Joanna Lubecka historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski" przypominają. Zburz pan ten mur!

Do dzieła przystąpiły „dzięcioły”, jak nazwano osoby burzące mur wszystkimi dostępnymi narzędziami Fot. archiwum Do dzieła przystąpiły „dzięcioły”, jak nazwano osoby burzące mur wszystkimi dostępnymi narzędziami
Joanna Lubecka historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Noc z 9 na 10 listopada 1989 r. Otwarte zostają wszystkie przejścia graniczne między Berlinem Zachodnim i Wschodnim. Przez kolejne dni w atmosferze wielkiego święta Berlińczycy rozbierają mur…

W1987 roku Berlin Zachodni odwiedza prezydent USA Ronald Reagan. 12 czerwca pod Bramą Brandenburską wygłasza przemówienie do władz i mieszkańców. Było ono transmitowane przez większość zachodnich stacji telewizyjnych i radiowych, ale zadbano również o dobre nagłośnienie, tak, aby mogli je słyszeć mieszkańcy Berlina Wschodniego. Wtedy padły słynne słowa skierowane do ówczesnego I sekretarza KC KPZR: „Panie Gorbaczow, zburz Pan ten mur!”. Gorbaczow nie posłuchał, ale mieszkańcy obu części Berlina ostatecznie wzięli sprawy w swoje ręce, zaskakując tym wszystkich polityków.

Antyfaszystowski wał obronny

Po II wojnie światowej, wraz z narastaniem konfliktu między mocarstwami zachodnimi a Związkiem Sowieckim, nasilał się również spór o Niemcy. Ostateczny ich podział w 1949 r. na Republikę Federalną Niemiec oraz Niemiecką Republikę Demokratyczną skutkował również podziałem samego Berlina.

W związku z coraz liczniejszą migracją mieszkańców NRD do Berlina Zachodniego, władze wschodnich Niemiec postanowiły otoczyć Berlin Zachodni murem - przypadek taki w historii nie miał do tej pory precedensu. Owszem, budowano mury i zapory, aby ochronić się przed wrogiem z zewnątrz, ale nie po to, by całkowicie oddzielić miasto i ograniczyć ucieczki własnych obywateli. Na konferencji prasowej 15 czerwca 1961 r. dziennikarka „Frankfurter Rundschau” zadała I sekretarzowi SED (Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec) Walterowi Ulbrichtowi zaskakujące pytanie: czy to prawda, że rząd NRD ma zamiar wznieść granicę państwową przy Bramie Brandenburskiej? Ulbricht odpowiedział na to: „niemieccy budowlańcy są zajęci budowaniem mieszkań (…) nikt nie ma zamiaru wznosić muru”. Dwa miesiące później budowa trwała w najlepsze. Rozpoczęto ją pod osłoną nocy, kontynuowano pod lufami karabinów Volksarmee (armii ludowej) i policji granicznej. W niektórych miejscach był to po prostu mur z cegieł, w innych metalowy płot, na najdłuższym odcinku potężna betonowa zapora wysoka na 3,6 metra. W sumie liczył 156 km, z czasem dobudowano 186 wież strażniczych i wyposażono w działa przeciwpancerne, granatniki, miotacze ognia, wozy opancerzone - powstała prawdziwa granica dwóch światów, najbardziej namacalny fragment żelaznej kurtyny.

Tysiące ludzi próbowało uciekać

Na wieść o budowie muru mieszkańcy NRD w panice uciekali do Berlina Zachodniego, zostawiając mieszkania i nierzadko cały dobytek. Równocześnie propaganda enerdowska określała mur jako „antyfaszystowski wał obronny”, który powinien osłaniać NRD przed emigracją, infiltracją, szpiegostwem, sabotażem, przemytem i agresją z Zachodu. W rzeczywistości zabezpieczenia graniczne wymierzone były głównie przeciw własnym obywatelom. Wbrew zakazom, z narażeniem życia tysiące osób podejmowało próbę ucieczki z NRD. Najwięcej uciekło dzięki nielegalnym dokumentom, część przedostawała się kanałami lub specjalnie wykopanymi tunelami, niektórzy specjalnie skonstruowanymi samochodami taranowali zasieki na przejściach granicznych. Według najnowszych badań co najmniej 140 osób zapłaciło życiem za próbę przekroczenia muru.

Kto się spóźnia, tego karze życie

Trudno uwierzyć, że władze komunistycznej NRD nie zauważyły zmian zachodzących pod koniec lat 80. w Europie Środkowej. Kolejni przywódcy wschodnich Niemiec należeli do najwierniejszych sojuszników Sowietów. To oni bezwarunkowo poparli interwencję w Czechosłowacji w 1968 r. i naciskali na wkroczenie wojsk Układu Warszawskiego do Polski w 1981 r.

