Łukasz Hećman: jestem wózkersem i co z tego? Bariery są w głowie. Ja podróżuję i cieszę się życiem

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Łukasza Hećmana
Jolanta Tęcza-Ćwierz

Łukasz Hećman: jestem wózkersem i co z tego? Bariery są w głowie. Ja podróżuję i cieszę się życiem

Jolanta Tęcza-Ćwierz

Na wózku porusza się od ponad dwóch dekad. Jednak niepełnosprawność nie przeszkadza mu w poznawaniu świata.

W społeczeństwie wciąż pokutuje stereotypowe wyobrażenie osoby z niepełnosprawnościami zamkniętej w czterech ścianach. Tymczasem tacy ludzie coraz częściej podróżują, uprawiają sporty, są aktywni i szczęśliwi. Najlepszym przykładem jest 40-letni prawnik - Łukasz Hećman.

Początki

Łukasz jest prawnikiem z doktoratem, prowadzi kancelarię. W wolnych chwilach podróżuje i uprawia sport. Jego ulubioną aktywnością jest trening na siłowni. Od czasu nieudanej operacji kręgosłupa, którą przeszedł jako nastolatek, porusza się na wózku. Pierwszym wyjazdem, w którym wziął udział jako osoba z niepełnosprawnością, była podróż do Irlandii.

- Przed wyprawą szukałem informacji na temat miejsc, które chciałem odwiedzić. Byłem ciekawy, czy są przystosowane dla osób niepełnosprawnych - opowiada Łukasz.

Okazało się, że w internecie, nawet na stronach anglojęzycznych, takich informacji nie ma zbyt wiele. Dlatego po powrocie Łukasz postanowił, że podzieli się z innymi swoim doświadczeniem podróży na wózku. Tak powstał blog: niepelnosprawnyturysta.pl, profil na facebooku o tej samej nazwie oraz dr Luka na instagramie, w których autor zachęca innych „wózkowiczów” do aktywnego życia i podróżowania.

Dwa kółka

Dla osób poruszających się na wózku nawet wyjście do supermarketu może być wyzwaniem. Mają trudność w poruszaniu się między regałami, nie dosięgają do wysokich półek, trudniej im znaleźć potrzebne produkty. Może to skutkować wycofywaniem się z życia społecznego i niechęcią do wychodzenia z domu. Tym bardziej, że nie każdy - jak Łukasz - ma odwagę prosić o pomoc.

- Nie patrzę na życie wyłącznie przez pryzmat wózka inwalidzkiego. Staram się być aktywny i jeżeli czegoś zapragnę, realizuję marzenia. Wszystko zaczyna się w głowie. Prowadząc bloga i media społecznościowe, otrzymuję informacje, że jestem dla kogoś inspiracją albo motywacją do działania. To dla mnie bardzo miłe.

Łukasz Hećman odwiedził m.in. Litwę, Czechy, Słowację, Szwecję, Niemcy, Włochy, Francję, Holandię, Hiszpanię, Portugalię, Wyspy Kanaryjskie, Maltę, Egipt czy Izrael. Przekonuje, że dla osoby na wózku podróżowanie - zwłaszcza po Europie - nie stanowi problemu. Zwraca też uwagę, że w ostatnich latach wiele się zmieniło pod względem przystosowania komunikacji do potrzeb osób niepełnosprawnych.

- Samoloty są świetnie przystosowane. Procedury obowiązujące na lotniskach bardzo ułatwiają odprawę. Komunikacja miejska w wielu miastach umożliwia wózkersom bezpieczną i wygodną podróż. Autobusy czy tramwaje, choć oczywiście jeszcze nie wszędzie, są niskopodłogowe. Wszystko zależy więc od tego, czy chcemy się odważyć i wyruszyć w podróż - mówi.

Odwagi

Sklep - za progiem, przystanek autobusowy - za krawężnikiem, kino - u szczytu schodów. Osoby z niepełnosprawnościami muszą się mierzyć z problemami, które nie istnieją w świecie osób sprawnych.
Do najbardziej powszechnych należą bariery architektoniczne.

- Wyjeżdżając w podróż, wiem, że gdzieś natrafię na schody czy wysoki krawężnik. Wówczas proszę kogoś o pomoc, albo wybieram inne miejsce do zwiedzania - opowiada Łukasz Hećman. - Zdarzały się sytuacje, że na stronie internetowej czytałem, że hotel jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych, a na miejscu okazywało się, że jest inaczej. Staram się wówczas nie denerwować, ani nie reagować złością, ponieważ nie chcę sobie psuć urlopu.

Na przykre niespodzianki pan Łukasz ma patent. To otwartość i odwaga. Nie boi się prosić o pomoc, nie waha się zmienić planów. Dostosowuje się do sytuacji. Opowiada historię, która wydarzyła mu się kiedyś w Rzymie.

