KLIKA, czyli siła ducha i moc ciała

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Nicole Makarewicz

KLIKA, czyli siła ducha i moc ciała

Nicole Makarewicz

Uważają, że wózek inwalidzki nie powinien przeszkadzać w realizacji marzeń. By to udowodnić, trójka niepełnosprawnych, wraz z przyjaciółmi ze stowarzyszenia „Klika”, wybrała się na wyprawę na Krywań.

Andrzej na co dzień porusza się na wózku, bo choruje na dziecięce porażenie mózgowe. Mimo to dotarł na szczyt Krywania, góry mierzącej 2495 metrów n.p.m. Nie mógłby tego osiągnąć gdyby nie przyjaciele.

Na plecach, w prowizorycznym plecaku, zanieśli go na szczyt koledzy z Katolickiego Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół „Klika” z Krakowa.

„Klikowicze” są w Polsce pionierami. Na Krywań wnieśli jeszcze Magdę i Anię. W tym roku po raz trzeci wybiorą się w wysokie góry. Po to, by znów dać szansę zaczerpnięcia świeżego górskiego powietrzem tym, którzy jeszcze niedawno o tym nawet nie marzyli.

- Możliwe, że pomysły były wcześniej, ale jedno z pierwszych wejść zainicjował Marek Klimczak - opowiada Maciej Lewicki, w „Klice” od czterech lat.

KLIKA, czyli siła ducha i moc ciała
archiwum

Ze stowarzyszeniem połączyła go msza w kościele Dominikanów. Tam usłyszał o „Klice”, pojechał na rekolekcje do Jamnej i od razu mu się spodobało. Zaczął jeździć też na Wielką Polanę koło Sidziny. Tam „Klikowicze” spotykają trzy razy w ciągu roku.

- Kiedy tam jeździliśmy, pełnosprawni wchodzili na Babią Górę lub inne szczyty. Ale wózkowicze też chcieli wejść - mówi Maciej. W „Klice” wychodzi się z założenia, że jeżeli osoba pełnosprawna może coś zrobić, to niepełnosprawna też. - Nie ma podziału na nas i na nich - tłumaczy wolontariusz.

Łatwo się mówi, ale założenia trudniej wcielić w życie.

Nadeszła pierwsza próba zabrania wózkowicza na szczyt - Turbacz.

Trzeba było wymyślić w jaki sposób przetransportować na wierzchołek Beatę Cichy. Wpadli na pomysł, by zrobić nosidełko z plecaka górskiego, półki z lodówki Mińsk i uprzęży.

Może nie było najwygodniej, ale pomysł się sprawdził. Całej grupie udało się zdobyć Turbacz. Przełomem była jednak wyprawa na Babią Górę. Wtedy Paweł Jachym, popularny „Pele” , wraz z kilkoma innymi osobami, zabrali na swoich plecach Andrzeja Dukę na sam szczyt. Potem „klikowicze” wyznaczali sobie kolejne wyzwania.

- Nie wiem skąd Paweł wziął pomysł na Krywań. W każdym razie, gdy o tym powiedział, od razu przypomniało mi się jak Justyna Kowalczyk wchodziła na ten szczyt. Pomyślałem sobie „Czy na pewno chcemy się na to porywać”? Wiedziałem, że to będzie duże wyzwanie - przyznaje Maciej Lewicki.

Wózkowiczów na wyprawie było troje. Ania, Andrzej i Magda. -Chętnych na wyprawę było więcej. Tylko, że ze względu na to jakie mają dysfunkcje, nie zawsze możemy wszystkich wziąć.

Kierowaliśmy się też takimi prostymi czynnikami jak waga wózkowiczów. Duże znaczenie miało ich też obycie w górach - komentuje Maciej.

Największe doświadczenie w wyprawach górskich miała Ania. Jej rodzice to pasjonaci. Gdy była mała często zabierali ją na wycieczki w niższe partie gór.

- Zawsze je kochali. Byłam wtedy lżejsza, więc było łatwiej mnie gdzieś zabrać - mówi Ania Dajek. Z czasem, jak dorastała, zabranie jej na wyprawy stawało się coraz trudniejsze.

- Parę lat temu spytałam „Kogoś z Góry”, dlaczego dał mi marzenia, które są dziwne, jak na wózkowicza, i przy tym niemożliwe do realizacji. Dlaczego marzą mi się ścieżki pod górę i ostro w dół, namiot, śpiwór i gwiazdy świecące w ciemnościach?

Dlaczego nie mogę być domatorką, która kocha siedzieć w domu i czytać książki?” - pisze na blogu Ania. „Klika” pokazała jednak, że da się zrealizować marzenia o wyprawach górskich.

Dla Magdy wyprawa na Krywań była pierwszą w górach.

- Przy Magdzie było nas siedmioro, w tym jedna dziewczyna. Przy Ani było pięć osób, Andrzeja również niosło kilku „szerpów”- tłumaczy wolontariusz.

KLIKA, czyli siła ducha i moc ciała
archiwum
KLIKA, czyli siła ducha i moc ciała
archiwum

Niosący walczyli ze swoimi możliwościami. Co chwilę zmieniała się osoba, która niosła plecak z pasażerem. Rekord niesienia przez jedną osobę wynosił 15 minut.

Ania trochę się bała, ale odwagi dodawała jej myśl, że przyjaciele z Kliki idą dla niej. Nie chciała też rezygnować z możliwości zobaczenia wspaniałych tatrzańskich widoków. Wózkowicze uczestniczą również w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej - w zeszłym roku jej długość wynosiła 54km.

- Andrzej mówi, że teraz chce wejść na Rysy. Nie wiem czy to się uda, ale może... O wszystkim powiemy w odpowiednim czasie - kończy tajemniczo Maciej Lewicki.

Nicole Makarewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.