Dramat zakonnika. Dlaczego jezuita z Nowego Sącza odebrał sobie życie?

Czytaj dalej
Julia Kalęba

Dramat zakonnika. Dlaczego jezuita z Nowego Sącza odebrał sobie życie?

Julia Kalęba

We wtorek jezuici poinformowali o tragicznej śmierci swojego współbrata, o. Piotra Matejskiego. Zakonnik popełnił samobójstwo, oddając strzał z broni, którą kolekcjonował. Od poniedziałku wierni każdego dnia spotykają się na różańcu odmawianym w jego intencji. W kościele są tłumy.

Samobójczy strzał padł w zakonnym wirydarzu, w Parafii Ducha Świętego w Nowym Sączu. O. Piotr Matejski nacisnął spust broni palnej, którą zbierał od lat. To niecodzienne, jak na kapłana, zainteresowanie strzelectwem sportowym nie przeszkadzało mu realizować się w szkole i duszpasterstwie. Angażował się jako rekolekcjonista, historyk, pedagog, wreszcie - przyjaciel młodzieży. Miał 51 lat.

Dwa listy

Pochodził z Rzeszowa, ale jego rodzina przeniosła się do Krakowa. Najpierw skończył studia filozoficzne, później studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Teologię kontynuował w Neapolu. Święcenia kapłańskie przyjął w 2000 r.

Po studiach trafił do Krakowa. Wtedy jego domem stał się kościół św. Barbary leżacy między placem Mariackim a Małym Rynkiem.

„Przez 4 lata redagowałem nasz wewnątrz-zakonny biuletyn Nasze Sprawy i pracowałem ze studentami z Wyższej Szkoły Filozofizno-Pedagogicznej Ignatianum (prowadziłem zajęcia z historii Kościoła i historii wychowania)” - pisał o sobie w 2004 roku, gdy przyszedł do parafii św. Ducha w Nowym Sączu. To tam posługiwał przez ostatnie lata. Dryg do historii realizował w Jezuickim Centrum Edukacji w Nowym Sączu, gdzie uczył młodzież. Przez wiele lat był kronikarzem i prowadził notatki, dzień po dniu, w kronice zakonu. Służył jako duszpasterz dzieci, prowadził niedzielną mszę świętą przeznaczoną dla najmłodszych.

- To wielka tragedia, której nie potrafimy pojąć. Ojciec Piotr zostawił dwa listy pożegnalne, ale nie znamy ich treści. Zostały one zabezpieczone przez policję - mówi o. Józef Polak, proboszcz parafii Świętego Ducha w Nowym Sączu.

Listy, które zostawił po sobie zakonnik, są adresowane do jego siostry oraz przełożonego. Nikt z rodziny ani duchownych nie podejrzewał, z jakimi problemami zmaga się jezuita.

Co się stało?

- Wiemy, że jeśli ktokolwiek decyduje się na taki krok, robi to w rozpaczy, nie mogąc poradzić sobie z wewnętrznym bólem lub lękiem. Tymczasem nikt z nas, którzy znaliśmy o. Piotra, i którzy z Nim się przyjaźniliśmy, nie podejrzewał, że przeżywa tego typu dramat wewnętrzny. Na razie nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic na temat powodów i motywów Jego czynu. Trwa postępowanie wyjaśniające prowadzone przez policję, a my musimy poczekać na jego rezultaty - poinformował prowincjał Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego Jakub Kołacz SJ.

Sprawę śmierci 51-letniego zakonnika bada Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu.

Tłumy na pogrzebie tragicznie zmarłego o. Piotra Matejskiego

- Prowadzimy śledztwo pod kątem samobójstwa. Na tym etapie wykluczyliśmy, żeby ktoś przyczynił się do śmierci zakonnika - podkreśla Jarosław Łukacz, prokurator rejonowy w Nowym Sączu.

- Na miejscu zdarzenia zabezpieczone zostały materiały dowodowe. Przesłuchujemy świadków. W środę w zakładzie medycyny sądowej w Krakowie przeprowadzono sekcję zwłok duchownego. Ostateczna opinia zakładu zostanie wydana do miesiąca.

Nic zdrożnego

- Zakonnik posiadał pozwolenie na broń. Był jej kolekcjonerem - zaznacza prokurator rejonowy w Nowym Sączu. - Teraz sprawdzamy, czy rana postrzałowa została zadana z którejś z broni należących do duchownego.

O. Matejski nie tylko kolekcjonował broń, ale interesował się też strzelectwem sportowym.

- Odnosił w tym sukcesy - przyznaje proboszcz o. Józef Polak. Mimo państwowego pozwolenia na broń, w zakonie takie hobby nie było dobrze widziane - dowiadujemy się od jednego z zakonników.

- Przełożeni chcieli, żeby nie miał tej broni. Ale też nie było na niego dużego nacisku - mówi jeden z duchownych. Zakonnik nie krył się ze swoją pasją. O broni i strzelectwie wiedzieli współbracia, parafianie, ludzie „z okolicy”. Klub Strzelecki Krokus LOK w Nowym Sączu potwierdza, że o. Matejski był ich członkiem.

- Niebanalna postać - wspomina Józef Kaczmarczyk, parafianin.

