Krzysztof Bojarczuk od 11 lat kroczy śladami żydowskiego chłopca z Sącza

Czytaj dalej
Fot. Arch. Stowarzyszenia MARYAN
Monika Kowalczyk

Krzysztof Bojarczuk od 11 lat kroczy śladami żydowskiego chłopca z Sącza

Monika Kowalczyk

Pewnego dnia malarz z Nowego Sącza znalazł w internecie w słowniku malarzy żydowskich nazwisko nieznanego mu, artysty z Nowego Jorku, a przy nim datę i miejsce urodzenia - Nowy Sącz. Nigdy wcześniej o nim nie słyszał. Nie wiedzieli o jego istnieniu także inni sądeccy artyści ani historycy. Jakby Maryan nie istniał, do chwili, gdy trafił na niego Krzysztof Bojarczuk.

I tak zrodziła się fascynacja artysty-artystą, która trwa nieprzerwanie od 2006 roku. Dla Krzysztofa Bojarczuka to wielka przygoda, która zaowocowała podróżami do Izraela, Stanów Zjednoczonych i Paryża. Przyniosła mu pasjonujące znajomości i artystyczne odkrycia.

A dla Pinchasa Bursteina to nowe życie, które zyskał dzięki pasji sądeczanina. Tak Nowy Sącz odzyskał Maryana.

„Ja sobie wyobrażam, jaki szczęśliwy Maryjan byłby, gdyby mógł to wszystko widzieć” - napisał do Bojarczuka Bernard Gotfryd, przyjaciel i fotograf Maryana.

Pinchas syn piekarza

Prawie nic nie wiemy o sądeckim okresie życia Bursteina. Urodził się 1 stycznia 1927 roku w dzielnicy nazywanej Piekłem, prawdopodobnie w jednym z drewnianych domów, jakich wtedy było wiele w rejonie dzisiejszej ulicy Żywieckiej. Jego ojcem był piekarz Abraham Schindel, a matką Gitla Burstein. Syn nosił jej nazwisko. W Nowym Sączu spędził dziewięć pierwszych lat swojego życia.

Jak ważne i brzemienne były to lata, dowiadujemy się ze szkicowników. Rysował w nich długo ukrywane wspomnienia, obrazy z dzieciństwa, także wytwory wyobraźni. Wraca w nich często obraz tęgiej matki i brodatego ojca. Najczęściej się kłócą. Często przy szkicach matki Burstein pisał słowa żydowskiego lamentu „Aj waj!”. Z ponurych, czasem strasznych rysunków zawartych w dziewięciu szkicownikach, można wnioskować, że mały Pinchas przeżył traumę, do której nieustannie wracał.

Rodzina piekarza Schindela w 1936 roku wyjechała z Nowego Sącza do Dębicy. Pinchas Burstein miał wówczas 9 lat.

Rysunek Maryana z  roku 1971 ze zbiorów jego nowosądeckiego odkrywcy, również artysty malarza -  Krzysztofa Bojarczuka
Krzystzof Bojarczuk Bernard Gotfryd: Jaki szczęśliwy byłby Maryan, gdyby mógł to wszystko widzieć...

W 1939 roku, gdy Niemcy wkroczyli do Polski, rodzina składająca się poza Pinchasem także z jego starszej siostry i młodszego brata, uciekła z Dębicy do Baranowa Sandomierskiego. Rok później rozdzielili się. Dwunastoletni Pinchas z ojcem pracował przymusowo w Hucie Komorowskiej i Biesiadce. Ojciec został zabity w obozie pracy. Syn zachorował na tyfus. W 1942 roku trafił do rzeszowskiego getta. Potem do pracy przymusowej w Pustkowie. W 1944 roku przewieziony do KL Auschwitz, miał numer A17986. Następnie trafił do fabryki amunicji w Gliwicach, gdzie pracował jako spawacz. W styczniu 1945 roku, podczas ewakuacji przed zbliżającym się frontem do Blachowni Śląskiej, został kilkakrotnie postrzelony w nogę. Uratowany przez sowietów trafił do szpitala w Częstochowie. Amputowano mu nogę.

Artysta z Jerozolimy

Wojenne przeżycia nie złamały dziewiętnastoletniego Żyda. W 1946 roku, bez prawej nogi, opuścił szpital i wyjechał do obozu dla wysiedleńców w Niemczech.

W maju 1947 roku popłynął do Hajfy w Palestynie. W tym samym roku zaczął spełniać swoje marzenie o malarstwie. Zapisał się na wydział grafiki Wyższej Szkoły Bezael w Jerozolimie. Zaprzyjaźnił się z grupą ocalonych z Zagłady studentów sztuki. Razem wystawili prace na wystawie „Artyści z Jerozolimy” w 1949 r.

Rysunek Maryana z  roku 1971 ze zbiorów jego nowosądeckiego odkrywcy, również artysty malarza -  Krzysztofa Bojarczuka
Bernard Gotfryd „W każdym obrazie musi się rozgrywać dramat” - tak mówił Maryan o swej pełnej cierpienia ekspresjonistycznej sztuce

Tak zaczyna się najważniejszy rozdział w życiu Bursteina. Staje się Maryanem i wyrusza w swoją artystyczną drogę. W 1950 roku jego domem staje się upragniony Paryż. Dostaje stypendium w paryskiej Szkole Sztuk Pięknych. Zgłębia tajniki litografii. Poznaje miłość. Żeni się z Annette Minną Sonnenblueck. Tworzy grafiki, maluje, wystawia. Otrzymuje nagrodę fundacji Adolfa Neumana za obraz „Zapomniałem” na temat Zagłady.

Pod koniec lat 50. malarstwo Maryana nabiera kolorów. A w 1960 roku pojawia się w nim postać Personnage, która będzie mu towarzyszyć do końca.

Wyznanie w Chalsea Hotel

Na pokładzie statku Leonardo da Vinci w 1962 roku Maryan i Annette przypłynęli do Nowego Jorku. Burstein czuł, że to miejsce dla niego. Zamieszkali na Manhattanie w mieszkaniu - pracowni, której wyposażenie jest dzisiaj własnością sądeckiego stowarzyszenia „Maryan”.

Mimo dobrze rozwijającej się kariery artystycznej, wielu wystaw i kontaktów z ludźmi sztuki, Maryan przeżywa załamanie nerwowe. Dopada go okrutna przeszłość z czasów wojny. Malarz przestaje mówić. Psychoanalityk radzi mu rysować. Tak powstaje dziewięć szkicowników z 478 rysunkami. Są w tam sceny z dzieciństwa, ukrywane wspomnienia, wytwory szalonej wyobraźni. Jest matka i ojciec. Potworne wojenne sceny.

28 lutego 1975 roku w pokoju słynnego artystycznego nowojorskiego Chelsea Hotel, gdzie zamieszkał z nową partnerką, Pinchas kręci eksperymentalny film. Dzieli się w nim swoimi wstrząsającymi wspomnieniami z czasów Holokaustu. Film nosi tytuł „Ecce Homo”.

Monika Kowalczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.