Mogę zaręczyć własną głową, że nie będzie śmierdziało

Czytaj dalej
Halina Gajda

Mogę zaręczyć własną głową, że nie będzie śmierdziało

Halina Gajda

Rozmawiamy z Leszkiem Ratajem, dyrektor ds. rozwoju gospodarki odpadami w gorlickim przedsiębiorstwie Empol. Twierdzi, że mieszkańcy nie mają się czego obawiać w związku z planowaną budową spalarni śmieci.

Podczas spotkania z wojewodą dał Pan samorządowcom paczuszki ze śmieciami...

Z paliwem alternatywnym.

Jakby tego nie nazwać, to i tak są to śmieci.

Śmieci to mamy w domowym koszu albo w osiedlowym kontenerze, który cuchnie z daleka. Paliwo alternatywne to owszem, śmieci, ale takie wysokiego gatunku. Tylko wybrane i suche, za to bardzo energetyczne. Można je przerobić zarówno na prąd, jak i na ciepło. Śmieci śmierdzą, bo zawierają frakcję biologiczną, na przykład resztki obiadu, zepsutą żywność albo obierki ziemniaków, albo jeszcze, w skrajnych przypadkach, padłe zwierzęta. Wtedy rzeczywiście, śmierdzi.

Jakie niby „wybrane”?

Na przykład folie. Te wszystkie jednorazówki, w których przynosimy zakupy, opakowania po ciastkach albo woreczki po mrożonych jarzynach. Do tego jeszcze tetrapaki, czyli pudełka po ulubionym soku pomarańczowym albo mleku. Fachowcy mówią na nie: opakowania wielomateriałowe.

Węgiel to nie to samo, co paliwa alternatywne. To dwa zupełnie inne typy wsadów

One też są mokre i śmierdzące. Bywam w kuchni i czasem nawet coś gotuję. Nie ma siły, z pudełka po mleku po dwóch dniach cuchnie. O folii z mięsa nie wspomnę.

Dlatego wysegregowane odpady, odpowiednio przygotowane, muszą być sezonowane. Składuje się je w hali. Tam poprzez system wentylacyjny są osuszane. Dopiero wtedy można je spalić. To, co dałem ludziom podczas spotkania, to właśnie te wszystkie folie i opakowania. Tak to będzie wyglądało finalnie.

Jak w domowej kotłowni wrzucę do pieca taką folię czy karton po mleku, to smród się niesie na okolicę. Wy chcecie palić w setkach tysięcy ton. I niby ma nie śmierdzieć?

Bzdury z tymi setkami tysięcy. Teraz, rocznie w Gorlicach przerabiamy 70-80 tysięcy ton śmieci. Te setki tysięcy, to maksymalna moc, która wcale nie musi być osiągnięta. Po prostu trzeba było określić jakąś górną granicę. Lepiej więcej niż mniej. Poza tym pali się tyle, ile potrzeba, a nie ile jest, dla samego palenia. A tak już na marginesie - palenie w domowym piecu tetrapaków czy folii jest zwyczajnie karalne.

Ucieka Pan od pytania.

Nie uciekam. Jak pani spali opakowanie po mleku czy soku, to śmierdzi, bo temperatura w piecu była za mała. Po prostu fizycznie jest niemożliwe, żeby było więcej. Żeby można to było bezpiecznie i efektywnie spalić, to trzeba osiągnąć co najmniej 800 stopni Celsjusza. W profesjonalnej instalacji to możliwe. W domowej na pewno nie, z czysto fizycznych względów. Zresztą ciągle słyszę, że spalarnia to, spalarnia tamto. Jaka spalarnia?! Jakieś potworne uproszczenie, które nie ma nic wspólnego z prawdą. Spalarnia to jest wtedy, jak do kotła wrzuca się wszystko, jak leci. My nie zamierzamy wrzucać całej zawartości kontenera, tylko to, co już się żadną miarą nie da przerobić albo jest to po prostu nieopłacalne. Surowce wtórne idą na sprzedaż, na złom albo na makulaturę.

Co z kominem? Stary komin elektrociepłowni ma grubo ponad sto metrów wysokości, a wasz ma mieć jakieś 50. Chcecie zasypać miasto popiołem?

Kolejna bzdura. Ile lat ma komin elektrociepłowni? Dobrych kilkadziesiąt. Owszem, pewnie po drodze był remontowany, ale on jest wysoki od początku istnienia. Bo te kilka dekad temu tak się budowało - nie było technicznych możliwości, by wyłapać wszystkie pyły, więc się je wysyłało w niebo, żeby wiatr szybko rozdmuchał. Poza tym wysokość komina jest zupełnie nieistotna. Ważne jest jaka instalacja działa pod nim.

