Krakowska wojna o cenne kamienice i grunty [RAPORT]

Czytaj dalej
Fot. Fot. Anna Kaczmarz
Piotr Rąpalski

Krakowska wojna o cenne kamienice i grunty [RAPORT]

Piotr Rąpalski

Ważą się losy szkoły przy Rzeźniczej i przychodni przy Rogozińskiego. Czy miasto je straci? W toku jest ponad 400 spraw, w których majątek gminy jest zagrożony. Często rękę na nim chcą położyć oszuści.

Tzw. afera reprywatyzacyjna, która wstrząsnęła Warszawą z powodu niejasnych decyzji stołecznych urzędników dotyczących zwrotów publicznych nieruchomości w prywatne ręce, nie dotyczy Krakowa. Nie oznacza to jednak, że pod Wawelem miejski majątek jest bezpieczny. Choć o jego losach decydują sądy, ministrowie, wojewoda (a nie magistrackie urzędy), walka o nieruchomości trwa od lat. I również tu wyroki i decyzje budzą sporo kontrowersji, a miasto traci działki i budynki.

Prywatne osoby, wynajęte kancelarie prawne, ale także oszuści podszywający się np. pod spadkobierców dawnych właścicieli lub twierdzący, że nieruchomości wcześniej kupili, ciągle podważają prawo gminy do zarządzania mieniem.

- Sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, w całej Polsce, gdyby przez 25 lat przygotowano ustawę dotyczącą reprywatyzacji - mówi Justyna Habrajska, dyrektor Biura Przejmowania Mienia i Rewindykacji Urzędu Miasta Krakowa.

Wojewoda Małopolski zapowiedział właśnie powołanie komisji weryfikacyjnej, która ma zbadać reprywatyzację w Krakowie. To skutek zgłoszeń mieszkańców dotyczących nieprawidłowości przy przejmowaniu nieruchomości i warszawskiej afery. Takie działania należało jednak podjąć dużo wcześniej.

Pod okiem prokuratury

Po walce w sądach Kraków w latach 2000-2016 przejął około 300 nieruchomości, działek, kamienic lub ich części oraz lokali. Ale nawet wobec obronionego już mienia gminy ciągle składane są nowe roszczenia. Zdarza się, że osoby domagające się przejęcia własności fałszują dokumenty, podstawiają świadków, a ich adwokaci wykorzystują na rozprawach wątpliwe kruczki prawne. Na rynku działają nawet wyspecjalizowane kancelarie mające na celu głównie przejmowanie mienia publicznego.

- W ciągu tych 16 lat około 200 sprawami zainteresowała się prokuratura, ABW, CBA. Podejrzewano różne przestępstwa i słusznie. Śledczy przeglądali dokumenty, stawiali zarzuty. Jednakże w żadnym z tych przypadków nie zarzucono nieprawidłowości gminie Kraków - zaznacza dyrektor Habrajska.

Nie żyła, a sprzedała

Przykłady można mnożyć. Sprawa z lat 90. Kamienica przy ulicy Czystej 11 była własnością Leokadii Kulińskiej. Niektórzy lokatorzy budynku pamiętali właścicielkę, a nawet byli w 1965 roku na jej pogrzebie. A jeśli właściciel umiera i nie ma spadkobierców, nieruchomość może przejąć gmina.

Tak się miało stać, ale lokatorzy z zaskoczeniem i strachem przyjęli wiadomość, że pod koniec 1998 roku pani Leokadia Kulińska, „będąc” w sędziwym wieku 123 lat, sprzedała swoją posesję nieznanemu mieszkańcowi Kielc. Czując, że to oszustwo lokatorzy wysłali zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury, a także do Wydziału Lokali i Budynków Urzędu Miasta Krakowa, który rozpatrywał wnioski o zwrot nieruchomości, które były własnością osób fizycznych.

Gmina oddaje zarząd budynkami, do których nie ma prawa własności. Wcześniej jednak sprawdza, czy osoba zwracająca się z wnioskiem ma odpowiedni tytuł własności - bada wpisy w księgach wieczystych, postanowienia sądu o stwierdzeniu praw do spadku lub akt notarialny zakupu nieruchomości. Jeżeli do któregoś z tych dokumentów są zastrzeżenia, sprawa trafiała do prokuratury.

Ostatecznie w 2007 roku sąd ustalił, że kamienica przy Czystej 11, jako spadek po pani Leokadii, przeszła w ręce Skarbu Państwa. Prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie próby oszustwa, ale urzędnicy nie znają jego finału.

