Bożonarodzeniowe życzenia Michałka: zdrowia i... zdrowia!

Czytaj dalej
Fot. Katarzyna Ponikowska
Katarzyna Ponikowska

Bożonarodzeniowe życzenia Michałka: zdrowia i... zdrowia!

Katarzyna Ponikowska

Michałek Kaliś prowadzi trudną walkę z nowotworem oczu. Święta spędzi w domu, a potem wyleci do szpitala w Nowym Jorku

Do mieszkania na os. Młodych w Olkuszu, które od pół roku stało prawie puste, znów wróciło życie. Trwają ostatnie przygotowania do świąt, które rodzina Kalisiów spędzi tym razem w komplecie. Mimo iż walka 2,5-letniego Michałka o to, by wypędzić raka z jego oczek, nie jest jeszcze do końca wygrana, wszystko jest na dobrej drodze. - Gdyby nie życzliwość i pomoc ludzi, nie dalibyśmy rady - nie ukrywa Maciej Kaliś, tata Michałka.

Michałek i Martynka krzątają się po mieszkaniu. Chłopiec tak energicznie maluje, że właśnie wylał na siebie całą farbę. - Martynka zaprowadź Michasia do łazienki - mówi mama. Dziewczynce nie trzeba tego dwa razy powtarzać. Chwyta brata za rękę i idzie z nim umyć rączki. Ma 6,5 roku, ale jak na swój wiek, jest bardzo opiekuńcza. I zaangażowana w to, co się dzieje w domu.

Dzieciaki nie mogą doczekać się świąt. Tydzień temu było wielkie ubieranie choinki. Michaś wieszał bombki. Ze światełkami i łańcuchami pomagali rodzice. Chłopiec brał udział w porządkach przedświątecznych, a Martynka zaangażowała się w pieczenie. Uwielbia to. Było też kupowanie prezentów. Małych, bo na duże nie ma na razie pieniędzy. Ale to nieważne. Bo wreszcie po kilku miesiącach ciągłych rozłąk, wyjazdów, nerwów wszyscy są razem, dzieci z rodzicami. Taka normalna rodzina…

„Kochane Anioły Michałka! Wszędzie dobrze, ale we własnym łóżku najlepiej. Mamy nadzieję na kilka spokojniejszych tygodni w domu i świąteczną atmosferę z dala od szpitala... Myśli o następnym wylocie na razie staramy się odganiać jak najdalej… Dziękujemy, że jesteście z Michałkiem.”*

***

Ich świat wywrócił się do góry nogami dokładnie dwa lata temu, kiedy padła złowieszcza diagnoza.

Lekarze stwierdzili, że Michałek jest chory na złośliwy nowotwór oka - siatkówczaka. - Wcześniej nie słyszałam nawet, że coś takiego istnieje, ale kiedy zaczęliśmy na ten temat czytać, okazało się, że jest to jeden z najpopularniejszych nowotworów wśród malutkich dzieci - przyznaje mama Agata Kaliś.

To ona zauważyła, że coś jest nie tak. Chłopiec miał wtedy pół roku. Trzymając syna na rękach, przyglądała się jego źrenicom. Nie wyglądały normalnie, pojawiały się w nich jakieś dziwne błyski. Rodzice zaczęli się baczniej przyglądać chłopcu. Na zdjęciach spostrzegli, że w oczku dziecka pojawia się odblask.

Dzień przed Wigilią dwa lata temu zaniepokojeni wybrali się do lekarza. Usłyszeli, że to może być siatkówczak.

Badania w Krakowie, niestety, potwierdziły przypuszczenia. To był dla nich cios. Okazało się, że rak jest w obu oczkach. - Gdyby w Polsce tak jak za granicą badało się dzieciom oczka zaraz po urodzeniu, nie byłoby takiego problemu jak u nas. U Michałka stosunkowo późno zdiagnozowano chorobę - podkreśla pani Agata.

Leczenie zaczęło się już w sylwestra. Pierwsze trzy miesiące chłopiec brał chemioterapię w szpitalu w Krakowie. - Lekarze chcieli już usuwać jedno oko. Uciekliśmy do Warszawy. Tam na szczęście podjęli się dalszego leczenia - relacjonuje tata Maciej Kaliś.

