Julia Kalęba

Jubilerska robota. Przenoszą dziecięce rysunki na biżuterię

Sabina i Piotr Białkowie Fot. archiwum Sabina i Piotr Białkowie
Julia Kalęba

Sabina i Piotr Białkowie wymyślili, jak z kawałka srebra zrobić coś wyjątkowego. Od roku rysunki dzieci utrwalają na naszyjnikach, kolczykach, spinkach i pierścionkach. Robią to, co bardzo lubią, a na dodatek - jeszcze na tym zarabiają

Śmieją się, że ich pasje są trochę na przekór naturze: on - 1,93 m wzrostu, zawodowo związany z biżuterią, w kawałku srebra rzeźbi milimetrowe znaczki. Ona (1,58 m), w wolnej chwili szyje -geometryczne, pudełkowe suknie, sukienki, spódnice.

W domu słychać radosne: aha! Sabina i Piotr Białkowie właśnie odgadli kształt kolejnego naszyjnika, który powstanie w ich małej pracowni.

- Niedawno dostaliśmy obrazek, na którym był namalowany tata i helikopter. I naprawdę nie było wiadomo, który to tata, a który helikopter. Sabina mówi, że bardzo ważna jest interpretacja. - O tym, co znajduje się na dziele - bo każdy rysunek dziecka jest dziełem - rozmawiamy z rodzicami. Oni zwykle wiedzą, co dokładnie ich maluch miał na myśli - przyznaje.

Portret

Pierwszy rysunek na srebrną blachę Piotr Białek przeniósł rok temu. Wszystko wyszło bardzo spontanicznie: ich syn, Julek, wtedy czteroletni, narysował swoją mamę. Ale nie tak, jak zawsze. Ta mama była prawdziwsza, miała grube okulary i postawione na baczność krótkie włosy.

- Spojrzałam na ten rysunek z niedowierzaniem, że moje dziecko narysowało coś, co faktycznie przypomina mnie. Piotr widział, że się wzruszyłam i wziął obrazek do swojej pracowni - wspomina.

Po jakimś czasie wrócił z gotowym srebrnym wisiorkiem, który w kształcie idealnie odwzorowywał portret namalowany na kartce papieru.

- Zamarłam z wrażenia, bo to był najpiękniejszy prezent w życiu. Uśmiech od ucha do ucha, łzy wzruszenia i jedna myśl: cudnie jest być mamą! Od tej pory Sabina nie zamienia go na żaden inny.

Szybko okazało się, że o takim prezencie marzy więcej rodziców. Po opublikowanym na Facebooku poście zaczęły się telefony, maile. Przyjęli pierwsze zamówienia. To był strzał w dziesiątkę. Na początku mamy zamawiały dla siebie srebrne naszyjniki, ale wkrótce pojawiły się pytania o kolczyki i spinki do mankietów, bransoletki. Dziś robią zamówienia na każdą okazję i dla wszystkich członków rodziny - na 18. urodziny siostry, 20-lecie ślubu rodziców, czy 60. urodziny babci.

- Kiedyś dostaliśmy zamówienie od kobiety, która po trzydziestu latach odnalazła w piwnicy swój rysunek z dzieciństwa, na którym byli namalowani jej rodzice. Podarowała im ten naszyjnik z okazji Dnia Matki.

Liczy się detal

W Białek Design studio każda kreska i każde kółko na wisiorku powstają ręcznie. Piotr wchodzi do swojej pracowni i siada za dużym biurkiem, na którym leży cała gama narzędzi.

Ma ich kilkadziesiąt, a każde służy do czego innego. Tym z ostrym końcem nakreśli kształt, a leżącą tuż obok piłką wytnie go. Nie przygotowuje żadnych dodatkowych wizualizacji. Jedynym projektem jest rysunek dziecka. I taki właśnie przenosi na srebro.

Sabina i Piotr Białkowie
archiwum Białkom bardzo zależyna zachowaniu każdego najdrobniejszego detalu

Jest wycinanie postaci z rysunku w srebrnej blaszce, szlifowanie, polerowanie, lutowanie...

Każdy etap ma swój czas. Najprostszy naszyjnik jest gotowy po jednym dniu, trudniejsze wymagają kilku.

Piotr mówi wprost: - Wszystko zależy od ilości detali. Wymagają ode mnie ogromnej precyzji, skupienia, cierpliwości. Czasem, zwłaszcza przy tych najdrobniejszych szczegółach, marzy mi się, żeby pomógł mi krasnoludek. Ale pomoc nie nadchodzi, więc dłubię sam - żartuje.

