Gorlice. U drzwi dawnej synagogi kiedyś tkwił zwój z fragmentem tory. Dzisiaj jest tam piekarnia

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Lech Klimek

Gorlice. U drzwi dawnej synagogi kiedyś tkwił zwój z fragmentem tory. Dzisiaj jest tam piekarnia

Lech Klimek

Dzisiaj przechodząc ulicą Piekarską, za nos wodzi nas zapach świeżego pieczywa. Niewielu gorliczan pamięta, że budynek obecnej piekarni był kiedyś domem modlitwy dla żydowskiej społeczności naszego miasta.

Na głowie spod jarmułki wystają krótkie kruczoczarne włosy, jakby zaplecione w długie pejsy przy uszach. Twarz za to pozbawiona jest zarostu. Kroczy ulicą Piekarską i kieruje się do dużych drzwi z pięknym półkolistym portalem wspartym na dwóch kolumnach. Prawe wsparcie portalu jest o nazwie Jakim, co znaczy „Bóg utwierdził”, a lewe o nazwie Boaz, rozumiane, jako „w Nim moc”. Wszystko na wzór kolumn w Świątyni Jerozolimskiej. Portal wewnątrz ma półkola i motywy roślinne.

Mężczyzna staje przed wierzejami (dawną dwuskrzydłową drewnianą bramą) i pociera mezuzę (zwitek pergaminu z naniesionymi dwoma fragmentami Tory, umieszczony w pojemniku wykonanym z drewna i zawieszonym na zewnętrznej prawej framudze drzwi). Jednocześnie całuje złożone trzy palce. Otwiera dwuskrzydłowe drzwi i schodzi w dół po trzech szerokich na 40 cm schodkach.

Tam w przedsionku spotyka innych Żydów wchodzących i wychodzących z sali modlitw. Z półki ogromnej biblioteki, stojącej przy ścianie po prawej stronie bierze do ręki modlitewnik. Wchodzi przez kolejne dwuskrzydłowe drzwi do sali modlitw, staje zaraz za progiem i spogląda na aron ha kodesz - szafę ołtarzową w postaci ozdobnej drewnianej skrzynki, służącą do przechowywania zwojów Tory.

W tym momencie nie ma nabożeństwa i nikt nie czyta Tory wewnątrz bimy - podwyższonego miejsca w centrum synagogi, zbudowanego w formie namiotu, altany z balustradą lub kratą i baldachimem.

Siada w jednej z ławek po prawej stronie, otwiera modlitewnik i zawodzącym głosem zaczyna modlić się żarliwie.

Jest 8 czerwca 1932 roku (czwartek). Dzisiaj musi stawić się przed wyjazdową Komisją Poborową w Gorlicach, należącą do Powiatowej Komendy Uzupełnień w Jaśle. Nie wie, do jakiej kategorii poborowych zostanie zaliczony.

Po modlitwie idzie do budynku magistratu, gdzie na pierwszym piętrze w dużej sali odbywają się czynności tej wojskowej komisji.

Na korytarzu i schodach stoją mężczyźni tacy jak on oraz tacy bez jarmułek i też tacy zagubieni, którzy przyjechali z okolicznych wiosek. Wszyscy członkowie komisji są w mundurach, a część ma na mundury nałożone białe kitle. Sekretarka siedzi z boku stołu, przy którym siedzą oficerowie i po kolei wypełniają dokumenty każdego z poborowych.

Czytaj więcej:

  • Kiedy dzieci nie przejawiały jakiś specjalnych zdolności, to po chederze zostawały rzemieślnikami, ulicznymi sprzedawcami, tragarzami lub po prostu wykonywały proste fizyczne czynności. 
Pozostało jeszcze 69% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 12,30 zł co 5 dni.

    już od
    12,30
    /5 dni
Lech Klimek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.