Kraków. Handlarka nadzieją. Potrafiła naciągać nawet w więzieniu

Czytaj dalej
Artur Drożdżak

Kraków. Handlarka nadzieją. Potrafiła naciągać nawet w więzieniu

Artur Drożdżak

Oszukałam zabójczynię oraz moją kuzynkę - nie kryła na przesłuchaniu oskarżona 50-letnia Anna H. Poruszała się na wózku inwalidzkim po ciężkim wypadku samochodowym, ale jeden ze świadków widział, jak w celi krakowskiego więzienia wstała i poszła pod prysznic.

Oszuści są niczym handlarze marzeń, którzy obracają niezwykle ulotnym towarem. Obiecują spełnienie planów, rysują wspaniałe perspektywy życia, kreślą wizję cudownych doznań i dają ludziom promyk nadziei i odrobinę szczęścia. Co biorą w zamian?

Oszczędności naszego życia, twardą walutę, klejnoty, czyli rzeczy, których do grobu ze sobą nie zabierzemy. 50-letnia Anna H. była w tym mistrzem.

W ciasnej celi aresztu śledczego na ul. Montelupich w Krakowie siedziała ze skazaną na dożywocie Bogumiłą W. 56-latka odbywała karę za podwójne zabójstwo na terenie Austrii. W 2012 r. otruła dwóch bogatych emerytów, by przejąć ich majątek.

Zgodziła się wyrok odsiedzieć w Polsce, choć już na miejscu zorientowała się, że luksusy to miała raczej w austriackim więzieniu. Polskę opuściła kilka lat wcześniej. Urodziła się Gorlicach, ale wychowała się i z rodziną mieszkała w Tuchowie pod Tarnowem.

W celi nr 130 krakowskiego aresztu pochlipywała cicho w kącie i mocno przeżywała to, że w takich warunkach przyjdzie jej spędzić resztę życia.

- Nie mam nadziei na wcześniejsze wyjście na wolność... - westchnęła w rozpaczy. Anna H. nadstawiła ucha, bo słowem nadzieja umiała handlować znakomicie. Wiedziała, że obietnicę lepszego życia ludzie są w stanie zapłacić każdą cenę. A optymistyczne prognozy to był jej żywioł. Jak się ma spędzić resztę swoich dni za kratkami to cena nadziei gwałtownie rośnie.

Zaczęło się urabianie ofiary, Anna H. rzuciła niby od niechcenia, ze zna wpływowego polityka, który mógłby pomóc zabójczyni. Po kilku dniach wymieniła jego nazwisko - Andrzej Kosiniak Kamysz - i nawet pokazała go w telewizji.Pomocny polityk PSL.

- To mój znajomy, wiele może - wskazała głową. Faktycznie to były minister zdrowia, wpływowy polityk PSL w Małopolsce i w kraju, ojciec obecnego lidera ludowców Władysława Kosiniaka Kamysza. Anna H. Chwaliła się, że zna mężczyznę ze wspólnych imprez.

Urodziła się w Dąbrowie Tarnowskiej, Andrzej Kosiniak Kamysz pochodził z tamtej okolicy, więc opowieść kobiety o bliskiej znajomości brzmiała dość wiarygodnie. Dla każdego oszusta legenda, by zyskać zaufanie to podstawa sukcesu.

Anna H. zasiała ziarenko nadziei i zaczęła przekonywać koleżankę z celi, że jej ułaskawienie jest możliwe. Wiedziała, że dla osoby z takim wyrokiem słowo wolność znaczy najwięcej. Padła kwota potrzebnych 100-150 tys. zł, by wszystko „załatwić”. To ulubiony zwrot oszustów.

Kryje w sobie machlojki, które robi się w sekrecie i bez świadków. Potem Anna H. okazała swoją wspaniałomyślność i przyznała, że ułaskawianie od dożywocia jest tańsze. Wyceniła je na 40 tys. zł. Tyle Bogumiła W. była już w stanie wysupłać. Podała oszustce telefon do syna Michała. Zadzwonił do niego Jan Z., partner oszustki i wstępnie przedstawił sytuację. Dalej akcja rozgrywała się poza murami więziennymi.

Michał W. początkowo wątpił w sukces ułaskawienia, ale zmienił zdanie po widzeniu z matką w więzieniu. Z przerażeniem dostrzegł, że była w opłakanym stanie psychicznym. Żaliła mu się, że Anna H. w każdej wolnej chwili bombarduje ją opowieściami o ułaskawieniu. Potrafiła ją budzić ze snu w nocy i powtarzała, że „jest jedyną szansą” na wolność dla zabójczyni.

