Kryminalny przypadek Adriana S. Z biedy wydrukował sobie torbę pieniędzy

Czytaj dalej
Fot. Artur Drożdżak
Artur Drożdżak

Kryminalny przypadek Adriana S. Z biedy wydrukował sobie torbę pieniędzy

Artur Drożdżak

Adrian chciał zaimponować koledze i pokazał mu torbę wypełnioną pieniędzmi. Radek na oko ocenił, że tam mogło być około 10 tys. złotych. Są fałszywe? - zapytał. No coś ty - obruszył się Adrian. Kilka dni później wyszło na jaw, że to jednak były podrobione banknoty.

Adrian w życiu miał pod górkę. Urodził się w Jastrzębiu na Śląsku, ale wychowywał się bez rodziców tu i tam. Trafił do pewnej rodziny zastępczej, ale chyba to nie był dla niego dobry czas.

Donos do MOPS

Jako 14-latek podpadł przybranym rodzicom, bo doniósł na nich pracownikowi Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, że opiekunowie nie zaspokajają jego podstawowych potrzeb. - Czego więc ci brakuje? - zainteresował się pracownik MOPS. - Nie mam markowych ciuchów i butów - z rozbrajającą szczerością odparł nastolatek. Liczył, że zostanie przeniesiony do innej rodziny zastępczej, ale okazało się, że wylądował w domu dziecka. Tam już nie było tak różowo.

Z czasem zdobył fach fryzjera, ale generalnie do roboty się nie palił. Jako 20-latek zamieszkał ze znajomymi w domu pod Radomskiem. Za jakieś drobne oszustwo sąd w Grójcu wymierzył mu karę ograniczenia wolności, czyli wykonywanie nieodpłatnej pracy społecznej, ale to niczego Adriana nie nauczyło.

Marek, jeden z kolegów, z którym mieszkał w wynajmowanym domu, dostał się do telewizyjnego show Polsatu Love Island i wyjeżdżał na nagrania do Hiszpanii. To imponowało Adrianowi. Jednak w pewnym momencie doszło z Markiem do konfliktu na tle finansowym. Marek dawał mu tzw. produkty CBD, czyli specyfiki robione z konopi i marihuany leczniczej, ale Adrian nie rozliczył się z pobranego towaru i nie za płacił za najem lokalu mieszkalnego. Atmosfera zrobiła się nieprzyjemna. W tamtym momencie Arian postanowił, że za wszelką cenę zdobędzie upragnione pieniądze. Przepracowywać się nie zamierzał, dlatego na swój laptop ściągnął z internetu wzory banknotów i postanowił je wydrukować.

W sklepie kupił papier i złotą farbkę, którą namalował kilka elementów, wyciął je i doklejał potem do drukowanych banknotów. To miało naśladować złocistą rozetę stanowiącą jedno z zabezpieczeń prawdziwych pieniędzy. Pieniądze o nominałach 100 i 50 zł wyprodukowane przez Adriana na drukarce atramentowej miały identyczny numer serii, ale kto by zwracał uwagę na taki szczegół.
Słaba jakość papieru fałszywek mogła być większym problemem. W oryginalnych banknotach wykorzystuje się papier o podłożu bawełnianym, który jest grubszy, sztywniejszy i bardziej odporny na czynniki fizyczne. Ma znak wodny i specjalne nitki zabezpieczające.

Surowe zagrożenie

O konsekwencjach złamania prawa Adrian wówczas nie myślał, nie podejrzewał nawet, że jego nielegalna działalność jest zagrożona karą co najmniej 5 lat więzienia, można też za kratki trafić nawet na 25 lat. Te refleksje przyszły później. Coś jednak mu podpowiadało, że lepiej nie zostawiać po sobie śladów i dlatego niedługo po wydrukowaniu w sumie 115 banknotów, laptop i drukarkę zniszczył, a sprzęt wyrzucił na śmietnik.

W klubie dla gejów

Adrian był bywalcem klubu dla gejów w Warszawie i jego właścicielom zaoferował produkty z marihuany leczniczej. Twierdził, że je wytwarza i ma certyfikaty, że wszystko odbywa się legalnie. Przedstawiał się jako zamożny biznesmen, ale szefowie klubu chyba mu nie ufali, więc nie podjęli współpracy.

