Były piłkarz ostro o Lechu Poznań: W Kolejorzu był chaos. Marcin Wasielewski krytykuje współpracę z Adamem Nawałką: Każdy był zmęczony

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Głosu Wielkopolskiego
Dawid Dobrasz

Były piłkarz ostro o Lechu Poznań: W Kolejorzu był chaos. Marcin Wasielewski krytykuje współpracę z Adamem Nawałką: Każdy był zmęczony

Dawid Dobrasz

Poznaniak z krwi i kości Marcin Wasielewski jest wychowankiem Lecha Poznań, który ze względu na letnią rewolucję przy Bułgarskiej musiał opuścić klub i trafił do Bruk-Bet Termaliki Nieciecza. W szczerej rozmowie z Gloswielkopolski.pl, były już piłkarz Kolejorza, opowiada o ciężkim poprzednim sezonie drużyny z Poznania, współpracy z trenerem Adamem Nawałką i sytuacjach, o których często zwykły kibic nie ma pojęcia.

Jak odnalazłeś się w Niecieczy? Z dużego miasta przeniosłeś się do bardzo małego.

- Spodziewałem się czegoś gorszego, jeśli chodzi o samo miasto. Mieszkam w Tarnowie, zresztą jak wszyscy. Z jednego końca na drugi przejadę w 10 minut, a w Poznaniu zdarza się, że w tym czasie przejdzie się jedną ulicę. Na początku było ciężko, ale teraz jestem zadowolony i pozytywnie zaskoczony szatnią czy bazą. Nie oszukujmy się, to nie jest Lech Poznań, ale jak na Fortuna 1. ligę, jest top. Nie ma na co narzekać. O to mi też chodziło, żeby się nie stresować.

Spójrzmy wstecz na rok 2019. Ciężki rok?

- Na pewno ciężka była współpraca z trenerem Adamem Nawałką. Każdy był psychicznie zmęczony. Więcej mieliśmy taktyki, analiz przeciwnika, odpraw i odbijało się to na liczbie małych gierek czy strzałów. Była sytuacja, że chłopaki poszli do trenera i prosili o to, żeby było więcej małych gierek.

Czytaj też: Lech Poznań: Alan Czerwiński z Zagłębia Lubin blisko Kolejorza?

Kibice, patrząc na drużynę w rundzie wiosennej, łapali się za głowy. Nie biegaliście, nie graliście. Wyglądało to słabo.

- Każdy biega inaczej, a oni próbowali nas uczyć, że każdy biega jednakowo. Jednemu się polepszy, a reszta straci wszystkie swoje osiągi. Patrzyłem na skrzydłowych. Kamil Jóźwiak w jednym meczu, jako jeden z najszybszych w lidze, miał 30,1 km/h a Maki 30,2. Sprintu. Niektórzy tyle osiągają biegnąc tyłem (śmiech).

To może od początku. Odszedł Adam Nawałka, klub poinformował o odejściu 10 piłkarzy, a ty jako jeden z pierwszych znalazłeś nowe zatrudnienie.

- Nie przejąłem się mocno tą informacją o pożegnaniu. Jak nie dostajesz propozycji umowy pół roku przed wygaśnięciem, to sygnał jest jasny. Sytuacja była taka, że miałem już dogadany kontrakt w Niecieczy. W marcu poszła do Lecha informacja, że od 1 lipca zostanę piłkarzem Termaliki. W życiu trzeba podejmować śmiałe decyzje. Trzeba planować pół roku wcześniej, co będziesz robił, a nie na ostatnią chwilę.

Czytaj też: Lech Poznań: Kamil Jóźwiak trafi do amerykańskiej MLS?

Jak wpłynęła na ciebie informacja, że to jest koniec twojej przygody w Lechu? Dla poznaniaka z krwi i kości.

- Dla mnie gra w Lechu Poznań była wielką frajdą i spełnieniem marzeń. To wszystko, co tam zyskałem i doświadczyłem jest moje. Jestem pozytywnie nastawiony, a ta informacja lepiej wpłynęła na moją psychikę. Wiedziałem, że mam już podpisaną nową umowę. Nie musiałem się o nic martwić jak inni.

I jak wyglądało to wtedy w szatni?

