Adam Wojnar

Lidia. Historia dziewczynki, która w Auschwitz nauczyła się znikać

Lidia. Historia dziewczynki, która w Auschwitz nauczyła się znikać Fot. Adam Wojnar
Adam Wojnar

Do obozu trafiła jako 3-latka. Miała wtedy na imię Luda. Rodzinę odnalazła jako dorosła kobieta. Historię opisują Aleksandra Wójcik i Maciej Zdziarski w książce „Dobranoc Auschwitz”.

- Babciu, co to? - Wiktoria ma cztery lata i zauważa cyfry na ręce babci. Lidia Maksymowicz patrzy na poważną twarz wnuczki.

- Dostałam numer, żeby mamusia mnie nie zgubiła.

Za kilka lat Wiktoria będzie wystarczająco duża, by poznać historię Ludy, która stała się Lidią.

Tatuaż

Luda ma czarne, kręcone włosy i wielkie niebieskie oczy. Zostaje przywieziona z mamą i dziadkami z Białorusi, w środku nocy, w czerwonym wagonie. Choć za dziesięć dni, 14 grudnia 1943 r., skończy dopiero trzy latka, jest więźniem politycznym. Trafia do Auschwitz, bo Niemcy podejrzewają jej bliskich o kontakty z partyzantami.

Rodzina staje na rampie, słyszy komendy esesmanów, ujadanie psów i płacz bitych ludzi. Babci i dziadkowi każą iść w lewo. Są za starzy, by przydać się panom tego miejsca, więc kieruje się ich prosto do gazu. Za to dwudziestoletnia Anna z córeczką przechodzą w prawo, na kwarantannę.

W chowanego jest najlepsza. Siedzi w kryjówce jeszcze długo po tym, jak inni kończą zabawę

Dziewczynka patrzy, jak długie warkocze matki lądują na ziemi. Na wysokiej szafie stoi słoik z ciemnym płynem, który spływa do węża zakończonego igłą. Przykładają narzędzie najpierw do ręki matki, a potem córki. Kłują numery: 70 071 i 70 072. Boli, ale nie wolno krzyczeć. Na przedramieniu pojawiają się cyfry - równe, ciemne, wyraźne. [...]

Anna, młoda i zdrowa, nadaje się do roboty. Będzie pracować w Harmężach przy przesuwaniu koryta Wisły. [...]

Trzylatka trafia do dziecięcego baraku. Wszystko wydaje jej się wysokie: sufit, okna, esesmańskie buty. Dzieci jest kilkadziesiąt, może kilkaset. Każde mówi w swoim języku - mali Żydzi i Rosjanie, Romowie i Czesi. Śpią na pryczach razem ze szczurami, na sztywnych od brudu kocach. Pilnują ich blokowe, które brzydzą się dotknąć małych więźniów. Dzieci cuchną, z polepionych włosów wyłażą im wszy.

Doktor

Kiedy dziewczynka rozgląda się po ogromnym baraku, doktor Josef Mengele już dobrze zadomowił się w Auschwitz. Przybywa w maju 1943 r. i od razu robi wrażenie na załodze. Pali się do roboty, ambitnie podchodzi do zadań związanych z epidemią tyfusu. Wysyła całe bloki do gazu.

Dobrze czuje się na rampie. Przystojny, schludny, stoi w błyszczących butach i białych rękawiczkach, pogwizdując arie operowe. Elegancką laseczką wskazuje to na lewo, to na prawo.

Doktor czasem zdobywa się na parę słów w kierunku matek:

- Proszę uważać na swoje dziecko, może się zaziębić.

- Pani jest zmęczona po długiej podróży. Proszę oddać dziecko t ej kobiecie, a znajdzie je pani później w żłobku.

Anna od czasu do czasu przychodzi do baraku dziecięcego łamiąc obozowy regulamin. Czołga się po ziemi, gdy reflektor nie oświetla drogi. Przynosi kawałek chleba, ziemniaka albo cebulę. Tuli przez chwilę małą i jak mantrę szepce jej do ucha:

- Nazywasz się Ludmiła Boczarowa. Pochodzisz z Mińska. Twój ojciec, Aleksander, jest oficerem Armii Czerwonej.