Kilka tygodni później Adrian złożył ofertę zatrudnienia w tym klubie, bo akurat szukano osoby do pracy na portierni. Został przyjęty, miał się rozliczać w cyklu miesięcznym i wystawiać faktury szefom klubu. Do roboty przychodził około 20.00 i do rana wydawał klientom opaski na ręce, gdy zapłacili za wejście. Zajmował się też sprzedażą akcesoriów erotycznych. Pieniądze odkładał do szuflady, obsługiwał też kasę fiskalną. Szefowie klubu na bieżąco odbierali gotówkę z kasy, a raz w tygodniu sortowali pieniądze i wpłacali je do banku.

Jeden z panów zauważył, że niektóre banknoty wyglądają nieco dziwnie i okazało się, że to fałszywki. Podejrzenie padło na Adriana. Szef klubu zawiadomił o sprawie policję. Adrian wyczuł, że coś jest nie tak, więc zrezygnował z pracy i wysłał kolegę po odbiór zaległej pensji. Szefowie klubu przekazali mu wypłatę przez tego pośrednika, by nie płoszyć Adriana. Liczyli, że policja lada chwila go zatrzyma i wyjaśni sprawę fałszywek. Adrian ciągle miał ich spory zapas i umiał z nich korzystać.

Adrian jednak ciągle miał zapas fałszywek. Zapłacił nimi poznanemu na portalu randkowym koledze za zwrot 500 zł długu.

Wyjechał do Krakowa i tu fałszywkami zapłacił poznanemu na portalu randkowym koledze Radkowi, któremu postanowił uregulować dług w wysokości 500 zł. Pokazał mu też torbę pełną banknotów, gdy się raz spotkali na miasteczku studenckim AGH. Nie chciał potwierdzić, że to podrobione pieniądze, bo o mogłoby oznaczać kłopoty. Radek w banku zorientował się, że został oszukany. Adrianowi dał ultimatum, by jednak dług uregulował prawdziwymi banknotami, a gdy tak się nie stało, poszedł na policję i oddał tam pozostałe dziewięć fałszywek, które miał od Adriana.

Kupił za fałszywki

Adrian dalej szastał fałszywkami i zapłacił nimi 4800 zł za telefon od pewnego Ukraińca. Vołodymyr K. dopiero po chwili zauważył, że banknoty to podróbki, a Adrian już zdołał zniknąć. Potem okazało się, że telefon Ukraińca sprzedał w punkcie na al. Słowackiego w Krakowie i dostał za niego 3100 zł. Podpisał też nieprawdziwe oświadczenie, że komórka jest bez wad prawnych i jest jego własnością. Później kupujący musiał oddać aparat Ukraińcowi.

Vołodymyr K. po stracie komórki na podstawie numeru telefonicznego, z którego dzwonił do niego Adrian, w internecie znalazł jego dane i wizerunek. Te informacje przekazał policji, która zatrzymała Adriana w mieszkaniu na ul. Chełmońskiego. Przy sobie miał jeszcze kilka fałszywek. Przyznał się kilka razy do winy, ale twierdził, że wyprodukował podróbki o wartości 7-8 tys. zł, faktycznie były warte ponad 10 tys. zł. Płacił nimi w taksówkach, restauracjach. Odkryto je w Warszawie, Krakowie, Myślenicach i w Wieliczce. Choć z ekspertyzy Narodowego Banku Polskiego wynikało, że były słabej jakości, to jednak ludzie dawali się nabrać i nie zauważali, że to fałszywki.

Wyrok skazujący

Sąd Okręgowy w Krakowie za podrabianie pieniędzy, puszczanie ich w obieg oraz oszustwa skazał 20-letniego Adriana S. na 3 lata i 4 miesiące więzienia. Oskarżony żałował tego co zrobił, przyznawał się do winy, a że był sprawcą młodocianym, to krakowski sąd nadzwyczajnie złagodził mu karę. Adrian musi jeszcze oddać pokrzywdzonym prawdziwe pieniądze za oszustwa jakich się dopuścił na ich szkodę: koledze Radkowi 500 zł i 3100 zł mężczyźnie, który kupił od niego wyłudzony od Ukraińca telefon. Ma jeszcze 2 tys. zł zwrócić właścicielom klubu dla gejów ze stolicy. Ten wyrok jest już prawomocny.

[polecane]23239073,23189565,23069187,23186159,23199121,23194375[/polecane]

Artur Drożdżak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.