Tylko że EC spala rocznie 11 tysięcy ton węgla, a wy chcecie dziesięć razy tyle.

Kolejna, powtarzana z ust do ust bzdura. Jak można porównywać węgiel i paliwa alternatywne. To dwie rzeczy z zupełnie innych światów. Powtarzam raz jeszcze - spala się tyle, ile potrzeba, a nie ile się ma.

System oczyszczania to zawsze największy koszt takich instalacji

Obojętnie, co by w tym piecu nie było, nie ma siły, żeby podczas spalania nie wytrącały się rozmaite, niebezpieczne substancje.

Po to są filtry, żeby je wyłapać na czas.

No tak, filtry. Tylko że są na pewno kosmicznie drogie. I trzeba je wymieniać. Będzie was stać?

Rzeczywiście, system oczyszczania w takich instalacjach jest największym kosztem, ale zapewniam, że będzie nas stać. Inaczej byśmy się za to nie brali. Poza tym, mamy robić biznes, a nie wydawać pieniądze na kary za złamanie ekologicznych paragrafów.

To inaczej - piece, nawet te hiperekologiczne wymagają wsadu. Sam Pan mówił, że macie robić biznes, a nie generować straty. Z kontenera śmieci, na paliwo alternatywne to nadaje się pewnie połowa. Będziecie zwozić odpady z połowy Polski?

A dlaczego z połowy Polski mamy zwozić.

Bo u nas jest ich za mało.

Jeśli już coś będziemy zwozić, to gotowe paliwo. Mamy w kraju pięć zakładów, podobnych do tego w Gorlicach. Segregacja i przygotowanie odbędzie się na miejscu, u nich. Nie ma sensu wozić tego tam i z powrotem. Odpady są segregowane. To, czego nie da się wykorzystać, jedzie na kompost. Uprzedzam pytanie - poza zakład segregacji, bo rzeczywiście, w tym przypadku możemy mówić o smrodzie. W Gorlicach czegoś takiego nie ma.

Dziwi się Pan ludziom, że się boją? Przecież bloki są sto metrów od planowanej inwestycji.

Jakie sto metrów! Tam jest około pół kilometra. Poza tym to nie my przybliżyliśmy się do bloków, tylko one do nas. Zakład segregacji istniał na długo przed tym, jak został wybudowany blok socjalny, bo to o niego głównie chodzi. Mam wrażenie, że wszyscy uważają, że chłopy z Empolu przyjdą któregoś dnia i zaczną kopać fundamenty, potem przyjedzie wielka grucha betonu i zaczną murować. Budowa takiej instalacji to sprawa specjalistycznych firm. W ich interesie jest, żeby wszystko hulało, jak powinno, bo inaczej my nie odbierzemy zlecenia. A oni popłyną finansowo.

Macie w strefie hektarową działkę. To absurd, że na niej chcecie zmieścić skomplikowaną instalację z całym zapleczem, halami, wiatami itd.

Nie hektar, tylko około czterech. Owszem, na instalacje potrzebujemy około hektara.

Mówił Pan na początku, że paliwo musi się suszyć, hal potrzebuje. Skoro chcecie tyle tego spalać, to jak zamierzacie się zabezpieczyć przed przypadkowym pożarem. Przecież nie tak dawno omal nie spłonęło pół zakładu, gdy ktoś wrzucił żar do kontenera, który potem przyjechał do was.

Paliwo będzie składowane w szczelnych, zamkniętych, żelbetowych silosach. Poza tym wiele innych zabezpieczeń. Zresztą my nigdy nie unikaliśmy straży pożarnej, zawsze brama jest dla niej otwarta, gdy przyjeżdżają i mówią, że trzeba zrobić ćwiczenia, powtórzyć symulacje wypadków. To też jest w naszym interesie.

Jeszcze raz wrócę do ilości śmieci. Przecież wypadliście z wojewódzkiego planu, bo fachowcy uznali, że dwie spalarnie w Małopolsce ( w Krakowie i Oświęcim) wystarczą.

Właśnie, mowa o spalarniach śmieci. Wszystkich! Powtarzam raz jeszcze - my nie mamy planu palenia wszystkiego, co samochody wwiozą w kontenerach. To wybrane frakcje. Bardzo dokładnie określone. My chcemy z tych śmieci produkować energię elektryczną i ciepło. Spalarnia ma tylko ciepło.

Czemu się upieracie co do lokalizacji? Przecież można taki zakład zbudować z dala od ludzi.

Ryzyko protestów jest wszędzie takie samo. Wszędzie będą nieprzekonani, choćby nie wiem, co zrobił.

