Dwie dziewczynki cudem przeżyły uderzenie auta. Szły chodnikiem do domu

Czytaj dalej
Fot. Arch./Katarzyna Gajdosz
Katarzyna Gajdosz-Krzak

Dwie dziewczynki cudem przeżyły uderzenie auta. Szły chodnikiem do domu

Katarzyna Gajdosz-Krzak

Widziałam rozpędzone auto, potem Madzia leci w powietrzu - opowiada Amelia. Muszyna zbiera pieniądze na leczenie dwóch małych przyjaciółek potrąconych na chodniku przez 19-latkę

To był piękny, słoneczny wrześniowy dzień. Na drogach sucho, tylko Madzia i Amelka były nieco mokre. Właśnie wracały z warsztatu samochodowego ojca Magdy, gdzie pochlapały się wodą, pomagając tacie myć samochód. Miały do pokonania niespełna kilometrowy odcinek. Z warsztatu do ich domu bezpośrednio prowadzi chodnik.

- Nawet nie trzeba przechodzić przez ulicę. Chciałam je odwieźć, ale się uparły. Krzyknęłam na odchodnym, żeby pod żadnym pozorem nie przechodziły na drugą stronę ulicy. Kto mógłby przypuszczać, że to się stanie na chodniku... - pani Beata Michalik, mama 10-letniej Madzi, z trudem opowiada, co wydarzyło się 26 września, na drodze w Muszynie. Gdy chwilę po wyjściu córki, usłyszała sygnał karetki, czuła, że dziewczynkom coś się stało. Natychmiast pojechała na miejsce wypadku. Tam nogi odmówiły jej posłuszeństwa.

Ale on szybko jedzie

- Zobaczyłam znajome niebieskie getry, niebieski sweterek, a mimo to powtarzałam sobie w duchu, że dziecko, które widzę leżące na drodze to nie może być Madzia. Nie może! - płacze.

Magda i jej o dwa lata młodsza sąsiadka Amelia były jak papużki nierozłączki. Spędzały ze sobą niemal każdy dzień.

- Nie mogę się doczekać, kiedy znów pójdziemy na tańce - mówi dziś Amelka Drozd. - Niech tylko moja noga wyzdrowieje, a Madzia wyjdzie w końcu ze szpitala - dodaje.

Choć przeszła skomplikowaną operację, ma 40 szwów na nodze, a w środku sześć metalowych prętów, nie opuszcza jej nadzieja, że wkrótce znów zagra w siatkówkę i pojeździ na hulajnodze, co było ostatnio jej ulubionym zajęciem. Feralnego dnia również jechała na hulajnodze.

- Madzia szła obok mnie. Śmiałyśmy się, nie pamiętam już nawet z czego. Naprzeciwko nas jechał samochód. Powiedziałam: „Ale on szybko jedzie”. I nagle zobaczyłam jak Madzia leci w powietrzu. Ja poczułam ból nogi i zachciało mi się spać. A gdy się obudziłam, nade mną stał mój tata - opowiada 8-latka.

Samochodem kierowała 19-latka. Niedawno odebrała prawo jazdy. Wraz z nią podróżowały jeszcze dwie osoby. Kierującej i pasażerom jej renault nic poważnego się nie stało, choć auto przewróciło się na bok, ścinając najpierw znak drogowy, a później uderzyło w słup.

- Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby samochód nie zatrzymał się na słupie - mówi Piotr Drozd, tata Amelki. Opowiada, że ratownicy musieli wyciągać córkę spod renault. Stan Madzi był na tyle ciężki, że helikopterem przetransportowano ją do szpitala w Prokocimiu. Lekarze, widząc obrażenia jej głowy, bali się o życie dziewczynki.

Szturmowali modlitwą

- Poprosiłam bliskich, znajomych, którzy do mnie pisali, o modlitwę. Wierzę w nowennę pompejańską. Odzew był ogromny. Taki szturm próśb poszedł do nieba, że musiał zaskoczyć lekarzy - mówi ze łzami w oczach pani Beata.

Najpierw jednak musiała zebrać się na odwagę i wybaczyć sprawcy. 19-latka przyjechała do szpitala przeprosić. - Powiedziałam jej, że wybaczyłam jej w dniu wypadku. Wierzę, że nie chciała tego zrobić. Gdybym czuła żal, nie mogłabym prosić Boga o ocalenie córki. Ale musiałam wiedzieć, dlaczego wjechała w moje jedyne dziecko? Odpowiedziała, że nie chciała uderzyć w autobus. Wtedy moje serce przeszył ból - opowiada mama Madzi.

Madzia wybudziła się ze śpiączki. Powoli zaczyna mówić. Pyta, kto ją uderzył w głowę. Jedną stronę ciała ma sparaliżowaną. Nie może podnieść ręki, mówi wtedy: „To nie moja ręka”. Nie wie, co wydarzyło się 26 września. - My wiemy, że nasze życie tego dnia się zatrzymało. I poszło w innym kierunku - mówią rodzice jedynaczki.

Obie dziewczynki czeka długie leczenie i rehabilitacja, której koszty przewyższają możliwości rodziców. Muszynianie organizują więc dla nich koncert charytatywny. 19 listopada w hali sportowej uzdrowiska zagrają Lachersi. Odbędzie się również licytacja. Rękawice bokserskie ze swoimi autografami przekazali już na nią Krzysztof Włodarczyk i Przemysław Saleta. Można też pomóc, wpłacając darowizny na konto Stowarzyszenia „Klucz Muszyński”: 12 8809 0005 2001 0000 7689 0001 z dopiskiem „dla Madzi i Amelki”.

Katarzyna Gajdosz-Krzak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.