Elektryzująco szybkie elektryczne pojazdy

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Ryszard Tadeusiewicz

Elektryzująco szybkie elektryczne pojazdy

Ryszard Tadeusiewicz

Kraków należy do szczęśliwych miast, w których przynajmniej część komunikacji miejskiej obsługują autobusy elektryczne. Produkowany w Polsce autobus Solaris Urbino 12 electric to naprawdę udany pojazd miejski: jest cichy, nie wydziela spalin, jeździ miękko.

Lubię go - zarówno gdy mam okazję nim jechać jako pasażer, jak i wtedy, gdy spotykam go na ulicy siedząc za kierownicą własnego samochodu. W śródmieściu Krakowa turystów obwożą z kolei po mieście meleksy - też oczywiście elektryczne. Elektryczne pojazdy mają liczne zalety, ale też i pewne wady. Przede wszystkim są dość powolne. Autobusy miejskie zawsze poruszają się z umiarkowaną szybkością, meleksy także jeżdżą powoli, a produkowany w Polsce samochód elektryczny Romet 4E też najlepiej się sprawuje, jeżdżąc z prędkościami nieprzekraczającymi 40 km/h.

Wydawać by się mogło, że obowiązuje zasada: elektryczny = powolny. Tymczasem jest odwrotnie: elektryczny może być wyjątkowo szybki!

Pierwszy rekord szybkości jazdy samochodem ustanowiony został w 1898 roku przez Gastona de Chasseloup-Laubat właśnie w samochodzie elektrycznym. W takim samym pojeździe po raz pierwszy przekroczono też „magiczną” prędkość 100 km/h (Camille Jenatzy, 29 kwietnia 1899). Potem elektryczne auta praktyczne znikły z rynku na prawie sto lat, bo wyparły je samochody spalinowe. Ale wygląda na to, że szybkie pojazdy elektryczne właśnie wracają.

Dzieje się tak za sprawą autora wielu innowacji, Elona Muska. Jego elektryczny samochód Tesla model S P100D rozpędza się do „setki” w niecałe 3 sekundy. Podobne osiągi mają najbardziej luksusowe samochody Porsche 918 Spyder i Ferrari LaFerrari, ale te „bolidy” wykonywane są na indywidualne zamówienie i kosztują ponad milion USD. Tymczasem Tesla S P100D jest produkowana seryjnie, kosztuje 134 tys. USD i zapewne będzie tanieć!

Postęp dotyczy także drugiego parametru, który przez długi czas stanowił „piętę achillesową” samochodów elektrycznych. Chodzi o zasięg, czyli liczbę kilometrów, które auto może przejechać po jednorazowym naładowaniu akumulatorów. Zasięg Rometa 4E to zaledwie 90 km, autobus elektryczny może przejechać 150 km, po czym musi przez około 2 godziny ładować akumulatory, meleksy też niestety trzeba często ładować. Tymczasem elektryczne samochody Tesla przejeżdżają bez ładowania 542 km (model X) albo 614 km (model S).

W prasie fachowej pisze się, że Elon Musk za kilka lat pokaże Teslę o zasięgu diesla, osiągach Porsche i w cenie Golfa!

Na koniec dodam, że nie tylko samochody elektryczne potrafią być szybkie. Kevin Clemens z Uniwersytetu Canterbury w Nowej Zelandii zbudował elektryczny motocykl, na którym zamierza pobić rekord szybkości na słonym jeziorze Bonneville. Może więc już niedługo zamiast mówić „dodaj gazu” będziemy mówić „dodaj prądu”? !

Ryszard Tadeusiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.