„Gwarki”, choć to śląska tradycja, zadomowiły się też na dobre u nas

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Andrzej Ćmiech

„Gwarki”, choć to śląska tradycja, zadomowiły się też na dobre u nas

Andrzej Ćmiech

Jest 2 grudnia, godzina 17. Gorlicki Rynek wypełniony publicznością. Idą i jadą w mundurach górniczych lisy i stare strzechy. Na czele jedzie żupnik w otoczeniu świty, za nim platforma, na niej beczka piwa, u góry zaś Lis Major. Znak to, że brać górnicza zaczęła świetować.

Za nim pięć bryczek, w nich co znamienitsi przedstawiciele zakładu i zaproszeni goście. Pochód zatrzymał się. Dwaj halabardnicy nie wpuszczają do miasta. Żupnik z nimi rozmawia. Mówi, że zwyczajem dawnych lat, korzystając ze starych przywilejów górniczych, chce obejść z pochodem ,,lisów” gorlicki Rynek.

,,Halabardy zostają podniesione, a Lis Major odczytuje tekst bulli: Sławetni Ojcowie naszego starego grodu, (...) prosimy o łaskawe zezwolenie na rozpoczęcie naszych górniczych uroczystości. Tutaj na gorlickim rynku składamy Wam ślubowanie, że pracą swoją, dobrym zachowaniem i statecznością będziemy wspólnie z Wami budować przyszłość dla dobra Polski. Aby tradycji stało się zadość, zechciejcie razem z nami wychylić kielichy przedniego miodu. Za pomyślność Waszą i wszystkich obywateli miasta” - pisał w „Głosie Glinika” o pierwszych obchodach Święta Gwarków w naszym mieście Stanisław Elmer.

Z relacji tej wiadomo, że ojciec miasta przyjął zaproszenie i na jeden wieczór wręczył Lisowi Majorowi klucze do miasta.

Dyrektor Glinika dr. inż. Kazimierz Kotwica powiedział, że dostały się one w dobre ręce i jak przez ten okres rządów czegoś nie przybędzie, to na pewno nie zginie.

Stara i nowa tradycja

Barbórka była świętem czczonym od zarania dziejów fabryki. Obchodzono je wspólnie z pracownikami kopalń ropy naftowej rozsianych gęsto na ziemi gorlickiej. Głównym punktem obchodów była dziękczynna msza święta, na którą udawano się w pochodzie ze sztandarami górniczymi i orkiestrą. Następnie odbywał się przemarsz przed figurę św. Barbary, gdzie proszono patronkę o opiekę.

Wraz z rozszerzeniem produkcji wyrobów dla górnictwa węglowego przez Fabrykę Maszyn w Gliniku, ze Śląska przyszła nowa tradycja czczenia górniczego święta. Wszystko zaczęło się w 1975 r., kiedy to w Gorlicach po raz pierwszy zorganizowano Święto Gwarków. Zwyczaj spotkań przy kuflu piwa wywodzi się według tradycji górniczej od średniowiecznych corocznych spotkań gwarków i starszyzny górniczej pod przewodnictwem namiestnika królewskiego. Wszystko po to, by podsumować wyniki pracy, podzielić zysk i omówić plan działania na następny rok. Zebrania te z czasem przerodziły się w święto górnicze, podobnie jak dożynki podsumowują roczną pracę rolnika.

Drugim ważnym celem spotkania gwarków było przyjęcie młodych praktykantów górniczych, zwanych lisami lub też fuksami, do stanu górniczego. Zwyczaj nakazywał, aby młodych lisów, jak i starszyznę pokazać osadzie. W tym celu po uroczystej mszy świętej odbywał się uroczysty przemarsz paradnie ubranych górników z pocztem sztandarowym i kapelą górniczą na miejsce spotkania - zazwyczaj w karczmie, gdzie obowiązywało prawo równości.

Młodzi kontra starzy

Karczma była miejscem, gdzie można było dać upust swoim niezadowoleniom i wyśmiać bezkarnie swoich zwierzchników. Była to szczególna okazja dla młodych górników do wyżycia się na starych za ich wyśmiewanie się podczas pracy. Była to też okazja do przyjacielskiego pokpiwania z młodych przez starszyznę górniczą z ich naiwności.

Uczestnicy biesiady - jak karze wiekowa tradycja - zawsze byli podzieleni na dwie rywalizujące z sobą odrębne tablice (ławy) piwne, z których jedna nosiła nazwę tablicy wyższej, natomiast druga tablicy niższej. Władzę nad tablicami sprawowali kontrapunkci, powoływani przez Wysokie Prezydium, które podczas spotkań sprawowało władzę „absolutną” nad biesiadnikami. Wysokie Prezydium powoływało też kantorów, oddzielnie dla obu tablic, którzy troszczyli się, by pieśń towarzyszyła zgromadzonym przez cały okres spotkania i była przedmiotem rywalizacji między obiema tablicami.

