Dzielne córki Harsdorfów. Ostatnie spadkobierczynie barona Jobsta

Czytaj dalej
Fot. Stanisław Śmierciak / Edyta Zając / archiwum
Edyta Mikołajewicz

Dzielne córki Harsdorfów. Ostatnie spadkobierczynie barona Jobsta

Edyta Mikołajewicz

Być może rodzina Harsdorfów nigdy nie zjawiłaby się w Nowym Sączu, gdyby nie imperialistyczne plany Napoleona I. W 1811 roku Bonaparte zgromadził 600 tysięczną armię.

Wielonarodowy pochód: Francuzów, Włochów, Belgów, Niemców i Polaków ruszył na wschód. W jego szeregach był też baron Jobst von Enderndorf, prapradziadek sądeckiej malarki Ewy Harsdorf.

Po spektakularnej porażce Bonapartego baron osiadł w Krasnostawcach. Sto lat później jego potomkowie będą uciekać z malowniczych ziem Podola przed rewolucją bolszewicką. Ich drugim domem stanie się Nowy Sącz.

Wojenne zawieruchy

- Ewa Harsdorf przyszła na świat w spolonizowanej rodzinie potomków barona w Zielonej, miejscowości położonej nad brzegiem granicznego Zbrucza. Rodzina, mimo niemieckich korzeni, wykazywała niezwykle patriotyczną postawę - opowiada Leszek Zakrzewski, prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego w Nowym Sączu.

Wnuk barona von Enderndorfa Edmund walczył w powstaniu styczniowym. Syn powstańca Antoni Harsdrof von Endendrof na początku XX wieku poślubił Zofię ze Skarbek-Leszczyńskich, nauczycielkę muzyki.

W Zielonej przyszła na świat trójka ich dzieci: w 1908 roku Krzysztof, w 1910 Ewa, a dwa lata później Teresa-Janina. W 1914 roku w wojennej zawierusze opuścili majątek chroniąc się w posiadłości Leszczyńskich w Krasnostawcach.

Wkrótce jednak wybuchła epidemia dyfterytu i, w obawie o zdrowie kilkumiesięcznego syna Andrzeja, przeprowadzili się do Kamieńca Podolskiego. Mimo tego nie ocalili życia chłopca, już wcześniej wieku czterech lat zmarł też pierworodny syn Harsdorfów.

- Chcę ocalić radość. To najważniejsze - mówiła na krótko przed śmiercią malarka

Do końca I wojny światowej rodzina mieszkała w Kamieńcu, gdzie przyszła na świat ich trzecia córka Maria. Po wybuchu rewolucji bolszewickiej ewakuowali się przez Czortków, Stanisławów i Lwów do Nowego Sącza, gdzie osiedlili się na stałe.

Rodzina zamieszkała w pięknej kamienicy przy ul Batorego 78, po sąsiedzku z kościółkiem kolejowym (dziś mieści się tam Bank Spółdzielczy). W czasie II wojny światowej dom Harsdorfów był jednym z ważnych punktów na konspiracyjnej mapie miasta.

- Mieszkał tam także Klemens Gucwa ps. „Góral” szef siatki przerzutowej na Węgry, stąd też od stycznia 1940 roku mieściła się tu konspiracyjna komenda sądeckiego odcinka przerzutowo-łącznościowego - opowiada Zakrzewski.

Harsdorfowie użyczali swego mieszkania kurierom Związku Walki Zbrojnej, zajmowali się też kolportażem prasy. A wszystkie ich córki w czasie wojny działały aktywnie w harcerstwie.

W 1940 roku do mieszkania przy Batorego wpadło gestapo. Aresztowano wówczas kurierkę Krystynę Michalską, która potem zginęła rozstrzelana pod Tarnowem. Aresztowano też Ewę Harsdorf, a po kilku miesiącach artystka został zwolniona z aresztu. Rok później w ręce Niemców wpadł jej ojciec.

