Mija 20 lat od wizyty papieża. Wizyty, która zmieniła Zakopane oraz górali

Czytaj dalej
Fot. Paweł Murzyn
Tomasz Mateusiak

Mija 20 lat od wizyty papieża. Wizyty, która zmieniła Zakopane oraz górali

Tomasz Mateusiak

Jan Paweł II przyjechał w 1997 roku w góry, by modlić się z wiernymi oraz odpocząć w Tatrach. Poza Zakopanem zobaczył też Morskie Oko i Kasprowy Wierch w Tatrach oraz Ludźmierz.

Niemal każdy mieszkaniec Zakopanego, którego zapytamy o największe wydarzenie w historii miasta, przyzna, że tym ostatnim była papieska wizyta pod Giewontem, która miała miejsce w 1997 roku.

Właśnie mija 20 lat od tego wydarzenia. Z tej okazji „Gazeta Krakowska” postanowiła przypomnieć atmosferę tamtych dni.

Długa wizyta...

Jan Paweł II Podhale odwiedził w dniach 4-7 czerwca. Była to jego trzecia wizyta pod Tatrami, od kiedy został wybrany na Stolicę Piotrową. Wcześniej odwiedził Nowy Targ (czerwiec 1979r) i Dolinę Chochołowską (czerwiec 1983). Jak wspomina Adam Bachleda-Curuś, burmistrz Zakopanego w latach 90., wizyta z 1997 roku była jednak o wiele donośniejsza, bo przecież dziś święty już papież Polak spędził w górach aż 4 dni. Tym samym, od kiedy na stałe mieszkał w Watykanie, Podhale było jednym z niewielu miejsc, gdzie zatrzymał się na tak długi okres.

- Choć od tamtych dni minęło już 20 lat, wciąż pamiętam, jaka magiczna atmosfera panowała w trakcie tej wizyty na Podhalu - mówi Alicja Ciosek, mieszkanka Zębu. - Na Podhalu, bo święty Jan Paweł II był nie tylko w Zakopanem, ale też gminie Bukowina Tatrzańska (Morskie Oko) oraz Ludźmierzu (7 czerwca), do którego jechał przez Kościelisko, Ząb, Bustryk, Sierockie, Bańską Wyżną, Bańską Niżną oraz Szaflary i Maruszynę. Wszędzie tam witało go tysiące górali, w większości pięknie ubranych, których Ojciec Święty pozdrawiał i błogosławił.

300 tysięcy wiernych

Najważniejszą częścią wizyty Jana Pawła II w górach była jednak uroczysta msza święta, jaka została odprawiona 6 czerwca 1997 roku na ołtarzu zbudowanym na Wielkiej Krokwi. Wg oficjalnych danych wzięło w niej udział 250 tysięcy ludzi. Nieoficjalnie mówi się o nawet 300 tysiącach.

Pierwszy w historii hołd

W głowach górali to nabożeństwo zostało nie tylko ze względu na słowa papieża, który kazał mieszkańcom Podhala pilnować krzyża na Giewoncie, ale też hołd, jaki Ojcu Świętemu w imieniu wszystkich mieszkańców gór złożył Adam Bachleda-Curuś. Jak przypomina sobie ten ostatni, tekst hołdu powstawał w zaufanym gronie jego najbliższych doradców przez kilka miesięcy poprzedzających wizytę papieża. Działo się to w tajemnicy. Dopiero kilka dni przed 4 czerwca Bachleda-Curuś spotkał się z innymi podhalańskimi wójtami i powiedział im, co ma zamiar powiedzieć przed następcą Świętego Piotra. Wszyscy przyjęli to z entuzjazmem.

Co ciekawe, zdaniem byłego burmistrza samo wygłoszenie hołdu też było momentem historycznym. Góral miał być bowiem pierwszym człowiekiem świeckim w historii, który przemawiał do papieża w czasie mszy świętej.

Poświęcił sanktuarium

Innym historycznym momentem była też wizyta Jana Pawła II w sanktuarium fatimskim na Krzeptówkach (7 czerwca). Święty Papież Polak konsekrował ten kościół, przez co świątynia.

