Paweł Gzyl

Kochają go dorastające dziewczyny na całym świecie

Paweł Gzyl

Nastolatki rzucają w czasie jego koncertów na scenę ulubione pluszaki. Pewnie będzie tak też w Krakowie, gdzie Bieber wystąpi 11 listopada

Być może dla starszego pokolenia jest to anonimowa postać. „Któż to ten Bieber?” - zastanowi się niejedna osoba. Ale wystarczy spytać kogoś młodszego - wnuczki lub wnuczka, córki lub syna - i wszystko będzie jasne. „To największa gwiazda muzyki pop!” - usłyszymy wtedy w odpowiedzi.

I rzeczywiście: młodziutki piosenkarz jest obecnie największym idolem nastolatków. W najbliższy piątek w ramach swej światowej trasy koncertowej zaśpiewa w Krakowie. Wszystko wskazuje na to, że Tauron Arena przeżyje prawdziwe oblężenie, bo aby zobaczyć swego idola, przyjadą fanki i fani z całej Polski. Oczywiście przede wszystkim będą to młode dziewczyny zakochane w przystojnym Kanadyjczyku, które on nazywa pieszczotliwie „beliebers”.

Choć wokalista jest słuchany głównie przez nastolatki, to w przemyśle muzycznym jest traktowany z takim samym podziwem i szacunkiem jak jego starsi koledzy i koleżanki. Nic dziwnego: w ciągu ośmiu lat kariery sprzedał ponad 100 milionów swoich płyt na całym świecie, co stawia go w rzędzie z najpopularniejszymi artystami muzyki pop wszech czasów.

Amerykański magazyn „Forbes” trzy raz pod rząd - od 2011 do 2013 roku - uznawał Justina Biebera w swoim podsumowaniu za „najbardziej wpływowego celebrytę” na świecie. I pomyśleć, że piosenkarz ma dopiero 22 lata.

Ubogie dzieciństwo

Matka przyszłego gwiazdora miała wyjątkowo ciężkie życie. Opisała je niedawno w bestsellerowej autobiografii „Nowhere but up”, z której można się było dowiedzieć wiele szokujących szczegółów. Pattie Mallette przez całe dzieciństwo doświadczała molestowania seksualnego - po raz pierwszy, kiedy miała zaledwie trzy lata. Nic więc dziwnego, że będąc nastolatką, uciekła z domu, zaczęła zażywać narkotyki, utrzymywała się ze sklepowych kradzieży i w końcu próbowała popełnić samobójstwo.

Otarcie się o śmierć sprawiło, że nawróciła się na wiarę chrześcijańską. Mimo to utrzymywała nadal bliskie kontakty ze swym dawnym chłopakiem - Jeremym Bieberem. Z tego związku niebawem na świat przyszło jedyne dziecko Patti - syn Justin - którego urodziła, mając zaledwie 18 lat. Para młodych rodziców szybko się rozstała. Matka musiała wychowywać syna z pomocą swych rodziców, sama imając się różnych, słabo płatnych prac.

Nic więc dziwnego, że dzieciństwo małego Justina było dosyć ubogie. Mimo to był otoczony miłością bliskich - i nawet miał bliski kontakt z ojcem, który, choć założył nową rodzinę i dorobił się innych dzieci, nie zrezygnował ze spotkań z pierworodnym. Matka posłała Justina do katolickiej szkoły - co sprawiło, że przekazana mu przez nią wiara została ugruntowana. I do dzisiaj piosenkarz deklaruje się jako osoba religijna - choć oczywiście ma na te kwestie własny pogląd.

- Samo chodzenie do kościoła nie czyni cię chrześcijaninem. Myślę, że chodzenie do kościoła łączy się z byciem we wspólnocie. Po to jesteśmy na świecie, aby mieć poczucie więzi, kiedy czujemy się zagubieni. Jak powiedziałem, nie musisz chodzić do kościoła, by być chrześcijaninem. Czy jeśli chodzisz do Taco Bell, to czyni cię to taco? - mówi w magazynie „Complex”.

Internetowa popularność

Początkowo, jak każdy młody Kanadyjczyk, również Justin pasjonował się hokejem. Dopiero potem odkrył w sobie pasję muzyczną. Ponieważ chciał uczyć się gry na różnych instrumentach, matka, wierząc w talent syna, zapisywała go na kolejne kursy i kupowała kolejne instrumenty. Dzięki temu chłopak opanował grę na trąbce, gitarze, fortepianie i perkusji.

Kiedy osiągnął pełnoletność, zaczęły się mnożyć skandale z jego udziałem

Mając 11 lat, Justin postanowił wystąpić w lokalnym konkursie wokalnym organizowanym w jednym z miejscowych klubów. Chłopak zajął drugie miejsce - a matka, która sfilmowała występ syna, opublikowała potem swoje wideo w serwisie YouTube. Choć przeznaczone ono było tylko dla przyjaciół i rodziny, okazało się, że chętnie oglądają je również osoby spoza tego kręgu. Dlatego kontynuowała umieszczanie w serwisie filmów, na których Justin wykonywał covery różnych piosenek. W ten sposób chłopak stał się sławny wśród internetowej społeczności. W końcu zainteresowali się nim przedstawiciele branży muzycznej.