Za kolportaż konspiracyjnej prasy, został wywieziony do Auschwitz, gdzie zginął trzy miesiące później. W 1944 roku w ręce Niemców wpadła kolejna jego córka harcmistrzyni Teresa Harsdorf. Została osadzona obozie Ravensbrück, gdzie doczekała wyzwolenia.

Po wojnie wraz z mężem Zbigniewem Bromowiczem zamieszkała w Zakopanem, gdzie uczyła języka polskiego, pisała poezję i była przewodnikiem tatrzańskim. Najmłodsza Maria po wojnie prowadziła przedszkole.

Chciała ocalić radość

Skromna bogobojna, nieustraszona i niezwykle utalentowana Ewa to najsłynniejsza przedstawicielka sądeckiego rodu Harsdorfów.

„Jak to się dzieje, że przy moich 88 latach, przy dziesięciu chorobach i trzech kalectwach, w ogóle jestem w stanie coś tworzyć? Wykluczam jedno, to nie jest żadna wena artystyczna. Odrzucam tę koncepcję. To kategoryczny imperatyw spoza mnie. By tworzyć.” - mawiała o swojej sztuce.

Ten imperatyw to głos Wielkiego Konstruktora, bo tak malarka nazywała Boga. Przywoływała Go we wszystkich rozmowach i wywiadach, to jemu dziękowała za talent i poświęciła część swojej twórczości. Talent nastoletniej Harsdorfówny odkrył w żeńskim gimnazjum w Nowym Sączu sam Bolesław Barbacki, wielki artysta i społecznik.

Pod okiem, mistrza przygotowywała się do egzaminów na studia. W 1928 roku rozpoczęła naukę w Państwowej Szkole Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Krakowie, na kierunku grafika, a potem w Państwowym Instytucie Robót Ręcznych w Warszawie. Gdy wybuchła wojna, była nauczycielką plastyki w Krakowie.

Natychmiast przyjechała do rodzinnego Nowego Sącza i włączyła się m.in. w organizację pomocy dla uchodźców. W czasie okupacji pracowała również jako projektantka etykiet i opiekowała się sierotami. Działała w organizacji „Białego Orła - Resurectio”. Mimo nacisków nigdy nie podpisała volkslisty, czyli niemieckiej lojalki.

Jak to się dzieje, że przy dziesięciu chorobach i trzech kalectwach jestem w stanie tworzyć?

Po wojnie pracowała w sądeckich szkołach jako nauczycielka plastyki, projektowała scenografie dla Teatru Robotniczego w Nowym Sączu, prowadziła warsztaty w Domu Kultury Kolejarza. Na początku lat 60. zamieszkała w kamienicy u przy ul. Batorego 52. Tam wreszcie znalazła miejsce na upragnioną pracownię.

Uprawiała malarstwo sztalugowe, akwarele, grafikę i polichromię. Wypracowała oryginalną technikę plastyczną - kolaż z użyciem folii aluminiowych i fotoryt. Jej prace były wielokrotnie wystawiane w Małej Galerii. To miejsce, o czym wielokrotnie wspominała artystka, darzyła szczególnym uczuciem. Ewa Harsdorf zmarła 12 maja 1999 roku.

- To była piękna postać i niezwykła osoba. Tworzyła cudowne obrazy. Jak nikt inny, stosowała do swoich dzieł tworzywo, które miała w zasięgu ręki. Kawałki materiału, złotka, sreberka z cukierków, czy zwykłe farbki. Przy tym wszystkim była osobą niezwykle miłą. Będziemy przypominać o Ewie Harsdorf - mówił profesor Andrzej Szarek, otwierając jej wystawę w Małej Galerii.

„Chcę ocalić radość. To najważniejsze” - tak krótko przed śmiercią mówiła o swej twórczości.

Wraz ze śmiercią Ewy Hardorf wygasła sądecka linia potomków barona Jobsta von Enderndorfa. Malarka i jej dwie siostry: Teresa i Maria zmarły bezpotomnie.

Edyta Mikołajewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.