Józef Skotnicki, czyli 45 lat wśród zwierząt

Czytaj dalej
Fot. Adam Wojnar
Paulina Padzik

Józef Skotnicki, czyli 45 lat wśród zwierząt

Paulina Padzik

Krakowskie zoo w zeszłym tygodniu obchodziło 90-lecie istnienia. Połowę tego czasu dyrektorem ogrodu jest dr Józef Skotnicki i wciąż mówi, że jeszcze dużo ma w nim do zrobienia.

Kiedy dr Józef Skotnicki w 1975 roku obejmuje stanowisko dyrektora krakowskiego zoo, w Australii po raz pierwszy nadawany jest kolorowy program w telewizji, a słowo Madonna zyskuje nowe znaczenie. W Polsce następuje załamanie złotej epoki Gierka, a Kraków na mocy reformy administracyjnej staje się częścią nowego województwa krakowskiego. Przez ostatnie 45 lat zmienił się świat, kraj i krakowskie zoo. Nie zmienił się tylko jego dyrektor.

Głęboka woda

Zanim dr Skotnicki przyjął propozycję objęcia stanowiska dyrektora ogrodu, pracował w Zakładzie Żywienia Zwierząt Instytutu Zootechniki. Trzy długie miesiące rozważał plusy i minusy pracy w zoo. W końcu zapadła decyzja: 1 stycznia Józef Skotnicki zostaje dyrektorem.

Niespełna miesiąc później otrzyma prestiżową propozycję wyjazdu do Niemiec, aby przez kolejne trzy lata kontynuować pionierskie badania naukowe. Z wysokim stypendium. Jednak honor nie pozwala mu zrezygnować z pracy w zaledwie miesiąc po objęciu stanowiska. Odmawia. Dziś mówi, że nie żałuje, choć na wspomnienie propozycji błyszczą mu się oczy.

- Początki były trudne. Nie miałem rozeznania, jak to wszystko działa, jak pracują ludzie - mówi dr Skotnicki. Siedzi z nogą na nogę w brązowym skórzanym fotelu, za nim stoi ciężkie biurko, zawalone papierami. Na kanapie leży wielki tygrys-maskotka. To prezent od dyrektora jednego z polskich zoo. Ściany zdobią certyfikaty, podziękowania, dyplomy i kilka obrazów, oczywiście ze zwierzętami. Gabinet dr. Skotnickiego wypełniają maskotki - najwięcej jest pingwinów, chociaż ulubione zwierzę dyrektora to pantera śnieżna. Zoo ma dziś jeden okaz tego egzotycznego kota i 274 gatunki innych zwierząt. Łącznie wszystkich okazów jest tutaj ponad półtora tysiąca. Znaczną większość sprowadził dr Skotnicki.

- Wiele rzeczy mnie tutaj zaskoczyło - mówi. Już pierwszy dzień okazał się przygodą. Świeżo upieczony dyrektor chciał pójść do magazynu. Mimo stycznia była odwilż. Drogi w krakowskim zoo nie były takie, jak dziś - z asfaltu, płyt lub kostki chodnikowej. Między budynkami administracji wiły się zwykłe, polne ścieżki, które podczas opadów lub odwilży zamieniały się w rzeki błota. - Nie przejdzie pan - mówili mu pracownicy. - Dajcie mi gumiaki - odparł wtedy Skotnicki.

Gumiaki przy próbie przejścia wypełniły się błotem i utkwiły w bagnie. Skotnicki jednak nie odpuszczał. Poprosił o kilka desek, z których zrobił pomost. I przeszedł.

Jak w czasach, gdy na półkach jest tylko ocet, załatwić tony mięsa dla tygrysów z zoo? Ale mu się zawsze jakoś udawało.

Ta sytuacja była zwiastunem kolejnych lat pracy dyrektora. Pełnej przeszkód, wymagającej nieustannego uporu, kombinowania i pomysłów. Bo choć to zawód satysfakcjonujący, to o pewne rzeczy było niezwykle trudno - zwłaszcza w Polsce czterdzieści lat temu.

Wyzwania

Wyzwanie pierwsze: dojazd do zoo. Krakowski ogród, położony na wzgórzu, bez dobrej drogi dojazdowej, nie zachęcał do odwiedzin zimą i jesienią. Łatwiej było pokonać tę trasę na nogach niż samochodem. Pracownicy muszą jednak być na miejscu okrągły rok, często także nocą. Dyrektor Skotnicki do swojego gabinetu dojeżdżał volkswagenem garbusem (mówi o nim „kochany”), bo „tylko ten samochód dawał radę pod górę”.

Ale dojazd to dopiero pierwsza przeszkoda.

Kolejną był straszliwy ziąb w gabinecie. Zimą z ogrzewaniem bywało różnie - kable poprowadzone po ziemi, nie były niczym chronione. Wystarczyło, że spadła na nie gałąź i prąd na tydzień trafiał szlag. Dr Skotnicki wracał wtedy siny z zimna do domu. - Warunki trochę jak na wojnie - śmieje się.