A na zachowaniu każdego najdrobniejszego detalu Białkom zależy bardzo.

O tym, jakie są one ważne, przypomina im za każdym razem Julek.

- Wiemy, że jeśli narysowana mama ma włosy spięte w wysoki kucyk, to znaczy, że ten kucyk jest tam konieczny. Kiedy jedna noga jest krótsza od drugiej - tak też musi zostać. A jeśli żyrafa ma dziewięć łat, tyle samo będzie miała na naszyjniku. Odzwierciedlamy rysunek, wizję dziecka w możliwie najbardziej dokładny sposób - mówią Białkowie.

Zdarza się, że pewnych elementów nie da się przełożyć na blachę, bo zwyczajne narzędzia na to nie pozwalają; nie ma tak małych. Dlatego zawsze dopytują klientów, co na rysunku jest najważniejsze i na co warto zwrócić uwagę. Nie można odejść od zamysłu dziecka. Czasem klienci chcą, aby do tego dodać kamienie szlachetne albo jeszcze pozłocić całość. Tu nie ma ograniczeń.

Historie z obrazka

Sabina opowiada: - Dwie siostry zawsze rysowały wspólny, charakterystyczny tylko dla nich motyw: serduszko z czapką na nartach. Podobno rodzina, koleżanki, koledzy, widząc obrazek z oryginalnym rysunkiem, od razu wiedzieli, kto miał z nim do czynienia. Rysunek dotarł też do nas i powstał z niego naszyjnik. Okazało się, że to prezent z okazji ślubu jednej z sióstr.

- Dostaliśmy też obrazek - na pierwszy rzut oka zwykłe serce. Ale to było serce, które przez trzynaście lat, zafoliowane, trzymano w portfelu. Musiało być bardzo ważne - dodaje Sabina. - Innym razem dostaliśmy rysunek kotka, który jakiś czas temu odszedł. Wnuczka chciała biżuterią poprawić babci humor.

Kiedy poznaje się takie opowieści, aż chce się siedzieć z narzędziami. Nie spać, pracować w dzień i po nocach, dłubać, odrysowywać. - Wnuczce zrobiliśmy kotka z merdającym (ruchomym) ogonem. Przyjemne jest to, że możemy dodać jakiś efekt od siebie, nie zmieniając projektu - przyznają.

Reakcje odbierających gotowy naszyjnik zwykle są podobne: kompletne zaskoczenie. - Niedawno spotkaliśmy się z klientką, by wręczyć jej biżuterię osobiście. Kiedy otworzyła pudełko, popłakała się, nic nie była w stanie powiedzieć. Z rysunkami są związane tak mocne uczucia, że reakcje tych osób są bardzo spontaniczne. W tym pudełeczku był naszyjnik z rysunku namalowanego przez jej syna Krzysia - opowiadają.

Nikt takiego nie ma

Mówią, że każda okazja jest dobra, żeby rysunek dziecka umieścić na czymś trwałym. Czymś, co nie pomnie się w portfelu, co nie zgubi się w stercie papierów. Oprócz materiału wyjątkowe jest miejsce. Projekt dziecka jest zawsze blisko, na wyciągnięcie ręki, na szyi.

Sabina i Piotr Białkowie
archiwum W Białek Design studio każda kreska i każde kółko na wisiorku powstają ręcznie

Sabina powtarza, że najważniejsze jest jedno: nikt inny na świecie nie ma identycznego naszyjnika. - Nawet z tego samego rysunku nie jesteśmy w stanie stworzyć dwóch takich samych wisiorków, w końcu wszystko jest robione ręcznie.

- Zdarzyło nam się kilka razy odmówić. Zazwyczaj wtedy, gdy rodzice przesyłają mało czytelny rysunek. Czasem dzieci po prostu rysują wiele kresek, nałożonych na siebie, których nie da się dokładnie wyciąć w srebrze - przyznają. Wtedy są dwa wyjścia: rodzice albo przesyłają inny, wyraźniejszy rysunek, albo czekają, aż ich maluch trochę podrośnie. Ale jeśli widzą, że rysunek przypomina mamę, brata, żyrafę, mogą przesłać go do Białków. A ci zauważą, że wszystko zaczęło się od kreski. Potem kółko, kilka linii odchodzących w każdą stronę, podkręconych na końcu. Cztery krótsze kreski - to ręce i nogi, i jeszcze dwa mniejsze kółka - oczy...

Julia Kalęba

Dziennikarka działu Magazyn "Gazety Krakowskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.