Na spotkaniach gwarków pito tylko piwo i zasadą było, że nikt nie powinien się upić. Pilnowali tego najsilniejsi i najwięksi gwarkowie, zwani w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku grupą ZOMO, czyli Zespołem Odprowadzających Moczymordów Opitych. Jeżeli biesiadnikowi przydarzył się wypadek utraty równowagi i został namierzony przez ludzi wspomnianych służb, mógł spędzić jakiś czas w dybach, mógł być zesłany na „zasranie piwne” (do ustawionej w rogu sali wygódki) lub też być położonym na łożu madejowym. Ryzyko podpadnięcia karze było ogromne, dlatego trzeba było się pilnować. Kiedy kontrapunkt kazał śpiewać, trzeba było śpiewać, kiedy pić piwo, trzeba było pić, a kiedy kazał milczeć, to należało milczeć. Decyzje Wysokiego Prezydium były zawsze nieodwracalne. Zasadą było, że każdy uczestnik spotkania gwarków musiał się im poddać i nikt nie mógł się obrażać.

Naukowa konsumpcja

Z pierwszych obchodów Święta Gwarków zachowała się relacja w „Głosie Glinika” zatytułowana „Lisy w Gorlicach po raz pierwszy”, gdzie czytamy m.in.: „Po musztrze paradnej na rynku w wykonaniu reprezentacyjnej orkiestry Wojsk Ochrony Pogranicza z Nowego Sącza, pochód lisów zmierza wraz z gośćmi do karczmy piwnej na pierwsze tradycyjne spotkanie gwarków... w Gwarku”.

Wszyscy przeszli przez sztolnię oświetloną karbidówkami. „Wysokie a w Sprawach Piwnych Nigdy Nieomylne Prezydium” zasiadło za stołem. Prof. Zygmunt Kawecki podał cel spotkania, które było połączone z naukową konsumpcją piwa.

Nie obyło się też bez skoku przez skórę, czyli pasowania na górników. Do tego konkursu stawali zawsze najmłodsi inżynierowie Glinika. Ta ceremonia zawsze miała ojców chrzestnych, podczas pierwszych Gwarków prof. Artura Bębna z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i dyrektora Fabryki Kazimierza Kotwicę. Ci przepasali ich skórą i wszyscy wchodzili w górniczy stan, mogąc świętować ze starszyzną.

W „Głosie Glinika” czytamy dalej: „Rozpoczyna się konkurs. Która tablica jest lepsza w opowiadaniu kawałów i przyśpiewkach. Oto przedniejsza z nich:

Dzisiaj Gorlicom na niczym nie zbywa. Nowa na polach rośnie wieża krzywa. Gdy komin jeszcze od pionu odlizie, będzie jak w Pizie”.

Tymczasem w Gwarku lało się piwo najlepsze, jakie tylko żywiecki browar miał. Lało się do pamiątkowych kufli, które przechodziły na własność każdego z uczestników kolejnego święta gwarków. W niektórych domach pracowników fabryki powstały prawdziwe kolekcje gwarkowego szkła. Podobnie było z wybijanymi na tę okoliczność pamiątkowymi medalami.

„W karczmie Pod Kadzią, przy piwie tryska zdrowy, często rubaszny humor. Taki jest zwyczaj i takie jest prawo górników, ludzi ciężko pracujących” - pisał redaktor Elmer.

Kobietom też się należy

Śląską zasadą było, że we wspólnych posiedzeniach gwarków nie uczestniczyły kobiety. Tradycja ta wywodziła się ze średniowiecznych wierzeń, mówiących, że kobiety są nosicielkami zła i są bardzo podatne na wpływ sił nieczystych, co w przypadku górników było rzeczą bardzo niebezpieczną i niepożądaną.

Jednak wraz ze zwiększeniem zatrudnienia kobiet w Fabryce Maszyn Glinik S.A. zrodziła się tradycja organizacji obchodów Barbórki przez płeć piękną fabryki. Był to tzw. Babski Comber, który stanowił przeciwwagę dla męskiej Karczmy Piwnej.

Od czasu zadomowienia się Święta Gwarków w grodzie nad Ropą minęło już ponad czterdzieści lat i mimo różnych przeciwności losu tradycja ,,Karczmy Piwnej” w Gorlicach nadal trwa, będąc jedyną zachowaną tradycją i świętem górniczej braci związanym z Fabryką Maszyn w Gliniku.

Andrzej Ćmiech

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.