Cenna działalność pamiętnikarska i publicystyczna Jana Sitowskiego

Czytaj dalej
Fot. Karol Wojtas, Jan Dutka
Tomasz Jacek Lis

Cenna działalność pamiętnikarska i publicystyczna Jana Sitowskiego

Tomasz Jacek Lis

Choć urodził się w Trzemeśnej, to swoje życie i napisane dzieła poświęcił Ziemi Limanowskiej. Z jego pamiętników dowiedzieć się można ciekawostek o Limanowej z przełomu XIX/XX w.

Dziś przedstawiona zostanie postać Jana Sitowskiego oraz dzieła, które napisał i wydał. Trudno sobie wyobrazić badanie historii, zwłaszcza tej XIX i XX wiecznej, bez tzw. źródeł narracyjnych, to jest listów, dzienników czy wspomnień. Barwne, czasem wręcz przekoloryzowane, opowieści pamiętnikarzy stanowią dla osoby chcącej poznać minione dzieje wisienkę na torcie, dzięki której „Klio” smakuje, jak to mawiał klasyk - „słodko i wybornie”

Taką właśnie wisienką są dla badacza dziejów Limanowszczyzny wspomnienia Jana Sitowskiego. Urodzony 4 maja 1846 roku Jan, wywodził się z rodziny o korzeniach szlachecko-urzędniczych. Ojciec, którego znajomościami z Julianem Dunajewskim chwalił się nasz bohater, pracował jako urzędnik sądowy. To właśnie za jego sprawą rodzina Sitowskich znalazła się w naszych stronach, kiedy to senior rodu otrzymał posadę kancelisty w Limanowskim sądzie.

Kariera urzędnicza

Śladami ojca poszedł też Jan, który to otrzymawszy dobre, uniwersyteckie wykształcenie, w latach 70 XIX wieku rozpoczął swoją urzędniczą karierę. A ta była dość typowa dla jego pokolenia. Zaczynał jako auskultant w Sądzie Obwodowym w Nowym Sączu i Limanowej i powoli piął się po kolejnych szczeblach urzędniczej drabiny, by ostatecznie wdrapać się na stanowisko radcy sądowego w Nowym Sączu. Na emeryturę przeszedł w 1903 roku, po czym osiadł w swoich włościach w Mordarce.

Takich urzędników i tego typu karier było w Galicji wiele, jednak Jan Sitowski z pewnością zwyczajnym urzędnikiem nie był. Przez swoją działalność literacką nie popadł w zapomnienie jak jego anonimowi koledzy. Dużo czytał i równie dużo pisał. A pióro miał ostre jak brzytwa.

W swoich tekstach publikowanych na łamach pism lub wydawanych pojedynczo w formie broszur, piętnował wadliwość systemu panującego w Galicji, niesprawiedliwość sądów, itd.

Udzielał ponadto cennych porad nie tylko branżowych „Poradnik prawny dla sędziów przysięgłych włościan”, wyd. Brody 1912, ale również praktycznych, skierowanych do prostych chłopów „Pogadanka o chorobach i wadach zwierząt domowych”, wyd. Brody 1912. Jego broszury i artykuły liczyły sobie od kilkunastu do kilkudziesięciu stron. Pisane były w sposób prosty i zwięzły, by trafiły do jak najszerszego grona odbiorców.

Pamiętnikarz

Przede wszystkim jednak, Jan Sitowski był pamiętnikarzem. Dzięki temu, że całe jego życie, zarówno prywatne jak i zawodowe kręciło się wokół Sądecczyzny i Limanowszczyzny, jest on jednym z najważniejszych pamiętnikarzy na Ziemi Limanowskiej.

Spisane przezeń wspomnienia dają nam wgląd w życie codzienne mieszkańców naszego powiatu. Przede wszystkim wąskich elit intelektualnych, wśród których autor wspomnień się obracał w okresie młodości, jak i później, gdy piastował różne funkcje urzędnicze.

Zainteresowanie historyka budzi jednak nie tylko to, co opisuje Sitowski, ale również sposób w jaki to robi. Jego umiejętność prowadzenia narracji, a także podejście do opisywanych wydarzeń pełne humoru, ironii a czasem wręcz złośliwości, stanowią rzadkość wśród pamiętników z tamtej epoki.

