Magda Hejda

Krakowska Wigilia z dogiem Stefkiem

Beata i Grzegorz, gdy jeszcze byli zdrowi i Stefek Fot. Archiwum Beata i Grzegorz, gdy jeszcze byli zdrowi i Stefek
Magda Hejda

Na jednym z nowohuckich osiedli zdarza się codziennie przepiękny cud miłości wobec bliźnich

Przed świętami Bożego Narodzenia lubimy pomagać, stajemy się lepsi, bardziej wrażliwi na niedolę innych. Potem wszystko wraca do normy. Tymczasem na jednym z nowohuckich osiedli cud miłości wobec bliźnich i brata mniejszego (choć całkiem dużego) zdarza się trzy razy dziennie, od półtora roku.

Beata, Grzegorz i Stefek

Siedmiomiesięczny dog niemiecki Stefek został zabrany z pseudohodowli. W 2010 r. Beata Traciak przeczytała o nim w internecie. - To był szkielet nie pies, w dodatku bardzo pogryziony - wspomina jej mąż Grzegorz. Ważył 40 kilogramów, u Beaty i Grzegorza przeobraził się w dorodnego doga - 76 kilogramów psiego szczęścia. Stefek stał się częścią ich rodziny. Grzegorz cierpi na reumatoidalne zapalenie stawów, doznał też poważnego urazu kręgosłupa, ale dawali radę. Niestety, choroby coraz bardziej demolowały im życie.

Beata zmagała się z nowotworem, doczekała się w końcu na przeszczep, ale po roku choroba powtórnie zaatakowała, a w dodatku Grzegorz przeszedł wylew. Był nieprzytomny, Beata wyniszczona chorobą nie miała siły wyprowadzać swojego ukochanego czworonoga na spacer. Wtedy przyjaciele w internecie zamieścili prośbę o pomoc dla Beaty i Grzegorza oraz apel: „Zabierz Stefka na spacer!”

Spacerowicze

Na internetowy apel odpowiedzieli obcy ludzie z różnych części Krakowa. Dzięki nim Stefek został w domu ze swoimi opiekunami. Zdarza się, że na spacer z czworonogiem, który mieszka w Nowej Hucie na osiedlu Kalinowym, przyjeżdżają ludzie z Borku Fałęckiego, Brzeska, Zabierzowa. Akcja wyprowadzania trwa już półtora roku. Wszyscy poznali się przez internet, ale pomoc spacerowiczów nie jest wirtualna, wręcz przeciwnie bardzo realna.

Na Facebooku powstał grafik, każdy może się wpisać, każdy może Stefka zabrać na spacer. - Miesięcznie trzeba sto dwadzieścia osób, żeby zagospodarować wszystkie wyjścia Stefka - mówi Piotr Oramus, jeden z koordynatorów grafiku.

Są tacy, którzy wyprowadzili psiaka raz, inni robią to okazjonalnie albo systematycznie. W sytuacjach kryzysowych na FB pojawiają się wpisy: „Środowy spacerek 7 września po południu wciąż wolny... Czy oni mnie jeszcze kochają? - myśli Stefan, patrząc na brzydką dziurę w grafiku” albo „ Macie już plany na wieczór? Jeśli nie, Stefan szuka towarzystwa na spacerek o godzinie 21, DZISIAJ!”, „Czy znajdzie się dobra duszyczka, która przewietrzy Stefanka przed snem?” - po takich anonsach reakcja internautów jest natychmiastowa.

Beata i Grzegorz, gdy jeszcze byli zdrowi i Stefek
Archiwum Spacerowicze

Jeśli czasem ktoś zachoruje, zapomni lub po prostu nawali, inni mobilizują się i przyjeżdżają. Niektórzy „stefkowicze” robią sobie z nim zdjęcia i zamieszczają na stronie: „Beata, Grzegorz i Stefek”. Tak powstaje niesamowity, wirtualny album, świadectwo ludzkiej dobroci i solidarności.

Od czasu do czasu przyjaciele rodziny zbierają te fotografie i publikują pod hasłem „Dobro ma wiele twarzy, a oto jedynie nieliczne z nich!”. Los Stefkowej rodziny stał się ważny dla wielu ludzi z całej Polski, nie tylko dla spacerowiczów. W zeszłym roku, gdy choroba pozbawiła Beatę i Grzegorza środków do życia, niektórzy przekazywali im 1 proc. podatku. Zwierzoluby cały czas pamiętają, że Stefek musi jeść i to w dodatku specjalistyczną karmę, bo stawy olbrzyma odmawiają posłuszeństwa.