Michał W. zeznał, że jego matka widziała, że w celi Anna H. po tygodniu pobytu wstała i poszła pod prysznic. I doskonale sobie radziła na własnych nogach.

Michał W. wiele razy rozmawiał o tym z Janem Z. Ujął go prawniczy język, jakim posługiwał się rozmówca. - Był miły, rzucał paragrafami i stwarzał wrażenie znawcy prawa karnego. Nosił się jak dyplomata - zapamiętał syn zabójczyni.

Chciał za wszelką cenę ratować matkę i przyznał się Janowi Z., że już zgromadził potrzebną gotówkę. Wysoki, szczupły 60-latek radził wtedy Michałowi W., by sobie dał spokój z adwokatami. Jeśli dostanie 40 tys. zł to przez pośredników i przy wsparciu polityka PSL sprawa ułaskawienia jest możliwa do załatwienia.

- Najpierw będzie zamiana wyroku dożywocia na karę 25 lat więzienia. Dopiero potem wniosek o ułaskawienie trafi do działu prawnego w kancelarii prezydenta RP i tam dojdzie do „przepchnięcia sprawy” - opowiadał Jan Z. Umówili się na na ul. Kamiennej na parkingu przed Politechniką Krakowską. 25 lutego 2015 r. Jan Z. zjawił się o umówionej porze.

Wsiadł do skody, którą przyjechał Michał W. Pieniądze schował do kieszeni kurtki, a gdy wysiadł został zatrzymany przez policjantów. Dopiero po chwili zorientował się, że jest ofiarą kontrolowanego wręczenia łapówki. Przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat.

- Nie miałem możliwości załatwienia tej sprawy. Konfabulowałem, powoływałem na Kosiniaka Kamysza, bo słyszałem o nim w mediach i chciałem być wiarygodny - opowiadał na przesłuchaniu. Anna H. także potwierdziła udział w oszustwie, ale nie chciała mówić o szczegółach. Przyznała się także do drugiego zarzutu.

Oszukała swoją kuzynkę na 450 tys. zł. Anna R. uwierzyła jej, ze pomoże załatwić sprawę spadkową po bracie. Przez 4 lata dawała na ten cel gotówkę, lub przelewała kwoty na konto. Z oszczędności, pobranych kredytów, pożyczek od rodziny.

- Gdy się dopytywałam co ze sprawą spadkową słyszałam, że zmienił się sąd, referent sprawy, adwokat i że trzeba płacić, bo inaczej cała kwota przepadnie - zeznała Anna R., nauczycielka. Wierzyła oszustce, która łgała, że pracuje w kancelarii prawnej i ma znajomości w wymiarze sprawiedliwości.

Faktycznie była emerytką, wdową, matką czwórki dzieci i co typowe dla oszustów: bez żadnego majątku. Kolejny wyrok bez zawieszenia Kartę karną miała przebogatą. Ostatnio odbywała wyrok 5 lat i 8 miesięcy. Za oszukanie zabójczyni i kuzynki dostała 2 lata 8 miesięcy. Konflikty z prawem miała od 15 lat i kolejne skazania traktowała z przymrużeniem oka, bo miała i inne problemy.

W 1997 r. w wypadku samochodowym doznała urazu kręgosłupa i stale poruszała się na wózku inwalidzkim. Także w celi.

Przeszła kilka operacji, w tym wszczepienie stymulatora rdzeniowego, bo miała niedowład kończyn dolnych. Swoją niepełnosprawność potrafiła wykorzystać w dokonywaniu oszustw, bo któż nie uwierzy osobie kalekiej tak poszkodowanej przez los?

Czy nabrała też wymiar sprawiedliwości? Michał W. zeznał, że jego matka widziała, że w celi Anna H. po tygodniu pobytu wstała i poszła pod prysznic. I doskonale sobie radziła na własnych nogach.

Artur Drożdżak

Dziennikarz zajmujący się sprawami sądowymi i prawnymi specjalizujący się w zagadnieniach karnych. Częsty uczestnik rozpraw w sądach na terenie całej Małopolski, głównie w Krakowie, Tarnowie i Nowym Sączu. Były wykładowca dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Pedagogicznym i Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

obniżka -50% na Czarny Weekend

30-dniowy dostęp do Gazety Krakowskiej online

12,00 24,00

Czarny weekend trwa! Do 29.11 kup prenumeratę cyfrową za połowę ceny i ciesz się dostępem do aktualnego wydania gazety bez wychodzenia z domu.

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.