Zbigniew Marecki zbigniew.marecki@gp24.pl

Czas na ławeczkę Waldorffa

Czas na ławeczkę Waldorffa
Zbigniew Marecki zbigniew.marecki@gp24.pl

Kolorowe niedźwiadki z plastiku jednak nie są wygodną ławeczką ze znaną postacią. Postuluję, aby ją wreszcie wykonać i usadzić na niej Jerzego Waldorffa z Puzonem.

Jerzy Waldorff, znany krytyk muzyczny z czasów PRL-u, który przez lata był przyjacielem Słupska, naszej orkiestry i Festiwalu Pianistyki Polskiej, a w końcu został Honorowym Obywatelem Miasta, nadal - jak sądzę - ciągle nie jest do końca wykorzystany jako symbol naszego miasta.

Co prawda mamy już park Waldorffa, we foyer miejskiego teatru znajduje się jego małe popiersie, a na jednym z murali można rozpoznać jego charakterystyczną postać, to jednak są to mało zauważalne akcenty. Człowiek, który przez lata reklamował nasze miasto, zasługuje chyba na coś więcej.

Miłośnik jamników

Tym bardziej że w pamięci wielu Polaków Waldorff pozostał też jako miłośników jamników, a szczególnie jednego: długowiecznego Puzona, z którym lubił się pokazywać publicznie i o którym często pisał, nie tylko w kontekście Słupska, gdzie z nim spacerował po miejskich ulicach, o czym pamięta jeszcze wielu starszych mieszkańców miasta.

Z opowieści przyjaciół Waldorffa wynika, że zanim krytyk stał się właścicielem Puzona, miał innego psa. Jednak czarno-srebrny cocker spaniel o imieniu Alfi nie stał się tak popularny jak Puzon. Publicysta swojego ulubionego jamnika wybrał z hodowli rekomendowanej przez Związek Kynologiczny.

- Ze stadka małych jamników, które ssały właśnie matkę, oderwał się jeden, warcząc, podbiegł i ugryzł mnie w czubek buta. To ten! - wspominał w nowelce „Bracia mniejsi”.

Puzon - nazwany imieniem muzycznym z inspiracji Natalii Gałczyńskiej, żony znanego poety - od razu stał się najważniejszym domownikiem Waldorffa, który swego pana i kota traktował jak służących, a także kontrolował, co jedzą i decydował, w jakiej pozycji mają spać, a od czasu do czasu w nocy lubił sobie dla zdrowia po nich pospacerować. Gdy go nie słuchali, to warczał i demonstrował swoje niezadowolenie.

Na dodatek występował w dwóch postaciach, bo - jak Waldorff zdradził w jednym z wywiadów - gdy pierwszy Puzon odszedł w zaświaty, to jego pan szybko kupił następnego, prawie identycznego jamnika. Dlatego wiele osób myślało, że Puzon Waldorffa był naprawdę niezwykle długowieczny. I to przekonanie trwa.

Symboliczne ławeczki

Co prawda od 2013 roku w Ciechocinku znajduje się pełnowymiarowy pomnik Jerzego Waldorffa i jego Puzona, ale to nie przeszkadza, aby w Słupsku pojawiła się ławeczka Waldoffa z jego długowiecznym Puzonem, na której słupszczanie i turyści mogliby siadać i robić sobie pamiątkowe zdjęcia, co bardzo chętnie robią na ławeczkach w innych miastach, nie tylko tych największych

