Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Fałszywego Kossaka sprzedam od zaraz. Wraz z certyfikatem, także podrobionym

Czytaj dalej
Artur Drożdżak

Fałszywego Kossaka sprzedam od zaraz. Wraz z certyfikatem, także podrobionym

Artur Drożdżak

Kolekcjoner kupił obraz po okazyjnej cenie. Oryginał wisi w muzeum. Nabywca stracił 30 tysięcy złotych.

Żona spojrzała na męża, który wyglądał na szczęśliwego, że do swojej kolekcji zdobędzie autentyczny obraz Wojciecha Kossaka datowany na 1935 r. - Kochanie, to najważniejsza rzecz, jaką kupuję w życiu - nie krył 66-letni Sławomir K. (inicjały zmienione) Jakiś czas później dowiedział się, że oryginalne dzieło wisi spokojnie w Muzeum Sztuki w Łodzi, a obraz w jego salonie jest tylko jego lichą podróbką. I tak na marne poszło jego 30 tys. zł.

Sławomir K. wszyscy zwyczajowo nazywają Sławkiem, to znana postać na Podhalu, artysta, kolekcjoner amator - tak o sobie mówi. Obrazy kupował to tu, to tam, większość za pośrednictwem portalu aukcyjnego Allegro.

Maćka z Gniezna poznał przy okazji nabycia zabytkowego mebla. Gość osobiście przywiózł barokową szafkę, przy okazji zauważył, że gospodarz pasjonuje się malarstwem. Zaproponował mu wówczas kupno obrazu Wojciecha Kossaka „Ranny kirasjer i dziewczyna”. Wskazał, że dzieło też jest wystawione na internetowej aukcji. Sławek był posiadaczem własnej pracowni plastycznej i od dziecka kochał malarstwo Kossaków. Nie mógł zignorować propozycji Maćka.

Wymienili wiele SMS-ów i maili, dziesiątki razy rozmawiali przez telefon. Oferta kupna Kossaka za 65 tys. zł cały czas była aktualna. O jego autentyczności świadczyła ekspertyza z 1984 r. najwybitniejszego w Polsce znawcy Kossaków, nieżyjącego już Kazimierza Olszańskiego. Maciek dokument oferował w pakiecie z obrazem.

- Zakup wydał mi się dobrą inwestycją, obraz na rynku bez takiej ekspertyzy to kwota 4 tys. zł - nie krył Sławek przed najbliższymi. Był szczęśliwy, że będzie miał dzieło. Miało być perłą w jego kolekcji.

Był w euforii, bo wydawało mu się, że taka szansa na rynku antykwarycznym to rzadkość. Zaufał Maćkowi, którego zaczął cenić za wiedzę o realiach rynku sztuki. Wiedział, że Maciek kiedyś miał galerię z obrazami, a na co dzień prowadzi firmę zajmującą się renowacją starych mebli.

- Sprawiał wrażenie fachowca - Sławek powie potem o nim prokuratorowi.

Słowo „wrażenie” jest tu kluczowe. Podobne odczucia dotyczące Maćka mieli i inni. Srodze się zawiedli.

Transakcja

Gdzieś w czerwcu 2013 roku doszło do finalizacji transakcji.

Maciek z żoną przyjechał z Wielkopolski swoim autem. Ramę przymocował do dachu pojazdu, a cenny obraz fachowo zwinięty w rulon długą podróż odbył w bardziej komfortowych warunkach.

Panowie się porozumieli, że Sławek przy odbiorze Kossaka zapłaci 30 tys. zł, a drugą ratę, czyli 35 tys. zł, przekaże dokładnie za rok. Maciek dał Sławkowi oryginalną ekspertyzę Olszańskiego.

Tak przy okazji gość poprosił gospodarza o pokazanie mu kolekcji współczesnych malarzy. Wybrał 12 obrazów, każdy o wartości tysiąca złotych.

Po pewnym czasie syn Sławka, absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, zwrócił ojcu uwagę, że obraz jest zbyt „gładko” namalowany, bez typowego temperamentu właściwego dla Kossaka.

Jednak wątpliwości Sławka rozwiała ekspertyza dołączona do dzieła.

Pół roku później na Allegro Sławek znalazł kolejną ofertę Maćka.

Tym razem handlarz oferował za 22 tys. zł obraz Jerzego Kossaka „Wesele krakowskie”; w pakiecie była też ekspertyza potwierdzająca autentyczność dzieła.

Sławek powiększył Kossaka na ekranie monitora i stwierdził, że obraz jest falsyfikatem. Był przekonany, że pod autentyczną ekspertyzę ktoś przygotował podrobiony obraz.

Zadzwonił do Maćka i zwrócił mu uwagę, że to, co wystawia jest „fatalnym kiczem”. Ostrzegł, że podda też badaniu dzieło, które od niego kupił.

Za pośrednictwem znajomych zdobył nazwiska wybitnych znawców twórczości Kossaków. Miał zamiar poprosić ich o ocenę swojego dzieła.

