Biskup, który ujmuje skromnością

Czytaj dalej
Fot. Adam Wojnar
Paweł Chwał

Biskup, który ujmuje skromnością

Paweł Chwał

Bp Władysław Bobowski świętuje 85. urodziny i 60-lecie pracy kapłańskiej w diecezji tarnowskiej. Mimo dostojnego wieku, wciąż jest młody duchem. Zawsze byłem szczęśliwym człowiekiem - mówi.

„Było bardzo ciężko. Bieda zaglądała wtedy do każdego domu. Takie były czasy. Jadaliśmy czasem z jednej wielkiej miski, cała czwórka dzieci. Każde z nas wypatrywało, jeśli posiłek był maszczony, czy jakiś skwarek się nie schował, żeby go porwać i zjeść z apetytem. Pamiętam też, że w domu była jedna para butów. Jeśli do kościoła trzeba było iść, to brałem je ja lub jeden z braci, ale buty często zakładaliśmy dopiero przed samym kościołem, nie wcześniej, aby ich za bardzo nie zniszczyć. Wracał jeden z kościoła, to drugi dopiero zabierał je ze sobą i szedł na mszę świętą” - w ten sposób biskup senior Władysław Bobowski wspomina swoje dzieciństwo. Ten skromny, powszechnie lubiany kapłan, w niedzielę skończy 85 lat.

Gdy został biskupem otrzymał z kurii duży pierścień z ozdobnym rubinem w środku. Obejrzał go, pięknie podziękował i schował do pudełka zakładając na palec prosty, srebrny, z wygrawerowanym wizerunkiem Matki Bożej.

- Tamten za bardzo rzucał się w oczy, był zbyt pretensjonalny - opowiadał bp Bobowski. Historia ta doskonale charakteryzuje osobę duchownego, który od 60 lat nosi sutannę, a od 42 dzierży w rękach pastorał - symbol władzy pasterskiej biskupa.

- Kiedy miałem 10 lat zostałem oddany na służbę do bezdzietnych wujków... Musiałem opuścić dom, z powodu biedy. Wujkowie chcieli rodzicom pomóc, zabierając do siebie jednego z synów, o którego już nie będą musieli się martwić. Łatwiej przecież wyżywić trójkę niż czwórkę dzieci - wspomina biskup w książce „Zawsze czułem się na swoim miejscu”.

- To właśnie te lata dziecięce, wszechobecna bieda i służba poza domem, odcisnęły na późniejszym życiu księdza biskupa decydujące piętno - mówi Grzegorz Brożek, autor wywiadu-rzeki z biskupem Bobowskim. Nie jest tajemnicą, że hierarcha nigdy nikomu nie odmawia pomocy. Wiele osób nadużywa jego życzliwości i choć przy drzwiach jego mieszkania nie ma wizytówki, to stale ktoś do nich dzwoni, prosząc choćby o kilka złotych wsparcia.

Biskup nie odmawia pomocy, obdarowując każdego choćby w symboliczny sposób.

- Na pytanie dlaczego tak robi odpowiedział mi, że lepiej dać temu, komu pomoc niekoniecznie się należy, niż pomylić się i odmówić jej temu, kto faktycznie jej potrzebuje - cytuje biskupa Grzegorz Brożek.

Bp Władysława Bobowskiego można często spotkać na ulicach Tarnowa. Zagadnięty odpowiada na każde pytanie, chętnie przystaje na chwilę, by choć krótko porozmawiać.

- To osoba, która wrosła w tarnowski krajobraz. Skromny, pobożny kapłan, niczym dobry ojciec, do którego każdy może podejść i opowiedzieć o swoich problemach - mówi Stanisław Klimek, prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Tarnowskiej, a jednocześnie tarnowski radny. To m.in. z jego inicjatywy Rada Miejska w Tarnowie dziesięć lat temu nadała biskupowi Bobowskiemu zaszczytny tytuł Honorowego Obywatela Tarnowa. - Komu jak komu, ale jemu ten tytuł ewidentnie się należał - dodaje.

Zainteresowanie sprawami religii przejawiał od dziecka, ale myśl, że on - ubogi chłopak z maleńkiego Tropia - mógłby kiedyś zostać księdzem wydawała mu się czymś niesamowicie odległym, wręcz nierealnym.

- Wydawało się, że to jest jakiś inny świat, że ksiądz to człowiek z innego świata. Wpływ na to mieli rodzice, którzy powtarzali, że kapłan to „piastun Pana Jezusa”, „Boży człowiek”, a przez to tak mi oddalali tego kapłana, jakby to nie miał być człowiek z tej samej gliny co inni ludzie - opowiada w książce bp Bobowski.

Łaskę powołania - jak twierdzi - zawdzięcza swojej mamie. Do dzisiaj ma w pamięci jej słowa wypowiedziane do niego w dniu jego prymicji.

- Dziś mogę ci powiedzieć coś, czego nigdy ci nie mówiłam. Wiesz, że przed tobą troje dzieci zmarło wnet po urodzeniu. Możesz sobie wyobrazić, jak się bałam, gdy czekałam na ciebie, żeby się to samo nie stało. Pewnego dnia tak gorąco modliłam się się w kościele: „Panie Boże, jeśli chcesz, weź sobie to dziecko na swoją własność, ale pozwól mu żyć” - przytacza usłyszane 60 lat temu słowa.

Jego pierwszą parafią były Ryglice. Pracował w nich jednak tylko dwa miesiące, gdyż decyzją swoich przełożonych w październiku 1957 roku został skierowany na studia w Lublinie.

- W tym czasie na KUL-u wykładał Karol Wojtyła. Choć nie miałem z nim bezpośrednio zajęć, to specjalnie chodziłem na jego wykłady - opowiada.

Z późniejszym papieżem spotkał się też w Rzymie, gdzie kształcił się na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim.

Mimo, że od siedmiu lat formalnie jest na biskupiej emeryturze, nadal aktywnie udziela się w diecezji tarnowskiej. Uczestniczy w wydarzeniach religijnych w parafiach i bierzmuje młodzież.

- Nigdy nie czułem się nieszczęśliwy. Zawsze znajdowałem mnóstwo powodów, by Bogu dziękować za to, co było i co jest. Starałem się w miarę możliwości jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki. Zawsze czułem się na swoim miejscu, na właściwej drodze. To jest chyba jakimś kryterium szczęścia - opowiada biskup-jubilat.

Paweł Chwał

Każdy temat można opisać w ciekawy sposób, trzeba tylko rozmawiać z ludźmi

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.