Mały Rynek 5 i 6

Inny przykład. Zabytkowe kamienice przy Małym Rynku 5 i 6. Pierwszą gmina sprzedała niedawno za 8 mln zł, drugą będzie próbowała ponownie sprzedać w przyszłym roku. Te budynki również mogły paść ofiarą oszustwa.

W ¾ części były wcześniej własnością Marii Lewandowskiej, która sprawowała zarząd nad nimi przez ponad 50 lat. Pozostali współwłaściciele chcieli przejąć kamienice, w sądzie udało im się nawet wyznaczyć dla nich swojego zarządcę. Mimo, że pani Maria podejrzewała, że dostali już odszkodowanie za swoją cześć na podstawie tzw. układów indeminizacyjnych i majątek im się nie należał.

Układy to 12 umów zawartych przez rząd PRL z 14 państwami w latach 50-70. Kraje te, m.in. Francja USA, Wielka Brytania, Belgia, Szwajcaria, zadeklarowały się wypłacić odszkodowanie osobom, które wcześniej (przed podpisaniem danego układu) wyjechały z Polski zostawiając swój majątek i dostały obywatelstwo danego państwa.

Gmina chcąc w takiej sytuacji przejąć mienie musi jednak występować do Ministerstwa Finansów o wydanie decyzji dla każdej nieruchomości, w której stwierdza się, że jej były właściciel mógł ubiegać się o zagraniczne odszkodowanie.

Po decyzji majątek przechodzi na rzecz gminy. Niestety układu nie podpisano z Izraelem, gdzie wyjechało sporo właścicieli nieruchomości. Wielu ich potomków, prawdziwych i fałszywych, często zgłasza roszczenia do gminy.

Wracając do kamienic przy Małym Rynku. Maria Lewandowska zmarła i okazało się, że w testamencie zapisała swoją część budynków na rzecz osób, z którymi przez lata się spierała. To wzbudziło podejrzenia urzędników. Wystąpili do sądu o przejęcie spadku po właścicielce nieruchomości na rzecz gminy.

Tak też się stało w 2008 roku, a w toku rozpraw wyszło na jaw, że testament został sfałszowany. W 2011 roku sąd skazał winnych, dwie osoby, ale orzekł wobec nich niewysokie kary pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy i pięć lat.

Sprzedane za 1 dolara

Przy Radziwiłłowskiej 31 przejęto sporą kamienicę sprzedając ją. Gmina chciała zdobyć 5/8 udziałów w budynku i szykując się do tego w 2009 roku ustaliła, że ktoś sporządził przedwstępną umowę sprzedaży tej nieruchomości. Pojawił się pełnomocnik, który w imieniu spadkobierczyni współwłaścicieli budynku zamieszkałej w USA, postanowił sprzedać część udziałów... samemu sobie. Co ciekawe - za 1 dolara!

I taka umowa została zawarta w 2012 roku. A w 2015 roku sprzedano, w ten sam sposób, kolejne udziały w budynku. Również za 1 dolara. Tymczasem w akcie notarialnym w celach podatkowych, zapisano, że udziały są warte łącznie ponad 706 tys. zł.

Gmina zawiadomiła prokuraturę. Należało ustalić, czy osoba podająca się za spadkobierczynie miała faktycznie prawa do budynku i oddania go pełnomocnikowi. Ale tu zaskoczenie.

- Prokuratura w piśmie na początku września br. poinformowała, że nie znalazła przesłanek wskazujących na naruszenie prawa przy przejmowaniu udziałów należących do spadkobierczyni - komentuje dyrektor Habrajska. Śledczy odpisali lakonicznie, że jeśli urzędnicy sami się czegoś dowiedzą w sprawie to mają dać znać...

Sprzedaż nieruchomości to często łatwy sposób na jej przejęcie. Szczególnie jeśli do transakcji dojdzie kilka razy. Próby prowadzenia postępowań cywilnych w stosunku do osób, które budynki z niewyjaśnionym statusem prawny sprzedały (często swoim wspólnikom) są skazane na porażkę.

Z reguły mienie wędruje w ręce obywateli innych państw i sprawy trafiają do zagranicznych sądów. Procesy są bardzo kosztowne, a sędziowie raczej biorą w obronę swoich obywateli. Trudno jest ponadto wydobyć od osób trzecich nieruchomość, za którą te zapłaciły. Gmina broni się tym, że do ksiąg wieczystych stara się wpisywać klauzurę informującą o jej roszczeniach i prowadzonych postępowaniach, co może utrudnić obrót mieniem.