Wyzwanie trzecie: załatwić dla zwierząt tony pożywienia miesięcznie. W czasach, kiedy na półkach sklepowych stoi tylko ocet, a żywność jest na kartki, skąd wziąć kilka ton mięsa dla drapieżników?

- Zoo podlegało wtedy naczelnikowi dzielnicy Krowodrza. Do niego musieliśmy zgłaszać się po przydział mięsa - opowiada Skotnicki. - Załatwialiśmy to różnymi środkami, ale zawsze oficjalnie - podkreśla, poprawiając okulary na długim nosie.

Nie tylko z jedzeniem był problem. Kolejnym wyzwaniem była modernizacja terenu. Zoo nie dysponowało łopatami ani innymi narzędziami do przekopu ogrodu. A dr Skotnicki miał cel - chciał pociągnąć pod ziemią kable, żeby prąd zagościł w ogrodzie na stałe. Zadzwonił do krakowskich Ochotniczych Hufców Pracy i zapytał: - Przyślecie mi pięćdziesięciu ludzi, którzy przekopią teren i wpuszczą kable pod ziemię?

Zgodzili się.

Słowa „ogród zoologiczny” miały kiedyś magiczną moc. Ludzie chcieli pomagać z sympatii dla zwierząt.

- Wiele rzeczy załatwiało się dzięki ludzkiej życzliwości - mówi.

Wyzwanie piąte: kontakty.

- Nie miałem żadnych znajomości w ogrodach za granicą, a przy prowadzeniu zoo to podstawa - wspomina. I na to znalazł się sposób. Pięć lat po objęciu stanowiska, pod pretekstem 50-lecia zoo, dr Skotnicki zaprosił dyrektorów ogrodów zoologicznych z całego świata. Jeden zwrócił uwagę na zbiornik wodny, który stał pusty. - Macie tu uchatki? - zapytał Dick van Dam, ówczesny dyrektor zoo w Rotterdamie.

- Nie mamy, bo musielibyśmy zbudować dla nich platformę - odparł Skotnicki.

- To kiedy będziecie w stanie to zrobić?

- Może w ciągu miesiąca - termin pada na poczekaniu.

- To ja mam dla pana kilka uchatek - rzuca wesoło Holender.

- Ale panie dyrektorze, transport to przecież ogromne koszty - dyrektor wie, że krakowskiego ogrodu nie stać na przewiezienie uchatek z odległej części Europy.

- Ja transport załatwię, niech się pan nie martwi - odparł van Dam.

I tak oto miesiąc później uchatki sprezentowane przez prezydenta Unii Dyrektorów Ogrodów Zoologicznych jechały do Krakowa w skrzyniach wypełnionych mokrymi gąbkami. I szybko się w polskim zoo zadomowiły.

Wyzwanie szóste: brak zieleni w zoo. - Nasz ogród od października do praktycznie połowy kwietnia był szary i łysy, taki mamy klimat - mówi dyrektor. - Chciałem, żeby cały rok było zielono, tak jak w ogrodzie w Dortmundzie. Gdy tam pojechałem i zobaczyłem piękną, zimozieloną roślinność, oniemiałem - dodaje. Sprowadził do zoo rododendrony kwitnące cały rok. I wiele innych roślin, które sprawiają, że ogród nawet zimą wypełnia zapach kwiatów i traw.

Samo się zrobiło

Sukcesy krakowskiego zoo można mnożyć. Od przebudowy kanalizacji, przez modernizację wybiegów i klatek, po sprowadzenie nowych gatunków zwierząt i odchowanie od jajka kondora wielkiego (zagrożonego wyginięciem), co jest sukcesem na skalę światową.

Udało się sprowadzić nawet żyrafy i pingwiny, ulubieńców gości ogrodu. Ale dyrektor Skotnicki niczego nie przypisuje sobie. Ciągle mówi „udało się, zrobiło się, załatwiło się”.

Zapytany, czy zawsze chciał pracować w zoo, odpowiada: „Skądże!”.

Ale przecież, by ratować ogród, zrezygnował z kariery naukowej. Poprzestał na tytule doktora, chociaż pracę habilitacyjną napisał, została tylko obrona. Praca latami czekała, schowana w szafce w gabinecie w zoo. - Myślałem, że rychło to zrobię, ale pochłonęły mnie obowiązki tutaj - mówi i dodaje, że pracę w końcu… zniszczył.

Zaangażowanie w modernizację zoo przypłacił zawałem serca - po piętnastu latach na pełnych obrotach organizm odmówił posłuszeństwa. Dyrektorowi, jego pracownikom i rodzinie strach zajrzał w oczy. Ale Skotnicki z zawału się wylizał i nie zniechęciło go to do dalszych działań. Ciągle na wysokich obrotach.

Wolnego czasu ma jak na lekarstwo, ale gdy już go znajdzie - to pisze książki. Dr Skotnicki na koncie ma wiele publikacji naukowych i książek o krakowskim ogrodzie. Dyrektor całymi dniami duma nad kolejnymi zmianami w zoo.

Bo - jak twierdzi - w głowie ma gotowy projekt. - Muszę tylko znaleźć sposób, by go zrealizować.

Paulina Padzik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.