Tak jak Galicja miała Jana Lama, tak Limanowa miała swojego Jana Sitowskiego

Dobrze oddającym charakter pism Sitowskiego jest fragment z jego limanowskich wspomnień, który w przezabawny sposób opisuje wykonywanie kar cielesnych, jakie stosowano wobec mieszkańców Limanowej, którzy zostali przyłapani na jakimś występku:

,,W owych czasach stosowano plagi cielesne za drobne przekroczenia. Zwykle [Błażej] Szczypta przeprowadzał egzekucye. Gdy jaka dziewczyna miała dostać plagi, przemawiał do niej Szczypta słowami „niech panna przyniesie ławkę ze sieni na podwórze!” - gdy się to stało, rzekł Szczypta: „legaj panna zaraz, nie mam czasu, muszę iść po forszpan do Mordarki”.

Gdy się na ławce położyła, odezwał się znowu Szczypta „niech panna podniesie spódnice”, gdy się temu wezwaniu stało zadość, zaaplikował jej Szczypta przepisaną ilość plag, poczem mówił „niech panna odniesie ławę do sieni”.

Świadek wydarzeń

Wrodzonego poczucia humoru nie tracił nawet, gdy opisywał dramatyczne wydarzenia. Takie jak zajęcie późną jesienią 1914 roku Ziemi Limanowskiej przez Rosjan, czy później także bitwy limanowskiej, której zresztą dał opis w prasie jako jeden z pierwszych świadków. W artykule zamieszczonym w krakowskiej „Nowej Reformie” wiosną 1915 r. w liczącym kilka odcinków artykule wspomniał wizytę Moskali, których był zmuszony gościć całą noc z 22 na 23 listopada w swoich mordarskich włościach:

,,Następnego dnia rano po śniadaniu żegnałem wesołych gości nie bez uczucia zadowolenia. Po odjeździe Adam zauważył sentencyonalnie „dziś to byli prawdziwi Moskale”.

Nieład wszędzie, pootwierane szafy i szafki, brud i zaduch w pokojach - oto pamiątka po ich wizycie”.

Nie był to więc typowy urzędnik zapatrzony w cyrkuły napływające z centrali, ale osoba żywo związana z miejscami, gdzie przyszło mu pracować i służyć innym, gdyż, jak sam podkreśla, jego praca była przede wszystkim służbą innym ludziom.

Dlatego też wspominając o swoich kolegach lub przełożonych wielokrotnie wspominał o ich stosunku do pracy i często nagannym zachowaniu względem petentów.

Chociaż jego życie przypominało typowe losy urzędnika, czyli przedstawiciela klasy średniej, to jednak pałał on miłością do dworów i ziemiańskiego stylu życia.

To właśnie dworkom i zamieszkującym tam rodzinom poświęcił oryginalną pracę „Dwory i dworki w Limanowszczyźnie oraz ich właściciele w ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku.”

Dzięki tej niewielkiej książeczce dowiadujemy się, jak wyglądała sytuacja ziemiaństwa w powiecie limanowskim na przełomie XIX i XX wieku. Jak napisał we wstępie, książkę popełnił przez swój sentyment do tego typu miejsc, gdyż dostrzegał, że życie na sposób dworski zanika i warto zachować świadectwo jego istnienia.

Nieprzypadkowo zainteresował się dworami, gdyż sam był jego mieszkańcem. Najpierw jako chłopiec mieszkał wraz z rodzicami w kolebce Sitowskich - Trzemeśnej koło Myślenic, następnie zaś po ślubie z Zofią z Myszkowskich związał się z Mordarką, gdzie znajdował się dwór jego żony zakupiony w 1902 r.

Był konserwatystą, ale i gorącym patriotą. Kiedy tylko tego wymagała sytuacja (okres I wojny światowej) nie szczędził sił i środków, by pomagać polskim legionistom walczącym z Moskalami.

Jan Sitowski był z pewnością osobą nietuzinkową. Szczęście, że dzięki bogatej twórczości zachowało się wiele jego spuścizny literackiej. Trudno sobie wyobrazić pisanie o historii naszego regionu bez odwoływania się do jego dorobku.

Tak jak Galicja miała Jana Lama, tak i Limanowa miała swojego gawędziarza Jana Sitowskiego. „sypiącego” jak z rękawa, przezabawnymi anegdotami i ciekawostkami.

Jan Sitowski zmarł 26 stycznia 1922 roku. Został pochowany w rodzinnym grobie na cmentarzu parafialnym w Limanowej.

Jego oryginalne dzieła są między innymi w zbiorach Miejskiej Biblioteki Publicznej w Limanowej.

Tomasz Jacek Lis

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.