Bogusław Kwiecień

Chcą uratować byłą kantynę SS

Dagmar Kopijasz przy jednym z okien zaplecza kantyny. Mimo upływu 76 lat i braku konserwacji wciąż drewno i zamki są w całkiem dobrym stanie. Wewnątrz Fot. Bogusław Kwiecień Dagmar Kopijasz przy jednym z okien zaplecza kantyny. Mimo upływu 76 lat i braku konserwacji wciąż drewno i zamki są w całkiem dobrym stanie. Wewnątrz jest wiele elementów, których trwałość zaskakuje
Bogusław Kwiecień

Zabytkowy obiekt związany z historią niemieckiego obozu zagłady Auschwitz popada w ruinę. W Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci tłumaczą, że kryją się za nim także tragiczne losy więźniów

To było ulubione miejsce esesmanów z załogi obozu koncentracyjnego Auschwitz. Przychodzili tutaj nie tylko zjeść obiad. W kantynie odbywały się koncerty, spektakle teatralne, zebrania partyjne członków NSDAP, urodziny i inne imprezy okolicznościowe esesmanów. Było też kino.

Stąd do drutów obozu było 200 metrów, a do bramy z napisem „Arbeit macht frei” 400. Pusty od ćwierć wieku drewniany budynek szybko niszczał. Przed trzema laty na części zawalił się dach.

- Myślę, że to już ostatni dzwonek, żeby uratować go przed całkowitą ruiną - uważa Dagmar Kopijasz z Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau w Brzeszczach, która przejęła zabytkowy obiekt od skarbu państwa.

To także historia więźniów

Są tacy, którzy zastanawiają się, po co ratować kantynę SS. - Owszem to była kantyna dla podoficerów i szeregowych żołnierzy załogi obozu, ale jest to jednocześnie ślad po więźniach, którzy byli wykorzystywani przy jej budowie, a potem do obsługi, pracując w specjalnym zewnętrznym komandzie - tłumaczy Dagmar Kopijasz.

Jego zdaniem, na uwagę zasługuje też sam drewniany budynek. - To jeden z największych tego typu obiektów zabytkowych w Europie, szczególnie jeśli chodzi o historię związaną z niemieckimi obozami - dodaje przedstawiciel Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci.

Budowę kantyny rozpoczęto siłami więźniów w połowie 1941 roku, gdy okazało się, że tzw. Stary Teatr, który służy za zaplecze socjalne dla załogi obozu, stał się już za mały. Rok później budynek był gotowy. Główna sala miała ok. 1200 m kw. Na końcu z jednej strony była scena teatralna z pełnym wyposażeniem.

Do dzisiaj widać tutaj ślady m.in. po mechanizmach opuszczających kurtynę i miejsce po budce suflera. Z drugiej strony, nad głównym wejściem widać otwory z kabiny kinooperatora. W tej części na piętrze jest jeszcze kilka dużych pomieszczeń, o których przeznaczeniu trudno na razie cokolwiek powiedzieć. W kuchni widać jeszcze ślady po ośmiu wielkich kotłach do gotowania. W ciągu dnia wydawano tutaj ok. 1500 obiadów. W podziemiach ciągną się piwnice, w których można się zgubić. Część z tych pomieszczeń stanowiło zaplecze kuchni. Odnosi się wrażenie, że wszystko było bardzo precyzyjnie przemyślane włącznie z ogrzewaniem głównej sali, do której ciepło doprowadzane było przez specjalne podziemne tunele.

To właśnie w jednej z tych piwnic zaczęła się ucieczka Kazimierza Albina, więźnia pierwszego transportu Polaków do Auschwitz. Albin uciekł razem z Franciszkiem Romanem 27 lutego 1943. - I to jest także właśnie przykład historii związanej z więźniami obozu - podkreślają w Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci. Kantyna była prawdopodobnie czynna przez całą dobę. Esesmani tutaj przychodzili po swej zmianie, a potem szli do kwater.

Potrzeba 6 mln zł

Po wojnie w byłej kantynie najpierw znajdowały się zakłady Państwowego Monopolu Tytoniowego z Krakowa, a od początku lat 50 magazyny zbożowe. Jednocześnie można było tutaj zmagazynować 1100 ton zboża.

- Przeznaczenie pod magazyny wyszły budynkowi nawet na dobre, chociaż przez wszystkie lata ani razu nie był poddany renowacji. Patrząc na niektóre fragmenty, aż dziw bierze, że przetrwały w całkiem niezłym stanie - zaznacza Dagmar Kopijasz.

Na dowód pokazuje okna i szereg drewnianych elementów. - Szkoda, że dach nie został wcześniej odpowiednio zabezpieczony - podkreśla.

Na początek członkowie jego fundacji wywieźli pół tony śmieci. W planach mają podniesienie zawalonego dachu. Na ten cel otrzymali od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków 60 tys. zł. Żeby uratować kantynę, potrzebne są jednak dużo większe pieniądze. W Fundacji szacują, że od 5,5 do 6 mln zł. Liczą, że wniosek, jaki w związku z tym złożyli do Ministerstwa Kultury, znajdzie tam uznanie. - Z pewnością ta inicjatywa zasługuje na wsparcie. Stanowi okazję do zaprezentowania małoznanej dotąd historii obozu w kontekście oprawców, którzy bez skrupułów mordowali, a potem szli się bawić - mówi Mirosław Ganobis, miłośnik historii z Oświęcimia.

Z pewnością dużym atutem nowej placówki byłaby jej lokalizacja w sąsiedztwie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Po renowacji Fundacja chce urządzić tutaj wystawę poświęconą mniej znanym wątkom historii obozu, m.in. działalności dużego komanda zewnętrznego, które na wielkim złomowisku w sąsiedztwie obozu zajmowało się demontażem zestrzelonych samolotów, zwożonych tutaj z połowy Europy. Pracowało w nim 1500 więźniów. Pomysłów jest dużo więcej. Ich realizacja będzie zależała od wsparcia finansowego. - Jeśli zdobędziemy potrzebne pieniądze, to w ciągu dwóch - trzech lat obiekt powinien zostać udostępniony do zwiedzania - mówi Dagmar Kopijasz. - Jeśli nie, to kantynę oddamy - dodaje. Fundacja prowadzi już dwie wystawy w Brzeszczach.

Esesmani w KL Auschwitz

Bogusław Kwiecień

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.