Mam wielki szacunek dla wszystkich polskich zup

Czytaj dalej
Fot. Tadeusz Woźniak
Oprac. Marzena i Tadeusz Woźniakowie

Mam wielki szacunek dla wszystkich polskich zup

Oprac. Marzena i Tadeusz Woźniakowie

Nieraz staję przy garnkach i pitraszę obiad dla całej naszej bonifraterskiej gromadki - opowiadał odwiedzającym go we Wrocławiu dziennikarzom o. Grande. - Staram się, żeby dania były i pożywne, i doprawione do smaku. Nie zawsze są możliwości, żebyśmy mieli zupę i drugie danie, więc jeśli ma być obiad jednodaniowy, to dbam aby był syty, na przykład niech to będzie grochówka (byle z grochu niełuskanego) albo fasolówka z tak zwaną wkładką mięsną i większą ilością pieczywa.

Mam wielki szacunek dla wszystkich polskich zup, pamiętajmy jednak, żeby nie szczędzić do nich warzyw, łącznie z cebulą. Współczesne gospodynie nie wiedzieć dlaczego kładą do garnka niewiele włoszczyzny, choć przecież jest tania. Trzeba pamiętać, ile życiodajnych witamin zawiera w sobie pospolita marchewka czy pietruszka.

Gotowanie ziemniaków też niby proste, a jednak i tego w Polsce nie umiemy - nie wrzucamy ich do zimnej wody, ale zalewamy wrzątkiem

Włoszczyzna działa antycholesterolowo, antyartretycznie, oczyszczająco. Wspomniana pietruszka wypędzi z organizmu zalegający kwas moczowy, zneutralizuje kamicę nerkowo-wątrobową. Marchew jest silnym środkiem wykrztuśnym i przeciwspastycznym (trzy marchwie na wieczór ugotowane z łyżeczką masła uśmierzą bóle miesięczne u kobiet, kolkę jelitową u dzieci i staruszków), a B-karoten, który wątroba momentalnie przerabia na witaminę A, zablokuje starzenie się śluzówek w całym organizmie. Seler z kolei to delikatny afrodyzjak. Tak więc w każdej zupie, łącznie z rosołem, ma być tyle marchewek, ile osób zasiada do stołu, dwie solidne pietruszki oraz seler wielkości dużego jabłka.

Jarzyny tarkujemy, a nie kroimy. Wiórki szybko się ugotują, a tym samym nie stracą wartościowych witamin. Cebulę dodajemy do zup drobno pokrojoną, podczas gotowania całkowicie się rozpuści i nikt z domowników, nawet jeśli nie lubi jej zapachu, nie zauważy, że spożył ją z całą dobroczynną zawartością.

W każdej zupie, łącznie z rosołem, ma być tyle marchewek, ile osób zasiada do stołu

Bywa, że człowieka trapi brak pamięci, brak koncentracji, wieczne znużenie, bezsenność, pobolewanie głowy, łamanie w kościach. Okazuje się, że zabrakło w garnku witaminy Bl, którą w naturalny sposób gromadzimy spożywając duże ilości różnych jarzyn.

Zwracam uwagę na ziemniaki, które w polskim jadłospisie ciągle zajmują poczesne miejsce. I dobrze, niech tak zostanie, ponieważ są one dla mieszkańców Europy odżywczym błogosławieństwem. Powinniśmy jednak coś więcej wiedzieć o ich gotowaniu. Wszystkie bulwy rosnące w ziemi - marchew, pietruszka, seler, ziemniaki - są bardzo bogate w życiodajne siły. Żydowska tradycja te rozmaitości wyciągane z ziemi na światło dnia uważa za niekoszerne i nakazuje, by tuż przed przygotowaniem ich do spożycia były dokładnie szorowane i myte.

Żydówka nigdy nie będzie obierała ziemniaków tak jak Polka, czyli wprost po przyniesieniu z piwnicy czy sklepu, ale najpierw je wyszczotkuje, wymyje pod bieżącą wodą i dopiero te czyściutkie ziemniaki obierze tak cienko, że spadająca skórka jest niemal przeźroczysta. I tak trzeba, bo tuż pod skórką są całe pokłady magnezu, kobaltu, żelaza, tych najcięższych biopierwiastków, których naszym organizmom ciągle brakuje.