Problem z rewindykacją

Jest też druga grupa spraw, gdzie gmina toczy walkę. To tzw. postępowania rewindykacyjne, które służą temu, by utrzymać własność Skarbu Państwa i miasta na nieruchomościach wywłaszczonych przez państwo w czasach powojennych. Byli właściciele lub osoby się za nich podające, domagają się zwrotu ziemi i budynków lub odszkodowania (choć w wielu przypadkach to zostało już wypłacone).

Tymczasem w tych miejscach, z publicznych pieniędzy, wybudowano już m.in. szkoły, przedszkola, ośrodki zdrowia i inne obiekty użyteczności publicznej. Byli właściciele lub ich potomkowie podważają decyzję władz PRL, wyszukują w nich błędy prawne, sugerują, że cel wywłaszczenia nie został zrealizowany lub, że za komuny nie mogli walczyć o swoje, bo ustrój był jaki był.

Od października 2007 roku postępowań w takich sprawach, kamienic i gruntów, zarejestrowano aż 580. W toku ciągle jest 412. Zakończyło się 168 spraw, w których w 69 przypadkach gmina straciła majątek, a w 99 go obroniła.

Sprawy toczą się m.in. o Dom Polonii stojący przy Rynku Głównym, stary Dwór w Wadowie, Willę Decjusza znajdującą się na Woli Justowskiej oraz dużą kamienicę przy placu Wszystkich Świętych 11, w której działają m.in. magistracie urzędy.

- Problemem jest tutaj nie tylko kwestia oddawania nieruchomości byłym właścicielom, ale także brak realnych możliwości domagania się zwrotu pobranego przez nich odszkodowania. Tym samym dochodzi do kuriozalnych sytuacji, kiedy organy administracji rządowej czy sądy nakazują zwrot nieruchomości, a Skarb Państwa czy gmina nie mogą domagać się zwrotu wypłaconych pieniędzy z tytułu odszkodowań. Albo oddają np. teren z wybudowanymi budynkami, podczas, gdy wywłaszczony był tylko grunt, albo przez kilkadziesiąt lat, dużymi nakładami pieniędzy, utrzymywano budynki, remontowano je, inwestowano - zaznacza Habrajska.

Stracone przedszkole

I tu mamy przykłady. W 1952 roku Wojewódzka Rada Narodowa wywłaszczyła na rzecz Skarbu Państwa zabudowaną nieruchomość położoną przy ul. Sienkiewicza 23. Ustalono przy tym odszkodowanie za wywłaszczenie. W 1991 roku nieruchomość zgodnie z prawem skomunalizowano i przeszła na własność gminy.

Ale w 1997 roku, wojewoda krakowski, stwierdził nieważność decyzji wywłaszczeniowej. Jednakże w dokumentach do tej sprawy nie widać, by sprawdzono, czy odszkodowanie wypłacono czy nie. A w 2003 roku MSWiA unieważniło komunalizację.

Spadkobiercy po wywłaszczonych właścicielach nieruchomości szybko wystąpili z pozwem o jej wydanie. A ta co najmniej od 1990 roku wykorzystywana była przez gminę na przedszkole samorządowe. Miasto próbując utrzymać mienie złożyło wtedy wniosek o zasiedzenie na rzecz Skarbu Państwa, bo ten zarządzał nią przecież grubo ponad wymagane 30 lat. Wniosek ten został jednak postanowieniem Sądu Okręgowego oddalony. Dlatego też ostatecznie gmina w 2010 roku musiała wyprowadzić przedszkole i wydać nieruchomość.

Bój o szkołę i przychodnię

Przy ul. Rzeźniczej 4 działa Zespół Szkół Zawodowych nr 1. W 1955 roku teren ten, o powierzchni 465 mkw, niezabudowany, wywłaszczono na rzecz Skarbu Państwa. Ustalono odszkodowanie. Nieruchomość połączono z innymi działkami, na których zbudowano szkołę średnią. W 2013 roku Minister Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej stwierdził nieważność decyzji wywłaszczeniowej.

W uzasadnieniu wskazał, iż zaniechano skierowania do ówczesnego właściciela wezwania do dobrowolnego odstąpienia nieruchomości, co uzasadnia zarzut rażącego naruszenia przepisów dekretu z dnia 26 kwietnia 1949 roku , na podstawie którego dokonano wywłaszczenia.

Prezydent Krakowa wnioskował w 2014 roku o ponowne rozpatrzenie sprawy, ale Minister Infrastruktury i Rozwoju utrzymał w mocy decyzję. Miasto poszło do sądu, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił obie decyzje ministra.