Na rampie Mengele co jakiś czas wpada w emocje. „Zwillinge!” - krzyczy i wydobywa z tłumu pary bliźniąt. To jego materiał do badań. Chce ustalić, w jaki sposób zwiększyć liczbę ciąż mnogich i zagwarantować, że dzieci będą rodziły się śliczne, aryjskie, z niebieskimi oczami, jasnymi włoskami, o nienagannej budowie ciała. [...]

Wybiera grupę dzieci, zakrapia im oczy barwnikami. Przygotowuje preparaty z różnokolorowych tęczówek. Kładzie na stole próbki: niebieskie, zielone, fioletowe, żółte. Według innej relacji - przyczepia gałki oczne szpilkami do ściany, jak kolorowe motyle. Dzieci bez oczu trafiają do gazu.

Operacje i zabiegi wykonuje bez znieczulenia. Amputuje kończyny, zakaża rany, zszywa ze sobą ciała bliźniąt. Staje na brzuchach ciężarnych kobiet, odcina piersi, gotuje ciała ofiar, by oddzielić mięśnie od kości.

Ma grupę ulubieńców. To dzieci, które wydają mu się wyjątkowo cennym materiałem do badań. Rozdaje im słodycze i ładne ubranka, bawi się z nimi w świetlicy.

Dziewczynka spędza większość czasu z biegunką na nocniku, głoduje. Nie jest faworytką doktora, ale bywa przydatna. Przychodzą do niej postacie w białych kitlach. Dają zastrzyki i odchodzą. Za jakiś czas na drobnym ciałku tworzą się bolesne wrzody.

Anna przychodzi do baraku dziecięcego i wpada w panikę.

- Nie ma mojego dziecka!

Dopiero gdy usłyszy charakterystyczne „Ma”, rozpoznaje córeczkę. Jej ciałko stało się przezroczyste. Anna dowiaduje się, że obozowi lekarze wytoczyli dziewczynce krew z przeznaczeniem dla niemieckich żołnierzy.

Luda dostaje rady od starszego żydowskiego chłopca: nie krzycz, nie płacz, nie daj się złapać. Boi się zastrzyków, więc gdy do baraku wchodzi biała postać, siada w kąciku pryczy lub pod nią.

Zamyka oczy - w ten sposób robi się ciemno i ma wrażenie, że jest niewidzialna. [...]

Pewnego dnia pojawiają się nowi przybysze - to dziewczynki przywiezione z Powstania Warszawskiego. Są starsze, dobre i miłe. Można nauczyć się od nich pacierza i piosenki „Jedzie pociąg z daleka”. Nowe, polskie słowa zastępują te rosyjskie, coraz bardziej rozmazane, niewyraźne.

Pewnego dnia ktoś wskazuje Ludzie ciało kobiety na stosie trupów, ułożone twarzą do ziemi. Mówi: - To twoja mama. Nie żyje.

Nowe

Wokół słychać krzyki i wystrzały. Ogromne grupy ludzi opuszczają obóz. Zostają chorzy, kaleki i dzieci. Pojawiają się żołnierze, ale to nie esesmani. Ci nowi mają czerwone gwiazdy na czapkach. [...] Trzy dni po wyzwoleniu wciąż siedzi w obozie.

Za druty zaglądają mieszkańcy Oświęcimia. Jest wśród nich Ryszard Rydzikowski. Przed wojną w tym miejscu była jego ojcowizna, teraz to obóz. Gromada wynędzniałych dzieci siedzi na podłodze. Wielkimi oczami wpatrują się w stronę wyjścia.

- Czy można zabrać któreś z tych dzieci? - pyta Rydzikowski.

Nad maluchami próbuje zapanować jedna starowina. - Wszystkie można. Nie mają rodziców.

Ryszard wraca do domu. Następnego dnia przychodzi z żoną, Bronisławą. [...] Wchodzą do baraku dziecięcego.

- Niech nas pani zabierze z sobą - słyszą z każdej strony.