Kiedy wszyscy mieli nadzieję, że nowotwór został pokonany, na początku kwietnia 2016 r. choroba nagle ponownie uaktywniła się. Szanse na pokonanie siatkówczaka i uratowanie oka dramatycznie się zmniejszyły. Rodzice byli kompletnie załamani… Dziecku groziła utrata obydwu oczek.

„Kochane Anioły Michałka! Nie to chcieliśmy napisać... Niestety... Duża wznowa w prawym oczku Michałka... Brak nam słów… To bardzo boli, bo wydawało się, że jesteśmy już tak blisko... Trudno nawet wyrazić, jak bardzo jesteśmy zawiedzeni tym, co się stało... Ponad 15 miesięcy walki Michałka i w jednej chwili okazuje się, że wszystko musimy zaczynać od zera, a szanse są jeszcze mniejsze niż na początku... Chemioterapie, zabiegi, znieczulenia strasznie obciążające naszego małego synka, osłabiły go tylko, nie dając nic w zamian...”.

Na szczęście pojawiło się światełko w tunelu. Leczenie w Nowym Jorku u wybitnego specjalisty dr. Davida Abramsona. - Tam są najnowsze metody leczenia siatkówczaka, które dopiero wchodzą do Polski. Tu dają nam 25 proc. szans na wyleczenie, a w USA aż 95 proc. - mówił „Gazecie Krakowskiej” Maciej Kaliś. Zaczął liczyć się każdy dzień, bo guz rósł w zastraszającym tempie. Była jedna, ale to bardzo duża przeszkoda - pieniądze, których rodzina po prostu nie miała.

Wtedy przyszli z pomocą inni ludzie, rodzina mówi o nich „anioły”. O Michałku usłyszał nie tylko Olkusz i Małopolska. Niesamowite pospolite ruszenie dla chorego chłopca pomogło. Dzięki fundacji Się Pomaga i niezliczonej ilości darczyńców w miesiąc udało się uzbierać 1 mln 300 tys. zł na leczenie.

„Kochane Anioły nauczyły mnie, jak walczyć i że nigdy, ale to nigdy nie mogę wątpić i się poddawać! Dzięki Wam wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych! Już za kilka dni wyruszę w podróż do Nowego Jorku i spotkam się z doktorem, który wyleczy moje oczka i będę mógł widzieć moje wspaniałe Anioły! Wiem, że mam przy sobie wspaniałych ludzi, mających wielkie serca. Bądźcie zawsze przy mnie, żebym zawsze był silny i pokonał raka! Dziękuję!”.

Chłopiec wraz z rodziną wyruszył do Stanów Zjednoczonych 29 maja. Rozpoczęło się leczenie - chemioterapia, laseroterapia, krioterapia. We wrześniu miał być ostatni zabieg. Okazało się , że siatkówczak nie odpuszcza. Konieczne były kolejne wizyty. I to nadal nie koniec.

- Jest dużo lepiej, ale ciągle nie wiadomo, ile jeszcze to wszystko potrwa - mówi Agata Kaliś. Następne badanie zaplanowano na 11 stycznia. Wtedy okaże się, co dalej.

Od maja Michałek był w Polsce trzy razy. I to na krótko. Zresztą jak cała rodzina. Rodzice nie chcą zostawiać swojej córki w Polsce. Dziewczynka chorobę brata bardzo przeżywa. Padają trudne pytania. Jak długo to jeszcze potrwa? Czy dzieci umierają? Czy jeśli umierają, to wracają potem do życia? Starsza siostra martwi się o brata, zajmuje się nim. W szpitalu nazywają ją „małą mamusią”. - Jest dojrzalsza od innych dzieci w swoim wieku - przyznaje mama.

Życzenia na święta? - Żeby rodzina była w komplecie. Zdrowia i normalności. Po takich przeżyciach człowiek nigdy nie będzie już taki sam - wyznaje pani Agata.

* Cytaty pochodzą z Facebooka „Michałek w ataku - pa, pa raku”, na którym na bieżąco relacjonowana jest walka chłopca i jego rodziny z siatkówczakiem.

Katarzyna Ponikowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.