Według najnowszych badań co najmniej 140 osób zapłaciło życiem za próbę przekroczenia muru

Jednak wydarzenia lat 1988-1989 zapowiadały radykalną zmianę. Od 1985 r. sekretarzem KC KPZR był Michaił Gorbaczow, w lutym 1989 r. wojska sowieckie wycofały się z Afganistanu, 6 lutego rozpoczęły się rozmowy Okrągłego Stołu w Polsce, w czerwcu podobne rozmowy zaczęły się na Węgrzech, a 4 czerwca odbyły się w Polsce częściowo wolne wybory. Tymczasem w NRD, w maju 1989 r. odbyły się wybory samorządowe, których wyniki jak zwykle zostały sfałszowane. Mieszkańcy Lipska, Drezna i wielu innych miast zaczęli wychodzić na ulice, żądając reform. 19 sierpnia w węgierskiej miejscowości Sopron urządzono „piknik paneuropejski”, na który przybyło wielu obywateli NRD spędzających urlop nad Balatonem. Z okazji pikniku władze otworzyły na trzy godziny granicę z Austrią. Wykorzystując tę sytuację 600 obywateli NRD sforsowało nielegalnie granicę uciekając „na Zachód”.

Latem 1989 r. poprzez ambasady RFN w Budapeszcie, Warszawie i Pradze uciekło kilkadziesiąt tysięcy enerdowców. Tymczasem Erich Honecker, nie reagując na wydarzenia w Europie Środkowej, przygotowywał się do hucznych obchodów 40. rocznicy powstania NRD, która przypadała na październik 1989 r.

Udział w obchodach wziął również Michaił Gorbaczow, który po latach wspominał, jak wielkie wrażenie zrobiły na nim transparenty i okrzyki młodych ludzi: „Gorbi pomóż!”. W jednym z wywiadów mówił, że podszedł do niego ówczesny pierwszy sekretarz KC PZPR Mieczysław Rakowski i zapytał: „Michaile Siergiejewiczu, rozumiecie, co oni krzyczą? To już koniec - mówi Rakowski. - Tak, to już koniec - odpowiedziałem”. Gorbaczow pozbawił przerażonego Honeckera nadziei na pomoc sowiecką, przestrzegając go: „Kto się spóźnia, tego karze życie”.

Nigdy nie byłam z drugiej strony

Od 4 września, przez cały październik we wszystkich dużych miastach NRD odbywały się tzw. poniedziałkowe demonstracje, pod hasłem: „Jesteśmy narodem”.

Aresztowania, straszenie w reżimowej prasie, że wojsko użyje broni nie przeraziło demonstrantów. 8 listopada rząd podał się do dymisji, a 9 listopada rzecznik partii SED Günter Schabowski w trakcie konferencji prasowej transmitowanej przez media oświadczył: „Od tej pory każdy obywatel NRD może wyjechać z kraju bez podawania powodów”. Dziś wiemy, że komunikat ten był efektem nieporozumienia na szczytach władzy, jednak jego przekaz był jednoznaczny: granice są otwarte! Mieszkańcy Berlina Wschodniego masowo ruszyli do zachodniej części miasta. Żołnierze Volksarmee i pogranicznicy usiłowali powstrzymać tłum, jednak nie byli w stanie opanować sytuacji. Do tej pory mieli jasne rozkazy, sformułowane w 1973 r.: „nie wahajcie się strzelać do osób przekraczających nielegalnie granicę. Również do kobiet i dzieci”, jednak do tej pory strzelali do pojedynczych osób, a teraz do muru zbliżał się tłum.

Kamerzysta-amator uchwycił scenę rozmowy kobiety z żołnierzem pilnującym przejścia pod Bramą Brandenburską. Kobieta mówi dramatycznym, błagalnym głosem: „Choć raz w życiu chciałabym przejść pod Bramą Brandenburską i zobaczyć ją z drugiej strony. Nigdy tam nie byłam!”. Ostatecznie strażnicy przepuścili tłumy ludzi, których po drugiej stronie muru witali szampanem mieszkańcy Berlina Zachodniego. Przez Bramę Brandenburską uroczystym szpalerem wjeżdżały enerdowskie trabanty, obsypywane kwiatami i oblewane szampanem. Do dzieła przystąpiły „dzięcioły”, jak nazwano osoby burzące mur wszystkimi dostępnymi narzędziami: młotkami, dłutami, lewarkami samochodowymi, a nawet długopisami i obcasami damskich szpilek. Mieszkańcy NRD udawali się do banków, by odebrać darowane im przez władze RFN 100 DM, a potem szli na zakupy. Sklepy i restauracje w Berlinie Zachodnim wiele towarów ofiarowały im w prezencie. 9 listopada kanclerz Helmut Kohl przerwał swoją wizytę w Polsce i na jeden dzień wrócił do Berlina, gdzie demonstranci krzyczeli: „Helmut, jesteś naszym kanclerzem!”.

Politycy niemieccy usiłowali nadać tempo i bieg procesowi zjednoczenia Niemiec, jednak to naród niemiecki wymuszał zachowania polityków. Ostatecznie po międzynarodowych negocjacjach i ustaleniach 3 października 1990 r. ogłoszono „ponowne zjednoczenie Niemiec”. Był to proces o wiele trudniejszy, niż wydawało się rozentuzjazmowanemu tłumowi w listopadzie 1989 r.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Joanna Lubecka historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.