Luda ma wydęty z głodu brzuszek, ostrzyżone do skóry włosy i ciało pokryte wrzodami. Szpeci ją głęboko rozcięta warga. Podbiega do Rydzikowskich, od razu wtula się w futrzany płaszcz Bronisławy. Futro jest ciepłe i miękkie, dziecko nie może się od niego oderwać.

- Weź mnie, ciociu.

- A będziesz grzeczna?

- Będę. [...]

Nadchodzi moment, w którym Luda staje się Lidią - otrzymuje nowe imię, nazwisko i datę urodzenia. Sąd Grodzki w Oświęcimiu na posiedzeniu w dniu 24 czerwca 1947 r. oficjalnie stwierdza, że dziewczynkę powierza się opiece Rydzikowskich.

Ryszard i Bronisława bardzo o nią dbają, ale i tak ciągle choruje. Cierpi na skręt kiszek, zapalenie płuc i opon mózgowych. Skóra z odmrożonych nóżek schodzi siedemnaście razy, warga goi się przez dwa lata.

Zabawy

[...] Lidka urządza selekcje na podwórku. Ustawia dzieci w szeregu, bierze trzonek od młotka i wkłada wszystkim po kolei pod pachę.

- To jest termometr. Masz gorączkę? Pójdziesz na rewir.

Każe klęczeć i podnosić ręce do góry.

- Po ciebie przyjdzie Mengele.

Ciągnie za nogi. - Z tobą do pieca. Dzieci wiedzą, że Lidka jest z obozu. [...]

Kupują córce wózek i lalkę, nie chcą, żeby miała gorzej niż inne dzieci. Ale Lidka nie umie się bawić. Wyrzuca zabawkę i sama siada w wózku. Jeździ z górki, nie bierze pod uwagę, że może się wywrócić.

Za to w chowanego zawsze jest najlepsza. Siedzi w kryjówce jeszcze długo po tym, jak koledzy kończą zabawę.

Inność

W „Przeglądzie Lekarskim” naukowcy zajmujący się syndromem poobozowym publikują wyniki badań nad dziećmi Oświęcimia. Zmiany w ich psychice porównują do tych, jakie zachodzą po przejściu ciężkich psychoz, np. schizofrenii. Zarówno w wypadku psychozy, jak i obozu koncentracyjnego przeżycia przekraczają granicę ludzkiej wytrzymałości. Mali więźniowie Auschwitz mają uszkodzony ośrodkowy układ nerwowy, cechy nerwicowe i psychopatyczne, cierpią na niedojrzałość uczuciową. Wiedzą, że są inni niż rówieśnicy. [...]

Dojrzewa, a tatuaż razem z nią. Skóra rozciąga się, numer staje się coraz większy i wyraźniejszy. Kupuje plastry i zakleja go. Dowiaduje się, że tatuaże można wywabiać. - Nie zgadzam się - oponuje matka. - Kiedyś będziesz musiała o tym wszystkim opowiedzieć, a to będzie twój dowód.

Od redakcji

Ludmiła wiele lat szukała swojego ojca, myśląc, że matka nie żyje. W 1962 roku otrzymała informację: „Droga Panno Rydzikowska! Jesteśmy dzisiaj w położeniu przekazać Pani radosną wiadomość, że Pani matka - nie tak jak Pani przypuszczała, iż w 1943 została pozbawiona życia - żyje i obecnie znajduje się na terenie ZSRR. Pani matka Anna Boczarowa złożyła u nas wniosek o wszczęcie postępowania poszukiwawczego za Panią. [...]”

„Dobranoc, Auschwitz”, reportaż Aleksandry Wójcik i Macieja Zdziarskiego o byłych więźniach, to wzruszająca i oryginalna opowieść świadków tamtych czasów. Byli więźniowie nadal żyją i są wśród nas. Mijamy ich w pośpiechu, choć wciąż mają dużo do opowiedzenia. Warto posłuchać ich historii. Książkę wydało wydawnictwo Znak. Aleksandra Wójcil to dziennikarka i reporterka. Maciej Zdziarski prowadzi audycje radiowe, jest prezesem Instytutu Łukasiewicza.

Adam Wojnar

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.