- Po wylądowaniu okazało się, że uciekł nam ostatni pociąg. Mieliśmy do wyboru autobus dalekobieżny albo taksówkę (to rozwiązanie odrzuciłem ze względu na koszt). Na dworcu przekonałem się, że autobus nie był przystosowany do moich potrzeb. Kierowca powiedział, że absolutnie mnie nie zabierze. W kółko powtarzał: impossibile! Nagle usłyszałem rozmowę Polaków. Poprosiłem ich, aby mnie wnieśli do autobusu, a wózek schowali do bagażnika. Zgodzili się. Przybiegł kierowca i zaczął krzyczeć, ale kiedy zobaczył, że siedzę w autobusie, a wózek zmieścił się w bagażniku, uspokoił się i pozwolił na podróż.

Inna historia miała miejsce w Luwrze. Łukasz chciał zobaczyć Monę Lisę, ale przez obrazem zawsze jest tłum zwiedzających. Z wysokości wózka inwalidzkiego niewiele można dostrzec. - Zapytałem ochroniarzy, czy mogą coś na to poradzić. Zawieźli mnie przed barierkę zabezpieczającą obraz. W ten sposób znalazłem się sam na sam z Mona Lisą.

Podróżnik wspomina też sytuację, kiedy nagle na jego drodze wyrosły schody. Z pomocą partnerki, z którą wówczas podróżował, dostał się na górę, a przed schodami pozostawili bagaże.

- Przechodzący obok starsi ludzie wynieśli nasze walizki. To było bardzo sympatyczne. Wielokrotnie przekonałem się, że nie warto się wstydzić prosić o pomoc. Ludzie często boją się pomagać niepełnosprawnym, ponieważ nie chcą ich urazić. Jeżeli wychodzę z inicjatywą, nigdy mi się nie zdarzyło, aby ktoś mi odmówił.

Bariery do pokonania

Niektórzy nie wybierają się w podróż, bo boją się wysokich kosztów. Tymczasem - jak przekonuje Łukasz - wszystko jest kwestią dobrej organizacji. Wózkowicz też może podróżować po świecie ekonomicznie, organizując wyjazd samodzielnie.
Jak to zrobić?

Kiedy obierzemy cel wyprawy, trzeba przemyśleć, jak tam dotrzeć. Najszybciej, najtaniej i prawie wszędzie dostaniemy się samolotem. Bilet warto kupić dwa-trzy miesiące przed planowanym wyjazdem. Następnie należy skontaktować się z przewoźnikiem i poinformować, że podróż będzie odbywać osoba z niepełnosprawnością, która potrzebuje pomocy przy wsiadaniu do samolotu. Również rezerwując nocleg, należy zaznaczyć, że szukamy hotelu przystosowanego dla takich osób. Zawsze warto dopytać o szczegóły, takie jak winda czy wielkość łazienki.

- Jeśli chcemy zwiedzać duże miasta, wystarczy poszukać hotelu w dobrej lokalizacji, a planując wycieczki, skorzystać z google maps. Spacerując wirtualnie po ulicach, zobaczymy, czy wejście do danego obiektu ma podjazd, stopień czy kręte schody - mówi Łukasz.

Podróżnik zwraca również uwagę na ceny biletów do atrakcji turystycznych. Zwykle osoba niepełnosprawna ma darmowy wstęp.

Zdarzają się oczywiście przykre sytuacje.
- Nie mogłem wejść na dwa ostatnie piętra Wieży Eiffla, ponieważ nie ma tam windy. W Berlinie natomiast chciałem zwiedzić wieżę telewizyjną. Okazało się, że nie zostanę wpuszczony. Wytłumaczono to absurdalnie, że gdyby winda się zepsuła, nikt mnie nie sprowadził z wieży. Było to dla mnie szokujące. Jednak poza tą sytuacją, podróżując po świecie, nie czuję się dyskryminowany ze względu na moją niepełnosprawność. Zwykle spotykam się z przyjaznymi reakcjami.

Świat stoi otworem

Podróżnik udowadnia, że sposób odkrywania świata - na wózku, o kulach czy w butach ortopedycznych - zupełnie nie ma znaczenia. Chęć zwiedzania jest niezależna od fizycznych ograniczeń. To w głowie pojawiają się marzenia, a następnie plany ich realizacji.

- Moim podróżniczym marzeniem są Japonia i Korea Południowa. Jednak po tylu latach podróży przekonałem się, że w każdym miejscu na świecie jest coś ciekawego do zobaczenia i każdy wyjazd to dla mnie powód do radości - przekonuje Łukasz.

Jolanta Tęcza-Ćwierz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.