Humor na strach

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polska Press
ks. Jacek Siepsiak SJ

Humor na strach

ks. Jacek Siepsiak SJ

Trudno teraz pisać poważnie o dowcipach. Naraża się wtedy człowiek na śmieszność (bo jego pisanie jest na nieprzystającym do kawałów poziomie) lub na krytykę (nie rób sobie jaj z pogrzebu). Jednak zaryzykuję, bo pandemia szaleje, a i tak mamy istny wysyp memów, filmików, a nawet piosenek nie tylko śmiesznych, ale i kpiących sobie.

Przypomina się pierwszy polski powojenny film fabularny „Zakazane piosenki”, gdzie w świeże i tragiczne wspomnienia z okupacji zostały wplecione wątki satyryczne. Bo tak było. Ludzie wspierali się także satyrą. A nawet można powiedzieć, że była ona bronią, takim „małym sabotażem”.

Skoro różne formy satyryczne wybuchły i teraz, gdy nie można gromadzić się w kabaretach, to widać, że potrzebujemy humoru w czasach zarazy. Dlaczego? Przede wszystkim, ponieważ ludzie się boją. A nawet niektórych strach paraliżuje, doprowadza do ostateczności. Śmiech to zdrowie - brzmi w tym kontekście bardzo serio.

Z jednej strony mamy do czynienia z obostrzeniami zarządzanymi przez władze. One same w sobie (niezależnie od tego, czy są sensowne, czy nie) budzą poczucie zagrożenia. Z drugiej strony mamy oddolne rewelacje: a to głosy wieszczące czas bożej pomsty (jakby nie starczył głos natury domagającej się odpoczynku od eksploatacji), dalej perspektywy krachu ekonomicznego i końca cywilizacji, po irracjonalne zachowania polityków (jak choćby zapraszanie obywateli do urn podczas pandemii) podcinające nadzieję na uczciwe współdziałanie. Wielu nie wytrzymuje tego bombardowania „hiobowymi wieściami” i popada w depresję, hipochondrię, przygnębienie. Chcemy im pomóc. Ale mamy wrażenie, że wysłuchiwanie ich obaw jeszcze bardziej ich zniechęca. A uwagi o tym, że będzie dobrze, są odbierane jak tania pociecha.

Stąd by otoczyć ich zdrową atmosferą, uciekamy się do humoru. Pomagamy też sobie. Łatwiej wytrzymujemy „blaski i cienie” kwarantanny i nie uciekamy z niej pod byle pozorem, nabieramy dystansu do niepewnej przyszłości i racjonalniej ją planujemy, i chyba (nie jestem lekarzem) wspieramy naszą odporność. Bronimy się przed znużeniem.

Są też i minusy. Wyśmiewanie może prowadzić do lekceważenia rygorów. Ale to w dużej mierze zależy od tego, czy władza zasługuje sobie na kpinę. Z jednej strony rozumiem, że obawa przed paniką popycha ją do „reglamentowania” prawdy. A z drugiej strony, brak zaufania społecznego to droga do klęski. Zwykle tak bywa, że gdy rządzący pozwalają na satyryczną krytykę wobec swoich poczynań, to zyskują na sympatii, i łatwiej im prosić o ofiarną solidarność. Są bardziej swojscy… tak jak i wirus może być oswojony, mniej straszny, gdy obśmiany.

ks. Jacek Siepsiak SJ

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.