Zamiast zwrotu pieniędzy za fałszywy obraz oferował droższe dzieło Tetmajera. Jak się okazało, też było sfałszowane

Pod lupą

Wcześniej jednak wziął do ręki lupę i zaczął badać obraz na własną rękę. Sprawdzał też linijka po linijce zapisy z ekspertyzy.

Zdumiony odkrył, że są w niej opisy szczegółów, których nie było na jego obrazie. Z opinii wynikało, że ranny kirasjer ma głowę przepasaną chustą, a na jego obrazie twarz zakrywał pas wojskowy. Ekspertyza stwierdzała, że dziewczyna ma kolorową chustę na głowie, a na obrazie była jednolita - brązowa.

Dla Sławka było jasne, że Olszański wykonując ekspertyzę na pewno nie pomyliłby się w opisie tak podstawowych elementów. To go utwierdziło w przekonaniu, że ma w domu falsyfikat.

Później dowiedział się, że prawda jest bardziej skomplikowana. Uświadomiła mu to Jadwiga O-K., rzeczoznawca Desy w zakresie wyceny dzieł sztuki.

„Przedstawiony obraz jest nieudolnym naśladownictwem warsztatowo na bardzo niskim poziomie bez charakterystycznych, szerokich, swobodnych, a zarazem finezyjnych pociągnięć pędzla budujących formę z kolorystyką obcą palecie malarskiej Kossaka, bez temperamentu, z nie oryginalną sygnaturą„ - napisała.

Sfałszowana ekspertyza

Dodała coś jeszcze, co dobiło Sławka. - Nie tylko dzieło, ale i ekspertyza to falsyfikaty - stwierdziła. Zauważyła, że Olszański używał pieczęci ze swoim nazwiskiem w latach 1998-99, ale nie w 1984 r. i nie posługiwał się tytułem „ekspert twórczości Kossaków”.

Zdruzgotany Sławek powiadomił Maćka o odkryciu. Przy okazji zwrócił mu uwagę, że pozostałe oferowane przez niego na Allegro obrazy Kossaków też nie wyglądają na autentyczne. Maciek nie okazał zdziwienia, sam przeszedł do ataku, stał się agresywny i opryskliwy. Nie odpowiedział na żądanie zwrotu pieniędzy za sprzedany falsyfikat i pobrane 12 dzieł z kolekcji Sławka.

Kolekcjoner zawiadomił policję. Ru-szyło śledztwo, a do nowotarskiej prokuratury zaczęły spływać sygnały o kolejnych oszustwach związanych z mistrzami pędzla. Odezwała się mieszkanka Tarnowa, której Maciek za 18 tys. zł oferował do sprzedaży obraz Leona Wyczółkowskiego. Dzieło odebrała osobiście. Zapłaciła 10 tys. zł. I obraz, i dołączona opinia okazały się falsyfikatami. Kobieta dowiedziała się o tym, gdy zawiozła obraz do renomowanej galerii w Warszawie, by go wystawić na aukcji.

Maciek wił się jak piskorz i zamiast zwrotu gotówki oferował kobiecie m.in. droższy obraz Włodzimierza Tetmajera. Joanna M. odmówiła.

Potem okazało się, że Tetmajer to też podróbka.

Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie przebadali transakcje internetowe Maćka. Jako sprzedawca używał nicka hecoraj i nie dało się ukryć, że na aukcjach oferował znacznie więcej fałszywych obrazów. Za 25 tys. zł chciał sprzedać obraz Jerzego Kossaka „Wesele krakowskie jedzie do ślubu”, który wisi w Muzeum Narodowym w Warszawie. Z kolei proponowany nabywcom obraz „Żołnierz i dziewczyna przed Belwederem” od 1989 r. był wypożyczony do Kancelarii Sejmu.

Maciej D. nie przyznał się do winy. Przypomniał, że to Sławek chciał obraz Kossaka, „bo to było marzenie jego życia”. - Zastanawiające, że rozpoznał fałszerstwo dopiero, gdy miał zapłacić drugą ratę - insynuował oskarżony.

On ma same falsyfikaty

Prokurator w akcie oskarżenia skierowanym do Sądu Okręgowego w Nowym Sączu zarzucił mu oszustwo na kwotę 52 tys. zł i próbę wyłudzenia kolejnych 320 tys. złotych. Za tyle oferował fałszywe obrazy.

Maciej D. dobrowolnie poddał się karze półtora roku więzienia w zawieszeniu na 2 lata. Zobowiązał się także do zwrotu 36 tys. zł Sławomirowi K. i 10 tys. zł oszukanej tarnowiance.

Sławek pisał do Maćka w jednym z maili, że miał nadzieję, iż „będzie cię stać choć na jedno słowo przepraszam”.

- Nawet zaproponowałem - dodaje - że mogę zgodzić się na inny obraz Kossaka za tę samą sumę. No, ale on ma same falsyfikaty...

Wyrok w sprawie Macieja D. jest już prawomocny.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Krakowskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Krakowskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Krakowskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Artur Drożdżak

Dziennikarz zajmujący się sprawami sądowymi i prawnymi

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.