Kobieta na Dachu Świata. Czego uczy Tybet? Rozmowa z Mają Wolny

Czytaj dalej
Anna Piątkowska

Kobieta na Dachu Świata. Czego uczy Tybet? Rozmowa z Mają Wolny

Anna Piątkowska

Maja Wolny wyruszyła w samotną podróż pociągiem do Tybetu. Dziesięć tysięcy kilometrów, pięć przejść granicznych, osiem stref czasowych. Z tej przygody powstała książka „Pociąg do Tybetu” (wyd. Mando).

Wcześniej pewnie wyruszałaś na tę wyprawę wiele razy w głowie?
Myślałam o tej podróży od pięciu lat. Jeszcze kilka lat temu mieszkałam na zachodzie Europy i podróżowałam głównie w tamtym kierunku. Pięć lat temu postanowiłam wrócić do Polski. Gdy długo się mieszka w równinnym miejscu na Zachodzie, w takiej na przykład Flandrii - ładnie zagospodarowanej, pełnej podobnych do siebie domków i eleganckich obejść - zyskuje się poczucie, że człowiek jest panem świata, że to on nim rządzi. Im dalej na Wschód, tym bardziej to przeświadczenie wydaje się złudne, śmieszne. Pierwszą samotną podróż odbyłam w 2016 roku na Syberię. Miałam poczucie, że wjeżdżam w zupełnie inną rzeczywistość i bardzo chciałam dotrzeć jeszcze dalej.

Wówczas na Syberię i teraz do Tybetu wybrałaś się pociągiem.
Kolej to zupełnie inny sposób zdobywania przestrzeni. Zanurzamy się w niej powoli, stopniowo. Nasze zmysły mają czas, żeby się przestawić. Samoloty odebrały nam radość powolnego podróżowania, obserwowania zmieniających się krajobrazów. Gdybym zdecydowała się na samolot, dotarłabym z Warszawy do Tybetu w kilkanaście godzin. Podróż Koleją Transsyberyjską, Transmongolską i Tybetańską zajmuje dwa tygodnie.

Gdy mieszka się na Zachodzie, ma się poczucie, że człowiek jest panem świata. Im bardziej na Wschód, tym bardziej to śmieszne

Formalności to zapewne spore wyzwanie?
Przygotowania trwały prawie rok. Załatwianie samych formalności - kilka miesięcy. Na dokumenty czeka się po kilka tygodni - to wyzwanie logistyczne, bo do jednego paszportu trzeba zebrać wszystkie wizy i pieczątki, w końcu podróż wiedzie przez kilka krajów: Białoruś, Rosję Mongolię, Chiny. Tybetański Region Autonomiczny również rządzi się swoimi prawami - trzeba mieć odrębne pozwolenie, wydawane dopiero po uzyskaniu chińskiej wizy. Trzeba się tym wszystkim zająć minimum dwa miesiące przed podróżą.

Na co jeszcze warto się przygotować?
Na to, że w chińskiej ambasadzie składa się fikcyjny plan podróży po Chinach, nie wspominając o Tybecie. Dopiero po uzyskaniu pieczątki w paszporcie można się starać o tzw. „Tibet permit”, czyli dokument umożliwiający pobyt w Tybetańskim Regionie Autonomicznym. Wiedziałam, że w samych Chinach spędzę zaledwie dwa dni, ale składałam do ambasady absurdalny opis wyjazdu do Szanghaju, którego w ogóle nie planowałam odwiedzić. Wszystko po to, żeby szybko i bez kłopotów dostać wizę. Hipokryzja polega na tym, że Chińczycy świetnie zarabiają na tybetańskiej turystyce.
Ta gra pozorów ma uzmysłowić, kto tak naprawdę rządzi, być może również zniechęcić biedniejszych podróżników. Wyjazd do Tybetu to kosztowna sprawa, wydatek minimum sześciu tysięcy złotych. Po otrzymaniu chińskiej wizy można się skontaktować z lokalnym biurem podróży (zarządzanym przez Chińczyków) i ustalić trasę podróży po Tybecie. Po Dachu Świata można się poruszać na podstawie wcześniej ustalonego planu. Jeśli komuś się wydaję, że pojedzie do Tybetu, zwiedzi to i owo, wejdzie na Mount Everest, powłóczy się po wioskach nomadów, to muszę ostrzec: to nie wchodzi w rachubę. Byłoby to niebezpieczne dla podróżnika, ale przede wszystkim dla miejscowej ludności, która spotkałaby się z represjami ze strony władzy. W tej części świata nie istnieje coś takiego jak swoboda podróżowania, trzeba mieć przewodnika i najczęściej także kierowcę, a to już się robi kosztowne. Bez eskorty można się poruszać jedynie po stolicy, Lhasie, ale to swoboda złudna, bo wszędzie ma się wlepione w siebie oczy Wielkiego Brat, a każdy Europejczyk wyróżnia się w tłumie.

Czytaj dalej.

Pozostało jeszcze 70% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 12,30 zł co 5 dni.

    już od
    12,30
    /5 dni
Anna Piątkowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.