List w sprawie politycznej epidemii pisania listów

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Matusik
Włodzimierz Zapart

List w sprawie politycznej epidemii pisania listów

Włodzimierz Zapart

Ponoć epistolografia, czyli sztuka pisania listów upada. To nie do końca prawda. W Polsce ta sztuka rozkwita, tylko że dotknięta jest przykrą zmianą nowotworową. Politycy piszą prywatne listy z myślą, by opublikować je w gazetach.

Epistolarna zaraza zaczęła się w lutym, gdy premier Beata Szydło napisała prywatny publiczny list do kierowcy, który zderzył się z jej limuzyną. Pani premier przekonywała chłopka, że obywatele są równi wobec prawa. Ciekawe, czy go przekonała?

9 marca napięcie związane z reelekcją Donalda Tuska sięgało zenitu. Posłanka Katarzyna Lubnauer opublikowała dramatyczny list do Jarosława Kaczyńskiego. Z oburzeniem oskarżała prezesa PiS o to, że chce zerwać unijny szczyt. 10 marca już było po reelekcji. List do Kaczyńskiego opublikował Mateusz Kijowski: „Wasza Polska nie jest silna, jest śmieszna” - gorączkował się wynikiem 27:1 działacz KOD-u.

17 marca nadszedł list z zagranicy. Mark Dekan, prezes firmy Ringier Axel Springer Media, napisał do swoich polskich pracowników (m.in. w gazetach „Fakt”, „Przegląd Sportowy”, „Newsweek), żeby podpowiedzieli Polakom, jak załapać się na pociąg, którym odjeżdża Unia większej prędkości. List Dekana oceniony został jako skandaliczny niemiecki dyktat i wywołał kosmiczną awanturę.

18 marca do pani prezydentowej Agaty Dudy list w sprawie polskiej armii napisał... Jerzy Owsiak. Zmartwiło go odchodzenie generałów ze służby, poprosił więc pierwszą damę, aby porozmawiała z mężem na temat obronności kraju. W sobotę Owsiak napisał list z tą prośbą, a w poniedziałek już był gotowy i we wtorek 21 marca został opublikowany - co? - oczywiście list Andrzeja Dudy, w którym prezydent wezwał do raportu ministra obrony. Czy to był blitzkrieg? Niestety, nie, ale można by pomyśleć, że pani prezydentowa działa jak szpica szybkiego reagowania.

29 marca swój list do szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera opublikowała posłanka Krystyna Pawłowicz. Z troską zwróciła Junckerowi uwagę, że jeżeli jest alkoholikiem, to powinien poszukać innego zajęcia. Podobnie elegancki był list mecenasa Romana Giertycha do b. rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza, opublikowany 6 marca. Giertych prosił w liście Misiewicza o staranne dawkowanie pigułek ministrowi obrony narodowej.

W prywatnych publicznych listach załatwiane są różne sprawy, nawet pracownicze. 24 mar-ca list do prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej napisał sędzia Stanisław Biernat.Groźnie zapowiedział, że nic go nie powstrzyma przed powrotem do pracy z zaległego urlopu wypoczynkowego. Przyłębska się nie ulękła i bezlitośnie kazała sędziemu wypoczywać dalej.

Moglibyśmy rozważyć, czy politycy nie powinni zająć się jakąś pożyteczną pracą, zamiast w gazetach odstawiać szopkę przy pomocy listów, ale to już innym razem, bo teraz ja idę na zaległy urlop. Zamiast czytać (czasem z wielkim niesmakiem) polityczne listy, pooglądam sobie rozkwitające listki drzew- czego i Wam życzę.

Włodzimierz Zapart

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.