- To jest ciężki temat. W szatni pewnie nikt tego nie okazywał, że jest z tego powodu smutny, że odchodzi. Każdy pewnie delikatnie żałował i miał z tyłu głowy, że nie dostanie nowego kontraktu. Łukasz Trałka na pewno chciałby zostać. Jest w sile wieku, a uważam, że piłkarsko jest znacznie lepszy niż Muhar. Dałby dzisiaj o wiele więcej Lechowi niż Chorwat.

Tylko zdajesz sobie sprawę, jakie byłyby nastroje wśród kibiców, jeśli Piotr Rutkowski zaproponowałby nowy kontrakt Łukaszowi Trałce? Zostałby kolokwialnie mówiąc „zjedzony” przez sympatyków.

- Nie wszyscy znają się na piłce od kuchni. Moim zdaniem na każdym stadionie jest jak w koloseum. Pan Rutkowski i jego doradcy szli zawsze tak, jak chcieli kibice. Kibice chcieli, żeby zwolnić trenera Bjelicę, to go zwolnił. Kibice chcieli trenera Adama Nawałkę, to przyszedł Adam Nawałka, a sam Piotr Rutkowski podobno nie był do końca przekonany do tego pomysłu. Wydaje mi się, że w tamtym okresie był duży chaos, a za tym szły nietrafione wybory.

Zobacz też: Lech Poznań: Karlo Muhar jest niezastąpiony w talii Dariusza Żurawia. Czy słusznie?

Zatem chyba mocno doświadczył cię 2019 rok. Wołodymyr Kostewycz w jednej z wypowiedzi użył takiego stwierdzania, że ten poprzedni sezon to był jak trzy sezony w jednym.

- Psychicznie na pewno byliśmy wykończeni. Wiem, jak grają poszczególni zawodnicy i jeśli mieliby pewność siebie oraz luz, to Lech miał bardzo duży potencjał. Wiadomo, mogę być trochę nieobiektywny, bo sam byłem w tej szatni, ale piłkarsko, gdyby to poukładać, to graliśmy bardzo dobrze. Na przykład ostatni mecz z Piastem Gliwice, który przegraliśmy 1:0. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była najlepsza w całym sezonie. Abstrahując, że przegraliśmy ją 1:0 po błędach indywidualnych. Warto dodać, że graliśmy wtedy głównie młodymi.

Z drugiej strony, to Piast był wtedy strasznie spięty.

- Mimo wszystko, to był pierwszy skład mistrza Polski. A u nas było kilku zawodników z pierwszego składu, a reszta tych, co grali mniej. Uważam, że graliśmy dobry mecz, mimo porażki.

Spójrzmy trochę szerzej. Jak oceniasz swój cały pobyt w Lechu Poznań? 20 meczów w pierwszej drużynie. Dużo czy mogło być więcej?

- Uważam, że zasługiwałem na więcej. Tak naprawdę nie dostałem szansy gry w sześciu-siedmiu meczach z rzędu, gdzie można byłoby mnie zweryfikować. Pewnych rzeczy nie przeskoczę. Po drugie Lech Poznań żyje ze sprzedaży młodych zawodników, wychowanków, a ja trafiłem na Roberta Gumnego, który jest młodszy cztery lata. Uważam, że Gumny piłkarsko jest bardzo dobry i poradziłby sobie za granicą. Technicznie ma duży luz i dobrze gra w defensywie oraz ofensywie.

Zobacz też: Lech Poznań: Jak Joao Amaral radził sobie w Kolejorzu. Przypominamy najlepsze momenty Portugalczyka w Lechu

Grywałeś czasami też wyżej.

- Zdarzało się i fajnie się to układało z Robertem. Na przykład właśnie z Jagiellonią, kiedy strzeliłem swoją jedyną bramkę w Ekstraklasie. Właśnie wtedy, kiedy grałem na prawym skrzydle, a on na prawej obronie. To była fajna wymiana, bo kiedy on szedł wyżej, to ja zawsze mogłem cofnąć.

- Nie przejąłem się mocno tą informacją o pożegnaniu. Jak nie dostajesz propozycji umowy pół roku przed wygaśnięciem, to sygnał jest jasny. Sytuacja
Archiwum Głosu Wielkopolskiego - Psychicznie na pewno byliśmy wykończeni. Wiem, jak grają poszczególni zawodnicy i jeśli mieli pewność siebie oraz luz, to Lech miał bardzo duży potencjał - mówi Marcin Wasielewski o poprzednim sezonie.

