Bogumił Storch

Co tam ukrywa Termowad?

Zdaniem mieszkańców to dym z tego komina ciepłowni przy ul. Młyńskiej powoduje duży smog Fot. Bogumił Storch Zdaniem mieszkańców to dym z tego komina ciepłowni przy ul. Młyńskiej powoduje duży smog
Bogumił Storch

Po szokujących wynikach pomiarów pyłu, pod pręgierzem znalazła się m.in. miejska ciepłownia. Prezes przedsiębiorstwa zapewnia, że nie jest głównym trucicielem, ale do zakładu nie wpuszcza.

Na początku lutego na wadowickim Rynku zamontowano mobilną stację pomiaru jakości powietrza. Wyniki okazały się bardzo złe. Nic dziwnego, że w autobusie, w sklepach, w pracy i na ulicach mieszkańcy rozmawiają dziś głównie o tym, dlaczego tyle jest w powietrzu rakotwórczego pyłu.

Zaczęło się też szukanie winnych. Wielu wadowiczan wskazuje na miejską ciepłownię.

- Skoro widzę ciemny dym z komina, to nikt mnie nie przekona, że ciepłownia nie zanieczyszcza nam powietrza - twierdzi Jan Hodura, mieszkaniec bloku na jednym z wadowickich osiedli.

Te obawy podzielają też lokalni politycy, którzy bez cienia wątpliwości jako winnego smogu wskazują na ten zakład, a także Urząd Miejski, który jest odpowiedzialny za spółkę.

- Słyszę różne doniesienia o tym, czym pali miejska ciepłownia. Zresztą gołym okiem widzę to, co wydobywa się z ich komina - przekonuje radny wojewódzki Prawa i Sprawiedliwości Filip Kaczyński. Sam mieszka w bloku, który jest podpięty do sieci ciepłowniczej.

Do akcji wkroczył też poseł Kukiz’15 Józef Brynkus, który zażądał od dyrekcji zakładu konkretnych wyjaśnień na temat tego, czym ciepłownia ogrzewa miasto.

Miejska spółka ciepłownicza Termowad w piśmie do parlamentarzysty potwierdziła, że używa miału węglowego, ale zapewnia, że jest on dobrej jakości, jego parametry są odpowiednio dobrane do posiadanych kotłów, a samo spalanie skrupulatnie kontrolowane.

- Spalanie miału węglowego w przystosowanej do tego instalacji nie jest więc żadnym zagrożeniem dla miasta. Mógłby być nim miał, gdyby był spalany w domowym kotle bez filtrów i bez kontroli procesu spalania. Działalność nasza w minimalnym stopniu może być uciążliwa dla mieszkańców - przekonuje prezes Termowadu Wiesław Wróbel i podkreśla, że spółka zainwestowała w modernizację kotłów i wydajne filtry spalin w sumie 6,7 mln zł.

Burmistrz wskazuje palcem na kominy domów, a mieszkańcy na komin ciepłowni

Miasto przed pyłem z ciepłowni chronić ma też wysoki, blisko 70 metrowy komin.

- Inwestycja w ekologię, a właściwie w zdrowie mieszkańców, spowodowała, że ciepło dla Wadowic produkowane jest zgodnie z normami emisji, a poziom zanieczyszczenia spadł między 2011 a 2015 rokiem o 40 procent - wylicza Wiesław Wróbel.

Według słów prezesa, na samą modernizację układów odpylających wydano 2,3 mln złotych.

Gdy jednak chcieliśmy zobaczyć te zabezpieczenia i ich działanie, okazało się to niemożliwe. Mimo wcześniejszych wstępnych ustaleń telefonicznych, z których wynikało, że możemy przyjść i zrobić na miejscu zdjęcia, zostaliśmy zatrzymani przy bramie Termowadu, a jego pracownicy oświadczyli nam, że prezes nie wydał żadnego zezwolenia na nasze wejście. Nie zostaliśmy więc wpuszczeni na umówione spotkanie.

Burmistrz Wadowic Mateusz Klinowski zarzuty stawiane ciepłowni przez radnego Kaczyńskiego i posła Brynkusa nazywa „nonsensowną nagonką”. Jego zdaniem, im więcej mieszkańców korzystałoby z miejskiego ciepła, tym mniej byłoby smogu wydzielanego z ich pieców.

- Proponowaliśmy dwóm osiedlom domów jednorodzinnych bezpłatne podpięcie, ale nikt z tej oferty nie skorzystał - zaznacza.

Jakie tu jest powietrze?

Mieszkańcy są przerażeni codziennymi danymi z mobilnej stacji badawczej, umieszczonej na dwa miesiące na wadowickim Rynku.
Od 1 lutego wielokrotnie doszło do przekroczenia „poziomu informowania”, czyli stężenie średniodobowe wynosiło ponad 200 mikrogramów na metr sześcienny przy normie 50 mikrogramów. Kilka razy zdarzyło się, że normy godzinne były przekroczone o ponad 15 razy. To oznacza, że jest tak źle, że trzeba ograniczyć przebywanie na powietrzu, co szczególnie dotyczy to kobiet w ciąży, osób starszych, dzieci, osób z chorobami układu oddechowego, krwionośnego oraz alergików. Już w ciągu pierwszych godzin działania aparatury monitorującej odnotowano rekordowe stężenia pyłu zawieszonego, dochodzące w godzinach nocnych nawet do 800 mikrogramów. Dopiero wczoraj, 6 lutego, godzinne dane oscylowały od 50 do 99 mikrogramów na metr sześcienny. W ciągu następnych kilku dni powietrze ma być już nieco bardziej czyste. Jeśli jednak wróci mróz, a co za tym idzie zwiększy się spalanie, wyniki pomiarów pyłu w powietrzu znów mogą być złe.

Bogumił Storch

Reporter wadowickiego oddziału Gazety Krakowskiej

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.