Tego typu myśli nasuwały mi się, gdy podczas tegorocznej wakacyjnej wędrówki po naszym coraz piękniejszym kraju co chwila w różnych miastach natykałem się na takie symboliczne, a zarazem dość charakterystyczne ławeczki. Od razu przypomniałem sobie, że w Ustce można się przysiąść do Ireny Kwiatkowskiej, która przez kilka lat lubiła się latem wygrzewać na ławeczce w tym kurorcie. Prawie wszyscy wiedzą także, że na słynnej ulicy Piotrkowskiej w Łodzi można się przysiąść do poety Juliana Tuwima, który przez wiele lat był związany z tym miastem. W Olsztynie natomiast turyści bardzo chętnie, o czym świadczy mocno wytarty materiał, fotografują się z siedzącym od lat na ławeczce Mikołajem Kopernikiem. Jeszcze ciekawsze pomysły mieli w Toruniu, gdzie na jednym z rynków, na którym nadal się handluje produktami spożywczymi przywożonymi prosto ze wsi, można się sfotografować z gęsiarką, a na drugim rynku - z panienką z piernikami. Nie wspominam już o wykonanym z brązu osiołku, przyciągającym tysiące dzieci, które z ochotą się na nim od lat fotografują. To samo - jak widziałem w Słupsku - robią rodzice, gdy ich maluchy dosiadają plastikowe niedźwiadki, choć niektóre z nich - zaledwie po kilku miesiącach - już są lekko zniszczone. Dlatego nie wróżę im długowieczności, chyba że będziemy o nie wyjątkowo solidnie dbali, a wandale powstrzymają się i nie będą ich niszczyć. Moim zdaniem jednak o wiele bardziej trwałym elementem ozdobnym byłaby metalowa ławeczka z siedzącym na niej Waldorffem i jego ukochanym psem. Oczywiście nie zamierzam przesądzać, gdzie ten symboliczno-turystyczny element powinien być usytuowany, bo ta sprawa może być fantastycznym powodem do przeprowadzenia akcji społecznej w mieście, podczas której swoje zdanie mogłoby wypowiedzieć wielu mieszkańców Słupska. Nie byłoby jednak źle, gdyby Waldorff usiadł w miejscu, gdzie pojawia się wiele osób, a więc na przykład w parku przy ul. Starzyńskiego lub w pobliżu siedziby teatru i filharmonii, z którymi był związany.

A może coś odjazdowego?

Zdaję sobie sprawę, że moja propozycja może zostać zignorowana, bo w końcu pomysły dziennikarza są tylko jednymi z wielu, ale chyba warto zadbać o to, aby nasza przestrzeń publiczna była coraz ciekawsza i obfitowała w takie elementy małej architektury, które będą je wyróżniać. Z tego względu podoba mi się idea pokrywania nijakich ścian kolorowymi muralami. Choć niektórzy twierdzą, że część z nich nie ma wielkiej wartości artystycznej, to nie będę zabierał głosu w tej dyskusji, bo nie czuję się fachowcem, ale jako zwykły mieszkaniec wolę chodzić wśród fajnie pomalowanych ścian niż takich, które są szare albo noszą ślady oddziaływania na tynki szybko mijającego czasu.

Uważam jednak, że warto zadbać o to, aby do miejskiej przestrzeni wprowadzać takie elementy dekoracyjne, które budzą zaskoczenie albo pobudzają ludzi do zabawy. Na przykład podczas ostatniej wiosny w Kołobrzegu odkryłem krzesło, znacznie większe od zwyczajnego, które wykonano z metalu, włącznie z leżącą na nim kolorową poduszką oraz również metalową postacią pieska, obsikującego jedną z nóg krzesła. Choć to fajne krzesełko obserwowałem zaledwie kilka minut, to w tym czasie aż kilkanaście osób próbowało wejść lub weszło na jego siedzisko i utrwalało ten fakt stosownym zdjęciem, które z pewnością będzie ozdobą fotograficznej galerii, upamiętniającej pobyt w tym miejscu.

Jeszcze inne elementy ozdobne zauważyłem w Toruniu, gdzie turyści chętnie się fotografowali koło grupy metalowych krasnali w pobliżu siedziby Pomorskiego Teatru Lalki „Baj”. A we Wrocławiu całe wycieczki wędrują po mieście w poszukiwaniu wyrastających w różnych punktach miasta krasnoludków, które od lat są symbolem miasta. Zaś u naszych słowackich sąsiadów w Bratysławie w kilku miejscach ze studzienek kanalizacyjnych wyłania się postać wojaka Szwejka, a w innych miejscach zaskakujące rzeźby wiszą nad przechodniami. Takie elementy naprawdę się pamięta przez wiele lat.

Zbigniew Marecki zbigniew.marecki@gp24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.