Byłem na Pomorskiej, czyli rodzinne legendy

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polskapresse
Tadeusz Płatek

Byłem na Pomorskiej, czyli rodzinne legendy

Tadeusz Płatek

Legendy. Nie mamy czasu ich sprawdzać, łazić po archiwach. Nie chce nam się, to może poczekać. No a później ktoś z rodziny umiera.

Do katowni gestapo przy ul. Pomorskiej wybierałem się przez lata, ale zawsze tylko mijałem modernistyczny budynek, w którego piwnicach ludzie przeszli piekło. Wybierałem się tam, bo rodzinna legenda mówiła o bracie mojej babci, Kazimierzu Płatku, który był tam więziony, a potem zginął rozstrzelany na Dąbiu w ostatnich dniach wojny.

Wszedłem w bramę. Zdjęcia więźniów Auschwitz, małe podwórko, schodki do piwnicy. Napis „Muzeum historyczne Miasta Krakowa”. Upiornie, scenografia horroru.

Przekraczając próg doznałem ulgi, że w każdej chwili będę mógł stamtąd wyjść, że wolność dostępna, że nie muszę zostać. Cztery małe pomieszczenia bez okien, pozostawione nietknięte od osiemdziesięciu lat. W każdym napisy na ścianach, czytelne, głównie o Bogu, liczne błędy ortograficzne. Kilka cyrylicą, jeden po francusku, reszta po polsku.

W drugiej sali na ścianie narysowana pięciolinia z nutami, dwa systemy, na fortepian, tonacja G-dur. Dwa takty, nie do końca czytelne, to znaczy melodia, którą z tych nut skazańca gram, niekoniecznie musiała być tą, którą sobie w ciemności wyobraził. Może się pomylił? Nie jestem pewien czy w drugim akordzie miało być „e” czy „fis”, ale tak czy inaczej to jakiś radosny motyw. Nad nutami zagadkowe „Ja też byłem”.

Podłogę z lastryko zabezpieczono pancernym szkłem. Na niektórych ścianach białe płytki 10x10 cm bez fugi, kilka zardzewiałych kranów z Zakładów Zieleniewskiego. W ostatnim pomieszczeniu zardzewiały kaloryfer. Wśród kilkudziesięciu napisów wydrapane w tynku „tu siedział Płatek Kazimierz”. Nic o Chrystusie, nadziei, bohaterstwie. Pan pilnujący odsyła do muzeum obok. Pani pilnująca nie chce ode mnie pieniędzy za wstęp.

Znajduję wuja w komputerze. Nie zginął na Dąbiu. Nie wiadomo jak. Sygnatura akt R. 2741. Armia Krajowa, grupa dywersyjna Halszki. Otrzymał pseudonim „Wicher”. Został zatrzymany 23 listopada 1944 roku w czasie akcji trzyosobowej grupy zorganizowanej w mieszkaniu Niemca. Celem było zdobycie broni. Jeden z członków zginął podczas akcji, zaś dwaj zostali zatrzymani. Kazimierz Płatek jeszcze tego samego dnia został przewieziony do siedziby gestapo, zlokalizowanej przy ul. Pomorskiej.

Wuj wykonywał egzekucje na Niemcach i volksdeutschach. Mama przypomniała sobie, że uciekał w ulicę Łobzowską, próbował przeskoczyć przez mur Karmelitanek. Dwa miesiące i wojna się skończyła. Pewnie później zdałby maturę. Podobno był bardzo zdolny.

Tadeusz Płatek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.