzy kalwinami a arianami, która odbyła się 22 maja 1617 r.

Na dysputę przybyło około 20 arian pod wodzą Walentego Smalcusa, współautora „Katechizmu rakowskiego” . Dzięki jego dziennikowi znamy nazwiska wielu jej uczestników wywodzących się z ariańskiej elity intelektualnej. Warto przytoczyć tu nazwiska Hieronima Moskorzowskiego, Krzysztofa Morsztyna, Stanisław czy Joachima Rupnowskiego.

Strona kalwińska wystąpiła pod wodzą miejscowego ministra Piotra Lombarda. Ponadto wiemy o obecności Franciszka Stankara, superintendenta małopolskiego, Franciszka Płachty, konseniora i kaznodziei sędziejowskiego, jakiegoś Prokopa i nieznanego z nazwiska i imienia pastora zapewne z Kobylan. Ponadto na ,,colloqium” zostało zaproszonych dwóch księży katolickich z Biecza. Dysputa dotyczyła sporów teologicznych związanych z Trójcą Świętą i naturą Chrystusa oraz spraw dotyczących herezji. Mimo że trwała sześć godzin żadna ze stron nie dała się przekonać do racji strony przeciwnej. Na zakończenie ustalono, że ,,Colloqium” będzie kontynuowana we wrześniu 1617 r. w Ożarowie. Do spotkania niestety nie doszło.

Wydłubał oczy Matce Najświętszej

Nienawiść wyznaniowa W sierpniu 1625 r., kiedy Gorlice były w posiadaniu dwóch rodzin kalwińskich, Rylskich i Pieniążków stała się rzecz niezwykła.

Właściciel połowy Gorlic, Przecław Pieniążek przekazał w posiadanie kościół katolickiemu księdzu Stanisławowi Szczepanowskiemu. I tak w mieście, od 1626 r. rezydował katolicki ksiądz i kalwiński minister. Ksiądz mieszkał na plebanii przy farze, natomiast minister przeniósł się do dzielnicy Rylskiego, gdzie mieścił się zbór.

Współżycie obu wyznań przez wiele lat dalekie były od poprawności. Przekroczeniem wszystkich zasad były wydarzenia z maja 1628 r., kiedy to Jan Wędrzyński, ekonom Stanisława Rylskiego, zbezcześcił ołtarz kościoła parafialnego. Szablą wykuł oczy figurze Matki Bożej, obciął nos, ręce i nogi Chrystusowi Ukrzyżowanemu.

Postępek ten ostro skrytykowany przez synod okszeński spowodował zniesienie zboru i przyłączył do siebie zborowników gorlickich.

Tak zaczął się powolny zmierzch kalwinizmu w Gorlicach. Dopełnił się on w okresie potop szwedzkiego, kiedy kalwinów oskarżono o sprzyjanie Szwedom. Pod koniec lat pięćdziesiątych XVII w. na katolicyzm przeszedł właściciel drugiej części miasta Michał Rylski, zamykając ten rozdział historii miasta.

Bobowska uczta na zgliszczach kościoła

Wpływom reformacji ulegli w drugiej połowie XVI w. Jordanowie będący dziedzicami Bobowej. Stali się oni najjaskrawszym przykładem brutalnego szerzenia Ewangelii. Niszczyli wszystko, co przypominało ,,papieżnictwo”. Ich gorliwość wyznaniowa osiągnęła apogeum, kiedy w latach osiemdziesiątych XVI wieku Mikołaj Jordan przy pomocy armat wypożyczonych od starosty Stanisława Mężyka zburzył kościół Świętego Krzyża w Bobowej. Na ogniu płonącego wielkiego krzyża z kościoła Świętej Zofii, żona Mikołaja Jordana Magdalena z Gierałtowskich kazała przygotowywać ucztę dla biedaków.

Jednak mimo gorliwości wyznaniowej dziedziców i 32-letniego istnienia zboru, bobowianie pozostali nadal przy wierze rzymskokatolickiej. W 1593 r. odzyskali kościół parafialny zagarnięty przed laty przez Mikołaja Jordana i zamieniony w zbór.

Udało się też odzyskać świątynię Świętej Zofii, która w okresie reformacji - jak pisał Ludwik Łętowski - zamieniona była w stajnie dla koni.

We wsiach powiatu bieckiego reformacja nie znalazła oparcia wśród chłopów. Główną przyczyną był fakt, że „nową wiarę” głosili często bezpośredni gnębiciele. Jedyną rzeczą, z której często korzystała wieś to bezkarne odmawianie dziesięciny i innych powinności kościołowi katolickiemu, powszechnie aprobowane przez innowierczą szlachtę ziemi bieckiej.

Andrzej Ćmiech

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.