- Robił coś innego. Był atrakcyjnym białym dzieciakiem śpiewającym pełne emocji hity R & B. To odróżniało go od pozostałych, bo nikt nie nagrywał tego typu coverów. Jednak równie ważnym czynnikiem było to, że wierzyłeś tym piosenkom - ich wykonania były prawdziwe. Dlatego chciałeś usłyszeć więcej - mów Chris Hicks z koncernu Island, który jako pierwszy zwrócił uwagę na utalentowanego nastolatka.

Idol do przytulania

Przedstawiciele wytwórni płytowej odwiedzili miasto, w którym mieszkał Justin - i obejrzawszy jego występ w jednym z klubów, zaproponowali kolejne przesłuchanie już w Los Angeles. Tam młody chłopak stanął przed jedną z gwiazd „czarnej” muzyki R & B - Usherem - i wykonał swoje ulubione piosenki. Jego starszy kolega był zachwycony i dzięki temu, mając zaledwie 14 lat, młodziutki Kanadyjczyk podpisał swój pierwszy w życiu kontrakt płytowy.

W 2008 roku ukazały się pierwsze nagrania Justina - „One Time”, „One Less Lonely Girl”, „Love Me” i „Favorite Girl”. Każde stawało się coraz większym przebojem. Okazało się, że młode dziewczyny na całym świecie czekają na takiego właśnie idola - nastoletniego, ładniutkiego, słodkiego, sympatycznego, który może im zastąpić przytulanki i pluszaki, gdy zmieniają się z dzieci w nastolatki.

Nic więc dziwnego, że Justin z dnia na dzień stał się wielką gwiazdą muzyki pop i już rok pod debiucie śpiewał „Someday At Christmas” Steviego Wondera przed Barackiem i Michelle Obamami.

- Mama jednak nadal krótko mnie trzyma. I to się nie zmieniło, mimo że jestem międzynarodową gwiazdą. Nadal muszę sprzątać swój pokój. Mam wyznaczoną godzinę, do której mogę surfować po internecie, i tego typu rzeczy. Ale mama jest moją największą fanką. Była nią nawet wtedy, kiedy byłem jeszcze dzieckiem - opowiada na swym oficjalnym polskim blogu.

Publiczne dojrzewanie

Szaleństwo na punkcie młodego gwiazdora z miesiąca na miesiąc przybierało coraz większe rozmiary, podczas koncertów przeradzając się w dziewczęcą histerię niczym za czasów The Beatles. Fanki były gotowe zrobić dla swego idola wszystko: podczas każdego występu na scenę leciały nie tylko kwiaty, zabawki, pluszaki, ale też biustonosze i majtki. Dziewczyny rozbierały się w trakcie koncertów i informowały Justina za pomocą wielkich transparentów, że tylko czekają na jego zaproszenie za kulisy.

- Jestem romantykiem! Młodość to fajny czas, gdyż zakochujesz się bez zobowiązań. Mama nauczyła mnie, jak traktować kobiety. Wychodzenie z dziewczyną i dobre jej traktowanie sprawia mi przyjemność. Każda dziewczyna zasługuje, aby czuć się jak najważniejsza kobieta na świecie - kokietował tymczasem piosenkarz w wywiadzie dla magazynu „In Touch”.

Z czasem Justin znalazł tę jedyną - okazała się nią starsza od niego o dwa lata, ale wciaż młodziutka gwiazda pop o latynoskich korzeniach Selena Gomez. Trudno dziś dociec, czy był to autentyczny związek czy też biznesowa „ustawka”, zaaranżowana przez menedżerów obu gwiazd, aby zwiększyć zainteresowanie mediów i publiczności ich podopiecznymi. Nic więc dziwnego, że związek nie przetrwał długo - para wokalistów rozstała się dwa lata temu.

- Kiedy budujesz swoją wartość na związku z drugą osobą, to ludzie zwykle cię rozczarują. Twoja tożsamość nie może być oparta na tej osobie, z którą jesteś. A moja była oparta na jej, a jej na mnie - spuentował Justin swój romans z Seleną.

Być może to zerwanie z Gomez sprawiło, że piosenkarz rzucił się w wir imprez. Wkrótce do mediów zaczęły napływać coraz to bardziej zaskakujące wieści o wyczynach gwiazdora. Najpierw przyłapano go, jak sikał do kubła pod jednym z nocnych klubów, potem okazało się, że po przylocie do Amsterdamu palił marihuanę. Z kolei na Ibizie wdał się w awanturę z aktorem Orlando Bloomem, a w Berlinie wybuchł skandal, kiedy chciał zabrać z Niemiec do Ameryki małą małpkę.

- Trochę się buntowałem. Byłem zbyt pewny siebie. Nie mam bowiem obecnie wokół siebie nikogo, kto by mnie sprawdzał - tłumaczył się potem w wywiadzie dla „Seventeen”.

Cóż - to zrozumiałe. Justin po prostu przeszedł normalną dla jego wieku fazę buntu. Dziś wydaje się bardziej zainteresowany swoją dorosłą karierą. Wydany w zeszłym roku album „Purpse” wskazuje, że jest na najlepszej drodze, aby dogonić starszych kolegów po fachu - Justina Timberlake’a czy Bruno Marsa. Czy potwierdzi to jego piątkowy koncert w Krakowie? Przekonamy się już niebawem!

Alfabet Justina Biebera

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.