Gotowanie ziemniaków też niby proste, a jednak i tego w Polsce nie umiemy. Po obraniu i pokrojeniu na ćwiartki nie wrzucamy ich do zimnej wody, ale zalewamy wrzątkiem. Wrzątek zetnie skrobię, stworzy szklistą powłoczkę i nie przepuści z porowatego ziemniaka do wody jego drogocennych pierwiastków. Pamiętajmy też, by gotować w dużym garnku (Żydówka ma specjalny koszerny garnek tylko do ziemniaków), napełnionym ledwie do połowy, tak by było w nim miejsce na parę. Z parą lubią uciekać wartościowe substancje, zwłaszcza witamina B1 (podobnie jak witamina C nie kumuluje się w organizmie i cierpimy z powodu jej ciągłego niedostatku). Ziemniaki gotujemy pod przykryciem na dobrym ogniu, dość prędko. Solimy dopiero, kiedy zaczynają robić się miękkie

Żydówka do gotujących się ziemniaków doda tyle główek cebuli, ile osób w domu, wsypie ździebełko kminku, doda łyżkę masła i szklankę mleka. A po ugotowaniu i wyjęciu ziemniaków nie wyleje wywaru do zlewu, ale przestudzi go, doda 2/3 zimnego mleka, posypie szczypiorkiem, rzeżuchą czy natką pietruszki i poda po obiedzie w kubkach, zamiast polskiego niby-kompotu z rozbełtanego dżemu. Natomiast kartofle wysypane na półmisek, parujące - już są z masłem, kminkiem, mlekiem, a pachną tak, że się po domu roznosi - można posypać posiekaną zieleniną, ale już niczym nie przyprawiać, odżywią nas nawet bez mięsa.

Włoszczyzna działa antycholesterolowo, antyartretycznie, oczyszczająco

Nie znam nikogo, kto by nie lubił placków ziemniaczanych. Jeśli je dobrze przyrządzić, można je nawet w lipcu upiec z zeszłorocznych ziemniaków, byle były odpowiednio przyrządzone. Najpierw ubić porządnie 2 jajka, wlać niecałe pół szklanki mleka, wtarkować cebulę, dobrze wymieszać dodając 2-3 łyżki mąki. Jak ktoś chce mieć miękkie placki, może wsypać troszkę proszku do pieczenia. I dopiero teraz dodaje się starkowane ziemniaki. Z tak przygotowanego ciasta placki będą jasnożółte z różowym odcieniem (skrobia nie pociemnieje w mleku), jak z młodych ziemniaków, łatwostrawne. Jeśli zostaną na następny dzień, to można zrobić czystą zupę pomidorową, a zamiast ryżu dodać pokrojone w paseczki placki ziemniaczane. Idealna potrawa z doskonałymi „flaczkami”.

Ale jest i inna - tania i ciekawa potrawa z przewagą ziemniaków: ziemniaki po żydowsku. Na dno garnka dajemy trochę łoju i wyścielamy go liśćmi surowej białej kapusty, układamy warstwę ziemniaków i startej na grube wiórki marchwi, następną warstwę stanowi pokrojona w kostkę surowa wołowina, na nią znów kładziemy troszkę łoju, warstwę surowych, pokrojonych w grubsze plastry ziemniaków i cebuli, i tak warstwa po warstwie przesypywane pieprzem, solą, z dodatkiem dwóch listków bobkowych i ziela angielskiego. Podlewamy wodą i wstawiamy do gorącego piekarnika przynajmniej na godzinę.

Często powtarzam, że gdyby człowiek zwrócił uwagę na to, co je i jak przyrządza swoje pożywienie, mógłby dożyć do 120 lat, i to w każdych czasach. Na tyle są w nas zakodowane siły żywotne.

Oprac. Marzena i Tadeusz Woźniakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.