Oczywiście, ci którzy domagają się zwrotu nieruchomości złożyli skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Sprawa jest w toku.

Podobnie jak sprawa przychodni przy Rogozińskiego 5. Stojący tam pawilon wybudowano w latach 80 na wywłaszczonej ziemi. Działało w nim państwowe przedsiębiorstwo, a od lat 90 funkcjonuje przychodnia. W 2010 roku, po 30 latach od wywłaszczenia, wojewoda małopolski je unieważnił. Gmina wystąpiła o zasiedzenie, sąd je uznał, ale odwołali się ci, którzy chcą przejąć mienie. Wygrali. Sprawa sięgnęła Sądu Najwyższego, ten cofnął ją do okręgowego, który decyzję nieprzychylną gminę podtrzymał.

Urzędnicy szykują się do wydania nieruchomości, gruntu i budynku, który został wzniesiony z publicznych pieniędzy. Ale żyją jeszcze nadzieją, że ponowną kasacją do Sądu Najwyższego coś wskórają.

- Cały czas istnieje niebezpieczeństwo utraty przez gminę tych nieruchomości. Taka sytuacjach dotyczy wielu działek i budynków. Nasza praca i praca miejskich prawników polega na walce o to, by zachować dla Krakowa i krakowian mienie publiczne - kwituje Habrajska.

Posłowie chcą wyjaśnień

W kwestię wyjaśnienia nieprawidłowości i kontrowersyjnych wyroków sądów oraz decyzji państwowych urzędników zaangażował się poseł PO Bogusław Sonik. Domaga się on działań od rządu.

„W związku z licznymi wątpliwościami dotyczącymi prac wymiaru sprawiedliwości przy procesie reprywatyzacji na terenie Gminy Kraków zwracam się z prośbą o weryfikację wszystkich postępowań sądowych i prokuratorskich dotyczących reprywatyzacji na terenie Gminy Kraków. W przypadku gdy nastąpiło zasadnicze naruszenie prawa, należy wszcząć ponownie postępowania, w których doszło do naruszenia prawa Wiadomo o tym, iż m.in.: pełnomocnictwa udzielały osoby mające ponad 100 lat, nie znano miejsca pobytu osoby udzielającej pełnomocnictwa, na podstawie tych dokumentów zwracano nieruchomości, udzielano odszkodowania za nieruchomości będące własnością Skarbu Państwa na mocy umów indemnizacyjnych, itp.” - napisał Sonik do Ministerstwa Sprawiedliwości w połowie listopada 2016 r.

Z kolei Posłanka Kukiz’15 z Krakowa, Agnieszka Ścigaj, alarmuje, że miasto mogło stracić nawet 600 nieruchomości w czasie reprywatyzacji. Postulowała powołanie komisji śledczej do wyjaśnienia sprawy. Na razie skończyło się na zapowiedzi powołania komisji weryfikacyjnej przez wojewodę.

Potrzebna zmiana prawa

Od 2015 roku w Senacie trwają próby wprowadzenia zmiany do kodeksu postępowania administracyjnego, która pomogłaby gminie w procesach rewindykacyjnych.

Dzięki niej wojewodowie mogliby uznawać, że decyzje wywłaszczeniowe zostały wydane z rażącym naruszeniem prawa, jednak nie musieliby stwierdzać ich nieważności ze względu na upływ czasu. Wówczas osobom, które chcą przejąć majątek przysługiwałoby roszczenie odszkodowawcze skierowane do Skarbu Państwa. Decydowałby o wypłacie sąd.

Ale w takim postępowaniu sąd musi już ustalić wartość faktycznej szkody, do czego niezbędne jest rozliczenie wypłaconego odszkodowania.

Ponadto w 2015 roku sam Trybunał Konstytucyjny nakazał zmianę przepisów. Zauważył m.in., że nie są określone ramy czasowe - czyli jak daleko wstecz można domagać się zwrotu mienia. Teoretycznie ktoś może wystąpić z roszczeniem o teren, na którym państwo zbudowało coś w Średniowieczu! Chodzi o to, by wprowadzić maksymalny okres 10 lat.

Prezydent Krakowa właśnie skierował pismo do posłów i senatorów z Krakowa, w którym domaga się wspomnianej zmiany prawa. Projekt zmian był już omawiany przez senatorów, ale został wycofany spod obrad, z niezrozumiałych dla samorządu przyczyn.

Piotr Rąpalski

Krakus, dziennikarz, reporter, pismak. Redaktor Wicenaczelny Gazety Krakowskiej i Dziennika Polskiego, szef newsroomu oddziału Polskapress w Krakowie.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.