Rozmowa z Piotrem Bąkiem, wiceburmistrzem Zakopanego w 1997 roku

Mija 20 lat, od kiedy w Zakopanem gościł papież św. Jan Paweł II. W 1997 roku, gdy miało miejsce to wydarzenie, Pan był wiceburmistrzem miasta. Jak to się w ogóle stało, że Ojciec Święty przyjechał pod Giewont?

Zabiegi o to były prowadzone od dawna. Już w 1991 roku był zamiar, by Ojciec Święty przyjechał pod Giewont, ale wówczas pojawiły się głosy, że będzie to kosztowne przedsięwzięcie. Potem wielokrotnie delegacje górali z Zakopanego, które co roku zawoziły papieżowi choinkę do Watykanu, zapraszały go na Podhale. Przełomowy moment nastąpił w czasie pielgrzymki papieża do Lewoczy na Słowacji w 1995 roku. Wtedy to podhalańscy harcerze i pielgrzymi z parafii św. Rodziny i z Księżówki w czasie mszy papieskiej rozwiesili wielkie transparenty, na których były napisane hasła zapraszające Ojca Świętego. Okazało się, że w 600-tysięcznym tłumie wiernych to były jedyne transparenty.

Ojciec święty nas zauważył. Na koniec mszy, publicznie zwrócił się do nas po polsku. Powiedział: „Może Matka Boska Lewocka jakoś doprowadzi papieża do Zakopanego. Niech górali z tamtej strony Tatr często tutaj pielgrzymują i proszą, żeby jakoś dojechał, bo mu to ciężko idzie”. Potem zorganizowaliśmy z Zakopanego dwie pielgrzymki piesze do Lewoczy w intencji przyjazdu papieża pod Tatry. Gdy papież w 1997 roku przyjechał pod Wielką Krokiew, nawiązał do tego mówiąc, że Matka Boska z Lewoczy doprowadziła go do Zakopanego . Sporo było także zabiegów oficjalnych i nieoficjalnych. Bardzo mocno zasłużyli się ks. Mirosław Drozdek, ks. Stanisław Olszówka i ówczesny burmistrz Zakopanego Adam Bachleda-Curuś.

Od kiedy wiedzieliście, że podczas pielgrzymki w 1997 roku papież będzie w Zakopanem?

Jesienią 1996 roku już była decyzja, że papież do nas przyjedzie. Wtedy ks. dziekan Olszówka zebrał nas i rozpoczęliśmy przygotowania do wizyty. Robiliśmy plan pielgrzymki, mapy sektorów, programy poszczególnych dni, i to jak miało funkcjonować miasto. Nasz dokument przed Bożym Narodzeniem 1996 roku trafił do Watykanu i został zatwierdzony. Gdy potem przedstawiciel Stolicy Apostolskiej ustalał z polskim rządem program pielgrzymki, na pytanie o Podhale odpowiedział, że Watykan ma już gotowy plan.

A wizyta papieża w Tatrach? Kasprowy Wierch, Kalatówki, Morskie Oko...

To było szczegółowo zaplanowane. Mieliśmy rozpisane i przeanalizowane wszystko, łącznie z tym, jakiej wysokości były wówczas stopnie na schodach prowadzących do kolejki na Kasprowy Wierch i czy stan zdrowia Jana Pawła II pozwoli mu po nich wyjść. Wszystko było utrzymywane w ścisłej tajemnicy.

A jak udało wam się dogadać z Biurem Ochrony Rządu i ochroną papieską, żeby zezwolili na taki scenariusz wizyty?

Było bardzo wiele rozmów, wiele problemów do rozwiązania. Negocjowaliśmy z nimi wszystko: np. jak blisko mogą wierni stać od ołtarza papieskiego. Ustalaliśmy program lotu papieża wokół Podtatrza i Tatr. Chcieliśmy, by papież z powietrza odwiedził miejsca związane z jego życiem. Pilocie nie radzili sobie z topografią regionu, więc po próbnym locie, nawigatorem zostałem ja.

Tomasz Mateusiak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.