Estonia. Z dziennika rzecznika kurii archidiecezjalnej w Krakowie

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polskapresse
ks. Robert Nęcek

Estonia. Z dziennika rzecznika kurii archidiecezjalnej w Krakowie

ks. Robert Nęcek

Wyprawie do Estonii w czerwcu 2009 roku towarzyszyło spore zaciekawienie. Jak zostanie przyjęte przesłanie wystawy o życiu eremickim oo. Kamedułów w protestanckim i zlaicyzowanym kraju? Już lądowanie w Tallinie nie było ciekawe. Tępe uderzenie kół samolotu w płytę lotniska wyzwoliło jęk niepewności, po którym - na szczęście - wszystko wróciło do normy.

Na zaproszenie ambasadora Polski w Estonii Tomasza Chłonia, wydawnictwo Jagiellonia we współpracy ze Studio Theatrum zorganizowało, w stolicy tego pięknego państwa, wystawę fotografii Norberta Roztockiego „Kameduli - ludzie, którzy chodzą po drodze milczenia”.

Czterdzieści siedem czarno-białych zdjęć zaprezentowano w salach zabytkowego kościoła dominikańskiego w obecności dyplomatów i administratora apostolskiego, biskupa Philippe Jean-Charles Jourdan.

Zastanawiałem się, co pociąga w życiu eremitów, zwyczajnych ludzi z protestanckiego regionu Europy? Przecież zakonnicy wstają o godzinie 3.30, o godzinie 4.00 już się modlą, następnie rozchodzą się do swoich cel, by o 5.45 w kościele odmawiać jutrznię z modlitwy brewiarzowej i zakończyć poranek celebracją Eucharystii. W czasie nabożeństwa nie używa się żadnych instrumentów muzycznych, jedynie nuci się własnymi głosami.

To wymagające i trudne życie. Eremici stronią od pokarmów mięsnych, a okazyjnie przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą wstrzymują się od konsumpcji jaj i nabiału. Posiłki spożywane są w samotności, w swoich własnych celach. Trzeba być niesłychanie silnym fizycznie i psychicznie, aby ustawić swoje życie w taki właśnie sposób.

Już na wstępie przeor oo. Kamedułów, o. Marek Szeliga podkreślił, że „zakon chce zwrócić uwagę światu na wartości skupienia, modlitwy, milczenia i umartwienia. Wierzę, że wystawa może poruszyć struny duszy każdego człowieka”.

W Estonii funkcjonują nieliczne grupy religijne, które gromadzą się na modlitwie. Pracuje tu jedynie kilkunastu księży i czynny jest jeden dominikański klasztor pod wezwaniem św. Katarzyny ze Sieny, który pełni funkcję muzeum; ojcowie mieszkają w małej XV-wiecznej kamienicy.

Dominikanie przybyli na ziemię estońską w 1246 roku i uzyskali pozwolenia na wzniesienie klasztoru i kościoła. Ich pracę stanowiła modlitwa, a także handel rybami i warzenie piwa. Obecnie w Tallinie mieszka polski dominikanin, były pop-muzyk, który zna język estoński i coraz lepiej wchodzi w estońskie społeczeństwo, a biskup katolicki jest z pochodzenia Baskiem.

W zlaicyzowanym kraju, gdzie kościoły raczej się zamyka, niż otwiera- życie pustelnicze wzbudziło ogromną ciekawość. Z pewnością więc nie przypadkowo biskup Jourdan zauważył, że „ktoś, kto nie wierzy w Boga, może mieć wrażenie, że życie eremickie jest bez sensu, jest rodzajem szaleństwa. Tymczasem okazuje się ono mądrością. Dzięki tym zdjęciom oglądający będą mieli możliwość rozważenia własnych wyborów, zastanowienia się, czy są one dobre czy złe”. Wystawa miała miejsce w ramach festiwalu „Dialogi kultur”.

Kameduli wyciskali swoje piętno na bieg wydarzeń w całej Europie. Ich życie klasztorne w Estonii zostało więc docenione. Nieprzypadkowo miejscowy biskup przytoczył papieskie słowa Jana Pawła II z pielgrzymki do Tallina w 1993 roku, że „szczere poszukiwanie świętości osobistej i wspólnotowej jawi się jako pierwotna zasada i siła napędowa ekumenizmu”. Niewątpliwie życie eremickie uczy modlitwy połączonej z pracą nad sobą samym, dzięki czemu człowiek staje się szlachetniejszy. Co więcej, kameduli modlą się za tych, którzy się nie modlą. Toteż świat według eremitów zafascynował Estończyków.

Po premierze wystawy zrobiliśmy spacer ulicami Tallina. Powiedziano nam, że pierwsze potwierdzone historycznie ślady miasta pochodzą z początku XIII w. Wówczas tereny te należały do Duńczyków, którzy według legendy wybudowali zamek, a miasto nazwali Tallinn, co w ich języku znaczyło „duńskie miasto”. Po Duńczykach przyszli Krzyżacy, potem Szwedzi, a w końcu Rosjanie, którzy za czasów cara Piotra Wielkiego rozbudowali port. Z tego czasu pochodzi katedra Aleksandra Newskiego na wzgórzu Toompea. Po krótki okresie wolności, znowu przyszła zależność od ZSRR. Ostatecznie Tallin został stolicą niepodległej Estonii dopiero w 1991 roku.

ks. Robert Nęcek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.