Brawurowe potyczki na zielonym szlaku. Legenda sądeckich kurierów

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Edyta Zając

Brawurowe potyczki na zielonym szlaku. Legenda sądeckich kurierów

Edyta Zając

Ryś uratował Karskiego, Stramka pięć razy wymknął się śmierci, Freisler 500 razy niósł tajną pocztę.

Odbicie emisariusza Karskiego przez Zbigniewa Rysia, i ucieczka Stramki z celi śmierci - to przykłady najbardziej brawurowych akcji sądeckich kurierów z czasów II wojny światowej. Przypominamy ich sylwetki w 75 rocznicę przekształcenia Związku Walki Zbrojnej i powołania Armii Krajowej.

Akcja „S”

„Pierwszego września telefon wyrwał mnie z głębokiego snu o 6 rano. Alarm, wojna Niemcy przekroczyli granicę” - tak zaczynają się wspomnienia Zbigniewa Rysia. Rok późnej na werandzie swojego domu w Nowym Sączu przy ul. Matejki ujrzał szczupłego mężczyznę. „Jestem Kotowicz z podziemnej organizacji z komórki łączności z zagranicą” - przedstawił się. Chciał Zbigniewa mieć w swoich szeregach. Rozmowę kontynuowali w lesie. Krótko po tym Ryś złożył przysięgę i wstąpił d Związku Walki Zbrojnej, współorganizował akcje przerzutowe.

Najbardziej spektakularną w wojennych dziejach kuriera była akcja „S”.

Pewnego wieczora do domu Rysiów zapukał człowiek o nazwisku Piasecki, powiedział, że musi dostać się na Węgry. Gospodarz szybko wydedukował, że władający kilkoma językami przybysz to emisariusz polskiego rządu i wyprawił go wraz z góralem Franciszkiem Musiałem przez zieloną granicę. Na Słowacji wpadli w ręce gestapo. Po brutalnych przesłuchaniach Karski oświadczył współtowarzyszom, że popełni samobójstwo. Chciał ich ocalić, powiedział, żeby potem złożyli całą winę na niego.

Rano będziesz ziemię żarł - rzucił strażnik do Stramki, a ten z łyżki zrobił wytrych i uciekł.

Emisariusz polskiego rządu podciął sobie żyły. Gestapowcy, domyślając się z jak ważną osobą mają do czynienia, czym prędzej zawieźli go do szpitala w Nowym Sączu. Wkrótce potym Zbigniew Ryś otrzymał rozkaz odbicia Karskiego. Spiskowcom pomagał dr Jan Słowikowski z sądeckiego szpitala. Umówionego dnia miał sprowadzić Karskiego w okolicę kostnicy. W akcję wtajemniczona została też Zofia Rysiówna, młodsza siostra Zbigniewa, o czym ten nie wiedział. Przebrana za zakonnicę porozumiała się z Janem Karskim, który poprosił ją o dostarczenie trucizny, na wypadek niepowodzenia akcji. Po latach Rysiówna, wybitna polska aktorka, wspominać będzie, że była to najtrudniejsza rola, jaką przyszło jej odegrać.

„Po barkach Głoda wspiąłem się na przybudówkę na wysokości pierwszego piętra i chwyciłem Karskiego i ostrożnie wzdłuż rynny opuściłem go w dół. W kostnicy ubraliśmy naszego emisariusza w garnitur i rozpoczęliśmy marsz”- opowiadał po wojnie Zbigniew Ryś. O piątej rano, ukrytymi w zaroślach kajakami, dopłynęli bezpiecznie do Marcinkowic. Ale akcja, choć udana, miała swoje dramatyczne następstwa. Gestapowcy krwawo zemścili się na sądeczanach. W Biegonicach rozstrzelali trzydziestu więźniów. Zginęli wtedy: Józef Jerzyk, Tadeusz Szafran, Stanisław Suski, którzy pomagali Rysiowi w uwalnianiu Karskiego, wybitny malarz Bolesław Barbacki i gajowy z Marcinkowic, u którego leczył się i ukrywał Karski. A Zofia Rysiówna spędziła cztery lata w obozie Ravensbrück.

Jechał wprost do Oświęcimia. W drodze jakoś udało mu się wysunąć ręce z kajdanek i wyskoczyć z pociągu.