Bramka z Jagiellonią to twój najlepszy moment w Lechu Poznań?

- Wydaje mi się, że tak. Sprawił mi najwięcej radości. Szkoda, że jedyny i nie było ich więcej.

Debiutowałeś w pierwszej drużynie Lecha w 2017 roku meczem właśnie z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza, w którym wygraliście 3:0. Miałeś wtedy 22 lata. Późno, jeśli spojrzymy na obecny trend przy Bułgarskiej.

- Nieważne jaka droga, ważne jaki cel. Jedni mają łatwiej, są młodzieżowcami i jest pchanie. Dojrzałem później piłkarsko, ciężko pracowałem i trener Bjelica to zauważył. Przesunął mnie do pierwszego zespołu i dał mi szansę.

Jest jakaś osoba albo trener, któremu w Lechu najwięcej zawdzięczasz?

- Na pewno trener Bjelica z tego względu, że mi zaufał. Szkoda, że dostałem tak mało szans, bo też zauważyłem, że w jednym sezonie zagrałem tylko trzy mecze. Na pewno zdarzały się błędy, ale jakby nie patrzeć, nie miałem też takiego ogrania. Znam siebie i jeśli dostałem trzy mecze z rzędu, to łapię wtedy pewność siebie. Potem wiesz, że będziesz grał dobrze i masz luz. W Niecieczy tak było, że z każdym meczem po kolei miałem większą pewność siebie. Jak nie czujesz zaufania i wejdziesz raz na 20 minut, a potem cztery mecze siedzisz i nagle wchodzisz od pierwszego gwizdka. Gdzie masz wtedy ogranie? Gdzie pewność siebie? Granie w rezerwach to nie jest to samo. To nie jest taka sama presja. Jak nie ma się zaufania, to jest ciężko. Najwięcej w piłce seniorskiej zawdzięczam trenerowi Ivanowi Djurdjevicowi, który obdarzył mnie największym zaufaniem w pierwszym zespole. Przy nim nauczyłem się zdecydowanie najwięcej piłkarskiego rzemiosła.

Czytaj też: Lech Poznań. Mariusz Rumak: Moim największym sukcesem w Lechu było to, że ludzie chcieli nas oglądać

Czyli masz wrażenie, że mogłeś wycisnąć jeszcze więcej ze swojej gry w Lechu?

- Wiedziałem, że stać mnie na więcej. Uważam, że dostałem za mało szans. Błędy się zdarzają i każdy je popełniał. Tak samo Vujadinović albo Trałka. Wszyscy. Tylko tutaj dochodzi brak zaufania. Czasami jest tak, że niektórzy robią osiem błędów i grają, a niektórzy popełniają jeden błąd i lecą.

Z czego to wynika w Lechu?

- Trener nigdy nie jest fair w stosunku do wszystkich. Jeśli ktoś mi powie, że jest inaczej, to będę się śmiał. Każdy ma swoich faworytów do gry i tak jest prawda. Trochę żałuję, ale i tak jestem zadowolony z tego, że spełniłem swoje marzenie, grając w Lechu Poznań.

Odchodząc z Lecha usłyszałeś „do widzenia” czy raczej „żegnaj”?

- Nic nie usłyszałem. Kiedy cała 10 „odstrzelonych” była na przedostatnim meczu, który graliśmy u siebie, to władze podziękowały Maciejowi Gajosowi, Łukaszowi Trałce, Jasminowi Buriciowi i Matusowi Putnockiemu. Reszcie nic nie powiedzieli.

Zobacz też: Lech Poznań nie jest dla wszystkich - mówi Wiktor Pleśnierowicz, obrońca AS Roma

Dziwi cię to, że władze podziękowały tylko niektórym zawodnikom?

- Wiedziałem, że na przykład Putnocky jest świetnym bramkarzem. Miał słabszy okres, w którym urodziło mu się dziecko. Przychodził zmęczony i niewyspany. Bramkarsko był bardzo dobry. Na żywo? Nie widziałem lepszego bramkarza.

Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje:
Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje
Dawid Dobrasz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.