Czarno na białym: na czym ma polegać ten system oczyszczania spalin. Niech Pan to wytłumaczy tak, żeby mnie przekonać.

Oczyszczeniu w instalacji będą podlegały popioły lotne i pyły, gazy kwaśne, metale ciężkie, tlenki azotu, dioksyny i furany, tak jak zastrzeżone to jest w przepisach ochrony środowiska. W bardzo dużym uproszczeniu, spalanie w temperaturze powyżej 850 stopni C i przebywanie gazów w tej temperaturze przez minimum dwie sekundy powoduje minimalizację emisji metali, wielopierścieniowych węglowodorów, dioksyn i innych substancji organicznych, które powstają w procesie spalania. Do tego jeszcze tak zwana metoda półsucha, która eliminuje związki siarki, filtry tkaninowe i wiele innych, które redukują pyły i tlenki azotu.

Co z popiołami, które przecież będą i raczej pewne jest, że będzie w nim połowa tablicy Mendelejewa.

Tablica Mendelejewa występuje w popiołach po spalaniu zmieszanych odpadów komunalnych, natomiast po spaleniu paliwa alternatywnego popioły nie mają charakteru odpadów niebezpiecznych i będą kierowane do dalszego wykorzystania np. przy podbudowie dróg. Popioły z oczyszczania spalin będą w oddzielnej instalacji zestalane i przekazywane do składowaniu na specjalnych składowiskach, tak aby nie miały wpływu na zanieczyszczenie ziemi i wody.

Da Pan głowę, że nie będzie śmierdziało i że miasto nie zacznie pokrywać się pyłem ze spalonych śmieci? Zamieszkałby Pan w sąsiedztwie takiej instalacji?

Dam głowę, że nie będzie śmierdziało. Co do zamieszkania, też nie widzę przeciwwskazań. Proszę zobaczyć, jak to wygląda w Krakowie, Koninie, Białymstoku, Poznaniu, Bydgoszczy. To spalarnie, które palą zmieszane odpady komunalne i udowadniają, że nie szkodzą nikomu. My planujemy paliwo alternatywne.

Halina Gajda

Moja praca to przede wszystkim ludzie. Z małych społeczności, wiosek z dala od centrum powiatu, a jeszcze dalej od wielkich miast. Ich kłopoty, troski, radości – dla jednych banalne, dla nich o wielkiej wadze. Czasem jest to dziura w drodze, innym razem choroba kogoś bliskiego albo po prostu wnuk, który wygrał ważną olimpiadę. W każdej sytuacji staram się być blisko nich. Wszyscy oni już na zawsze zostają w pamięci. Widujemy się później na ulicy. Skinienie głową, dzień dobry, cześć - zwykłe gesty, ale dla nas ważne. Bo pamiętamy o sobie.

https://gorlice.naszemiasto.pl/ropica-polska-pomidorowo-paprykowe-krolestwo-w/ar/c1-8961077


https://gorlice.naszemiasto.pl/konrad-byl-pod-opieka-domowego-hospicjum-ktore-doplacalo-do/ar/c8-4686117


https://gorlice.naszemiasto.pl/tosia-kluk-wrocila-do-domu-udalo-sie-oddycha-juz-bez-rurki/ar/c1-7475883


https://gorlice.naszemiasto.pl/zagorzany-mloda-architektka-aleksandra-klinska-na-bazie/ar/c1-8972887?utm_source=facebook.com&utm_medium=gorlice-nasze-miasto&utm_content=fakty-i-opinie&utm_campaign=zagorzany-mloda-architektka-aleksandra-klinska-na-bazie&fbclid=IwAR3q_y8POS7BW_w9QyiDbaC2jx1mKxt-7ZsKb4rJfaA0lpS5y_VOQv2kLZE


 


Przez te kilkanaście lat pracy w Polska Press nie jeden raz zdarzyło mi się płakać z bezsilności, ale też śmiać się do łez. Nie boję się przyznać do słabości, ale mam też dystans do siebie. Szczególnie, gdy potrzebna pomoc komuś słabszemu, choremu, mniej zaradnemu. Wtedy robienie „wariata” przychodzi mi bez trudu. 

A na co dzień? Cóż, jestem amatorką mocnej kawy i wszystkiego, co ananasowe. Znajomi twierdzą, że tropikalny owoc jest najlepszą u mnie walutą. Pichcę w domowym zaciszu w ilościach znacznie przekraczających możliwości domowników. Dla ukojenia emocji wkładam na uszy słuchawki i odpalam płytę Zbigniewa Preisnera.


 


 

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.