Brawurowe ucieczki

Nie mniej spektakularne wyczyny miał na swoim koncie Roman Stramka. Wiele razy wymykał się śmierci. Potrafił uciec z domu pełnego gestapowców, którzy mierzyli do niego z broni. Jedna z wpadek przydarzyła się Stramce podczas pierwszego wypadu do Budapesztu. W drodze powrotnej do Nowego Sącza został aresztowany. Po przesłuchaniach w Tarnowie trafił do bydlęcego wagonu, który jechał wprost do Oświęcimia. W drodze jakoś udało mu się wysunąć ręce z kajdanek i wyskoczyć z pociągu.

Filmową ucieczkę miał również na kurierskim szlaku. Więziony na słowackim posterunku zdołał wsunąć broń pod szafę tuż przed przeszukaniem. Gdy Słowacy upewnili się, że więźniowie nie są uzbrojeni, opuścili na chwilę pomieszczenie. Wówczas Roman Stramka sięgnął po swojego visa, po czym skrępował policjantów i ruszył wraz z grupą, której przewodził, w dalszą drogę na Węgry. Gestapowcy dopadli Stramkę podczas żniw na rodzinnym polu. To było na Gorzkowie, gdzie dzisiaj stoi market Auchan (wcześniej Real). Po brutalnym przesłuchaniu następnego ranka miał zostać rozstrzelany.

W czasie największego nasilenia przerzuciłem sam bez pomocy około 400 ludzi spieszących do wojska na zachodzie

„Żryj, bo rano będziesz ziemię żarł”- rzucił strażnik więzienny, podając mu zupę i aluminiową łyżkę. Z łyżki Stramka zmajstrował wytrych, którym otworzył celę. Brawurowa ucieczka doprowadziła Heinricha Hamanna, szefa gestapo w Nowym Sączu, do szału. Stramka wkrótce po tym wpadł kolejny raz w pociągu, na trasie do Koszyc. Dwóch niemieckich żandarmów, którzy go aresztowali i chcieli wydać na najbliższym posterunku policji, zaprosił na stacji na kolację suto zakrapianą winem. Po czym uciekł, wyskakując z rozpędzonego pociągu. Po wojnie Roman Stramka trenował sportowców, zginął w wypadku w 1965 roku.

Jednym z najbardziej zapomnianych sądeckich kurierów jest Jan Freisler, wybitny sportowiec i patriota. Kursował między Budapesztem, Krakowem i Warszawą przenosząc broń i pocztę, przeprowadzając ludzi.

W domu rodzinnym Freislerów przy Nawojowskiej 70 działała komórka przerzutowa. W 1944 roku Jan Freisler współtworzył Oddział Partyzancki AK „Świerk” i został jego dowódcą. Później był zaangażowany w budowę łączności kurierskiej powojennej organizacji konspiracyjnej Wolność i Niezawisłość z polskim rządem na emigracji w Londynie. Aresztowany w październiku 1945 roku został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na karę śmierci i utratę praw publicznych.

W kostnicy ubrali Karskiego w garnitur, a potem spłynęli kajakiem do Marcinkowic

Karę w drodze łaski Bierut zamienił na dziesięć lat więzienia. Po wyjściu na wolność Jan zamieszkał w Warszawie, pracował tam w kiosku ruchu, a potem prowadził kursy prawa jazdy. Zmarł na zawał serca w wieku pięćdziesięciu lat. Był jednym z najbardziej zasłużonych kurierów, który 500 razy przekroczył zieloną granicę. „W czasie największego nasilenia przerzuciłem sam bez pomocy około 400 ludzi spieszących do wojska na zachodzie. Wspólnie z innymi kurierami przerzuciłem dodatkowo około 100 ludzi różnych wyznań i narodowości” - wspominał. Spoczął na Powązkach.

Wspomnienie

Z okazji 75 rocznicy powołania Armii Krajowej historycy: dr Dawid Golik z IPN i Piotr Kazana wspominali sądeckich kurierów. Na spotkaniu w Miejskim Ośrodku Kultury był też Jacek Ryś, z synem Sebastianem, potomkowie Zbigniewa Rysia. Obaj są spadkobiercami artystycznego talentu jego siostry Zofii. Jacek Ryś to solista Opery Krakowskiej, Sebastian jest absolwentem Akademii Teatralnej w Warszawie i aktorem Płockiego Teatru Dramatycznego. Występuje z monodramem „Zupa Rybna w Odessie”, to historia o Janie Karskim.

Edyta Zając

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.