Aleksandra Suława

Comber Babski: Tak się bawi Rzeczpospolita Babska

Jak wyglądał babski comber, możemy się tylko domyślać. Może tak, jak na obrazie Jana Steena „Skutki pijaństwa”? Fot. wikipedia/sailko/national gallery london Jak wyglądał babski comber, możemy się tylko domyślać. Może tak, jak na obrazie Jana Steena „Skutki pijaństwa”?
Aleksandra Suława

Bywają combry zajęcze, combry królicze i combry owcze. Może być comber duszony i pieczony. Ale czy może być comber babski? Może. I to taki, że trzęsie całym Krakowem.

Pasjonaci dziejów Krakowa mówią, że kobiety spotykały się na rogu ulic Karmelickiej i Garbarskiej, pod kościołem Matki Boskiej na Piasku. Żadne z nich były damy: zwykłe przekupki, które ten jeden raz w roku pozowały na jaśnie panie. Zamiast drogich sukien ubierały siermiężne wory, a we włosy wplatały wióry, które miały imitować starannie ułożone loki. Tak przystrojone ruszały na Rynek, na czele pochodu niosąc kukłę ze słomy. Pokraczna marioneta zwana combrem wyobrażała mężczyznę, wyjątkowo hojnie obdarzonego przez naturę. „Damy” raczyły się bimbrem już na miejscu zbiórki, więc orszak na Rynek wkraczał, a raczej wtaczał się, mocno rozochocony. Tam, symbolicznie brał w posiadanie miasto, zmieniając Kraków, na ten jeden jedyny dzień w roku, w „Rzeczpospolitą Babską”.

W Krakowie jak zawsze inaczej

Tak było w Krakowie, ale w Polsce combrzono rozmaicie. Dla przykładu w Wielkopolsce, w tłusty czwartek panny zwabiały kawalerów na urządzane własnoręcznie uczty, na Śląsku zaś comber oznaczał po prostu alkoholową libację, niekoniecznie odbywającą się w okresie zapustów.

Różnie też tłumaczono samą nazwę „comber”. Jedni twierdzili, że była ona nawiązaniem do jadła, którym zagryzano hojnie polewaną gorzałkę. Inni, iż pochodziła z niemieckiego - Aleksander Brückner uważał, że comber wywodzi się od Schemper (maska) lub zampern (biegać w maskach), a sam zwyczaj mieli przynieść nad Wisłę osadnicy z Marchii Brandenburskiej. Na podobnym stanowisku stał Zygmunt Gloger.

Krakowianie zaś mieli jeszcze inne uzasadnienie: nazwa comber miała wywodzić się od nazwiska okrutnego wójta czy też burmistrza Krakowa, który szczególnie dawał się we znaki przekupkom. Gdy umarł, a dzień jego zgonu wypadł w tłusty czwartek, w całym mieście zapanowała powszechna radość. Taką przynajmniej legendę przytoczył Konstanty Majeranowski w „Pszczółce Krakowskiej” w 1820 roku.

Czytaj więcej:

  • Po błocie z babami skakać
  • Aktywne babki robią, co chcą
Pozostało jeszcze 74% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 12,30 zł co 5 dni.

    już od
    12,30
    /5 dni
Aleksandra Suława

Reporterka Działu Kultury "Dziennika Polskiego" i "Gazety Krakowskiej".

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.