- Zaangażowany w swoją misję zakonnika, nauczyciela historii, ale też w swoją pasję, jaką było kolekcjonowanie broni. Chętnie się nią dzielił podczas wykładów na uniwersytecie II i III wieku. Teraz niestety, w obliczu tej tragedii, jego pasja bulwersuje. A przecież nie było w niej nic zdrożnego. Jeden zbiera znaczki, inny broń. Ojciec Piotr był też dobrym strzelcem, nie raz zajmował wysokie miejsca w zawodach - przyznaje.

Podkreśla równocześnie, że dla parafian śmierć popularnego jezuiy to wielki szok.

Blisko młodzieży

O. Radosław Robak SJ, dyrektor Jezuickiego Centrum Edukacji w Nowym Sączu wspomina, że o. Piotr Matejski słynął jako dobry, rzetelny i lubiany nauczyciel.

- Był wielokrotnym wychowawcą klas, uwielbianym przez uczniów i wychowanków. Młodzi nawet po skończeniu studiów utrzymywali z nim kontakt - wspomina dyrektor.

Potrafił złapać dobry kontakt z młodzieżą, lubiły go dzieci. W życie szkoły angażował się także poza lekcjami. Uczestniczył w wyjazdach, prowadził rekolekcje.

- Człowiek niezwykle serdeczny, a do tego pracowity. Lubił żartować, a parafianie mogli się o tym przekonać na końcu każdej odprawianej przez niego w niedzielę mszy - wspomina Jakub Bulzak, sądecki historyk zaangażowany w życie parafii Świętego Ducha. - Był lubiany przez parafian w każdym wieku. Aż trudno uwierzyć, w to, co się stało.

Na msze święte dla dzieci, które odprawiał w niedziele, przychodziło najwięcej osób. Parafianie podkreślają, że śmierć swojego duchownego mocno przeżywają starsze dzieci, które wiedzą, co się wydarzyło.

- Dla nich to niewyobrażalna strata. Nie są w stanie pomyśleć, że ktoś zajmie miejsce o. Piotra. Nikt przecież, tak jak on, w sposób elegancki i życzliwy, nie będzie potrafił przekomarzać się z ojcem proboszczem podczas niedzielnych mszy świętych dla dzieci - mówi Józef Kaczmarczyk.

Zachorować na serce i duszę

Wiele osób stawia sobie pytanie, dlaczego doszło do tej tragedii. Jeszcze więcej, jak to możliwe, że nikt wcześniej nie zauważył niepokojących zachowań duchownego.

- Nikt z nas nie podejrzewał, że choroba psychicznie go przerasta, gdyż tak to obecnie w mojej ocenie wygląda - powiedział Katolickiej Agencji Informacyjnej proboszcz o. Józef Polak.

Jednocześnie w ostatnim czasie o. Piotr Matejski skarżył się na chorobę serca.

Jezuici z Nowego Sącza wiedzieli, że był u lekarza i że ten zdiagnozował arytmię. O. Matejski martwił się swoją chorobą, ale nie był hospitalizowany, zażywał lekarstwa.

- Mówił o tym, ale nie dawał jakichś nadzwyczajnych oznak. Nie traktował tego jako końca świata - twierdzą współbracia.

Psycholodzy zagrożenie dostrzegają gdzie indziej - u księży w zachwianiu wiary, zawodowej samotności, kryzysie wizerunku Kościoła.

- Samotność nie jest dobrym stanem psychicznym. To jeden z potężniejszych czynników depresji i różnych zachwiań, jak nawet próby samobójcze - mówi prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny. Problemem trudnym do zdiagnozowania, gdy nie żyje się wśród najbliższych.

- Nie ma drugiego zawodu, gdzie występuje zakaz małżeństwa i zbudowania rodziny. To jest potężna interwencja w tzw. standardowy system psychiczny. Ksiądz w zasadzie opiera swoją więź na duchowości. Ma przyjaciół, ale tego nie można porównywać do intymności więzi partnerskiej, której potrzebuje każdy z nas. Standardowy system psychiczny w naszej kulturze zakłada, że żyjemy w małych grupach, czyli w rodzinach - dodaje naukowiec.

Samotność to jedno. Drugie - kryzysy, które towarzyszą także księżom. - Trzeba pamiętać o specyfice tego zawodu. Bo jest to i zawód, i powołanie. Księża wierzą, że odmienność sytuacji społecznej i emocjonalnej polega na silnej więzi duchowej z Bogiem. Jeżeli powołanie zostaje zachwiane, pojawia się gigantyczna luka. Dar niezachwianej wiary chroni księży przed załamaniem. W przeciwnym wypadku mogą stać się samotną wyspą - podkreśla prof. Nęcki.

Trudny czas

Wśród wszystkich spekulacji dotyczących motywów samobójstwa pojawiają się również te związane bezpośrednio z kryzysem w Kościele. Jezuici twierdzą, że gdyby były jakiekolwiek podejrzenia co do nieszczerych intencji, wiedzieliby o tym. W kierunku o. Piotra Matejskiego takich posądzeń nigdy nie było.

Co nie zmienia faktu, że kryzys w Kościele jest dla księży wizerunkowym ciężarem. - Utrata takiej pozycji społecznej, autorytetu dla społeczeństwa, wiary w czystość intencji i motywacji może obciążać psychicznie wielu księży. Z kolei zachwiana wiara w swoją pozycję, ważność i wartość powoduje kryzysy. Kiedy nakłada się wiele czynników, wszystko staje się czarne. Więc jedyne co człowiek może zrobić, to zniknąć. I to jest najstraszniejsze - mówi psycholog.

Julia Kalęba

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.