Dzięki wsparciu internautów pies ma lekarstwa na serce, stawy i opiekę weterynaryjną. Kiedy Stefkowy wysłużony materac nie nadawał się już do użycia, internautka podarowała mu nowe legowisko. Wielbiciele zamieszczają filmiki, zdjęcia czworonoga i memy z nim w roli głównej. Bohater spacerów pojawia się w kadrze filmu „W pustyni i w puszczy” jako Saba, w „Czterech pancernych” jest Szarikiem, a w czasie Euro 2016 doczekał się selfie z polską reprezentacją piłki nożnej. Ma również zdjęcie z Lechem Wałęsą, Donaldem Trumpem i papieżem Franciszkiem - to ostatnie opatrzone jest komentarzem: „ Stefan podczas prywatnej audiencji połączonej ze spacerem z papieżem Franciszkiem podczas Światowych Dni Młodzieży. A tak naprawdę, to jesteśmy pewni, że papież Franciszek byłby z Was wszystkich dumny - bo najważniejsza jest pomoc, którą ciągle oferujecie”.

Rozstania

W marcu tego roku Beata przegrała walkę z chorobą, ale odchodziła ze świadomością, że jej najbliżsi są w dobrych rękach. Grzegorz i Stefek dzięki wolontariuszom mogą być razem. Do Grzegorza rano przychodzi opiekunka z PCK. Wyprowadzanie psa nie należy do jej obowiązków.

- Na szczęście Grażynka lubi zwierzęta i na spacer zabiera Stefka z własnej woli - mówi Grzegorz. Łagodny olbrzym zawojował jej serce. Potem w ciągu dnia wolontariusze zapewniają mu trzy spacery.

Jesienią tego roku spacerowiczów jakby ubyło, coraz częściej pojawiał się problem z dopięciem codziennej listy. Grzegorz i przyjaciele z ciężkim sercem podjęli decyzję: psu trzeba znaleźć nowy dom.

Fundacja, która zajmuje się zwierzakami takimi jak Stefek, znalazła mu nowych opiekunów. Staruszek trafił do domu, w którym jest jedenaście psów. Na początku zamieszkał z kilkoma suczkami. Prawdopodobnie był w siódmym niebie. Potem opiekunka postanowiła połączyć całe stado, wpuściła do „haremu” Stefka psy. Choć w kościach go strzyka, a na pysku siwy szron, zachował się jak samiec alfa, polała się krew, winowajca ku radości Grzegorza po tygodniu wrócił do domu.

Dopóki sprawca nie zostanie ujawniony, opiekunowie czworonogów powinni być czujni

- Jak zabrali Stefka, dla mnie to był koszmar. Na początku może i trochę od niego odpocząłem, nie musiałem wstawać o kuli, żeby dać mu jeść albo otworzyć drzwi wolontariuszom, ale bez niego zrobiło się pusto, strasznie mi go brakowało - mówi wyraźnie poruszony Grzegorz i dodaje: - Na szczęście wrócił i znów są chętni spacerowicze, grafik do końca grudnia jest zapełniony. Ja go już nigdy nikomu nie oddam, dla nas taka rozłąka to zabójstwo. To jest mój pies. Każdy go może kochać, on cieszy się na widok wszystkich spacerowiczów, ale jego dom jest tylko TU, u mnie.

Tych, którzy chcieliby dołączyć do stefkowej społeczności spacerowej zapraszam na stronę: www.facebook.com/BeataiGrzegorz lub „Beata, Grzegorz i Stefek”. Ci, którzy nie mają dostępu do internetu, mogą umówić się na spacer ze Stefkiem, kontaktując się po świętach z wolontariuszką (tel. 797 780 450).

Wigilia

- Nie spodziewam się żadnego zaproszenia, zresztą nie ma żony, nie ma świąt. Będę tylko z psem. Wolontariusze przyniosą pewnie opłatek, to się podzielimy ze Stefkiem - mówi Grzegorz.

Dodatkowe nakrycie przy stole wigilijnym dla nieznajomego, zbłąkanego przybysza. Piękna polska tradycja. Czasem jednak to już tylko symbol. W niespokojnych, podszytych strachem czasach, gdyby ktoś obcy zapukał do drzwi, ilu z nas ugościłoby go przy wigilijnej wieczerzy?

Nie wiem, ale historia Beaty, Grzegorza i Stefka pokazuje, że wciąż są wśród nas ludzie, dla których puste miejsce przy wigilijnym stole nie jest wyłącznie symbolem. Każdy, kto choć raz zabrał Stefka na spacer, sprawił, że Grzegorz i jego pies dzisiaj w wigilijny wieczór będą razem. To dla nich bardzo smutna wigilia, pierwsza bez Beaty, ale dzięki wolontariuszom mają siebie, nadal są rodziną. Beata gdzieś na chmurce uśmiecha się spokojna o mężczyzn swojego życia.

Życzę wszystkim dobrych świąt - ludziom i zwierzętom, a także spacerowiczom, żeby wytrwali przy Stefku. Zdjęcia spacerowiczów pochodzą ze strony: www.facebook.com/BeataiGrzegorz.

Magda Hejda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.