Moim zdaniem. Nauka akademicka i postakademicka

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polska Press
Ryszard Tadeusiewicz, prof. AGH

Moim zdaniem. Nauka akademicka i postakademicka

Ryszard Tadeusiewicz, prof. AGH

W poprzednim moim felietonie pisałem o problemach związanych z powtarzalnością (lub z brakiem powtarzalności) wyników badań naukowych. Dzisiaj chciałbym przytoczyć pokrewne tezy przedstawione przez profesora Piotra Sztompkę w artykule „Dylematy wiarygodności nauki” w dwutygodniku PAUza Akademicka.

Otóż profesor Sztompka twierdzi, że nastąpiła obecnie transformacja nauki akademickiej w naukę postakademicką, czemu towarzyszy erozja jej wiarygodności. W nauce akademickiej bardzo ważną rolę odgrywała kultura akademicka. Opierała się ona na etosie naukowym i autonomii. Etos nakazywał naukowcom wytrwałe i uczciwe odkrywanie prawd naukowych, a gdy zostaną one odkryte - to ich odważne głoszenie. Autonomia oznaczała, że wybór przedmiotu badań naukowych oraz dobór używanych metod badawczych nie podlegały żadnym zewnętrznym naciskom.

Tak to funkcjonowało przez stulecia i dlatego właśnie nauka tak bardzo przyczyniła się do awansu cywilizacyjnego całej ludzkości, a jednocześnie cieszyła się zaufaniem.

Niestety, to się popsuło. Prof. Sztompka twierdzi (a ja się z nim zgadzam), że współczesne uczelnie i instytuty naukowe zamiast kultywować kulturę akademicką przyjmują kulturę korporacyjną najwyżej ceniącą efektywność i produktywność. Przesiąkają także kulturą administracyjną, afirmującą formalności i audyt. Wdziera się do tych Świątyń Nauki kultura biznesowa, gdzie dominuje kalkulacja i zysk. Wszystkie te zmiany obniżają wiarygodność nauki.

Prof. Sztompka wskazuje sześć przyczyn takiego stanu rzeczy. Jako pierwszą wymienia fiskalizację nauki. Prowadzenie badań naukowych wymaga funduszy. Środki przydzielane przez rząd są niewystarczające. Aby prowadzić badania naukowe, trzeba zdobywać tak zwane granty. Ale ten, kto przydziela granty, ustawia tematykę według swoich kryteriów.

Drugi powód to prywatyzacja nauki. Instytucje finansujące badania zwykle zapewniają sobie prawo wyłączności do wykorzystywania ich wyników. Rwie się tradycyjny łańcuch, w którym odkrycie jednego badacza inspirowało innego badacza i prowadziło do kolejnego odkrycia naukowego.

Z poprzednim powodem wiąże się następny: komercjalizacja nauki. Ponieważ liczy się to, jak szybko sponsor będzie mógł zacząć ciągnąć zyski ze sprzedaży wyników naukowych („kto pierwszy, ten lepszy”) więc na badaczy wywiera się nacisk, żeby wybierać „drogę na skróty”. Jakość nauki spada!

Czwarty powód związany jest z biurokratyzacją nauki. Zamiast prowadzić badania naukowe, trzeba pisać projekty, żeby ubiegać się o granty, potem trzeba sporządzać obszerne raporty z badań, a ocenę wartości uzyskiwanych wyników przeprowadzają posługujący się kryteriami formalnymi urzędnicy.

Piąty powód został przez prof. Sztompkę nazwany plagą kwantofreni. Oceny jakościowe (wartości naukowej) zastępowane są ocenami ilościowymi. Nieważne, co badacz odkrył - ważne jest, ile uzyskał punktów. Punkty otrzymuje się wyłącznie w oparciu o tabele ustalone w ministerstwie. W efekcie jakość wyniku naukowego nie ma znaczenia. Można opublikować największą bzdurę lub naukowy banał, byle w „wysoko punktowanym” czasopiśmie i ocena badacza będzie pozytywna.

Szósty powód wskazany przez prof. Sztompkę to utrata ekskluzywności społeczności naukowej. Do wspólnot naukowych wchodzą politycy, przedsiębiorcy, menedżerowie, lobbyści, którzy swoimi działaniami naukę kompromituję. Często też naukowcy przechodzą do polityki i biznesu, gdzie „podpierając się” tytułami naukowymi (często fikcyjnymi), zabiegają o sprawy dalekie od obszaru ich naukowych kompetencji i tracąc własną wiarygodność, podważają też wiarygodność nauki jako takiej. Czy uda się kiedyś odbudować naukę akademicką? Jestem optymistą i wierzę, że tak!

Ryszard Tadeusiewicz, prof. AGH

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

syuv

„Janusz Korwin-Mikke był gościem Marianny Schreiber w programie „Mam tego dość”. Jeden z liderów Konfederacji mówił m.in. o obniżaniu poziomu edukacji i kaście właścicieli niewolników.

– Powiedzmy sobie jasno, celem dzisiejszej nauki jest ogłupienie ludzi. To jest celowe. Ja pamiętam, jak pan prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, który był wtedy rektorem uniwersytetu, powiedział wyraźnie: Musimy trzykrotnie zwiększyć liczbę studentów, nawet gdybyśmy mieli dwukrotnie obniżyć poziom nauczania. I ten program jest robiony – wskazał Janusz Korwin-Mikke.

– Obniżyć poziom nauczania, żeby było więcej idiotów, rozumie pani? To jest celowo, żeby ludzie byli głupi, wierzyli w globalne ocieplenie, uwierzyli w różne inne głupoty, które się ludziom wmawia. Niewolnicy mają być głupi – dodał.

– Mamy w tej chwili kastę właścicieli niewolników, która dysponuje telewizją i wmawia tym biednym niewolnikom, co tam trzeba i ogłupia się tych ludzi celowo – stwierdził.

Polityk dodał, że „jeżeli nie pomoże równouprawnienie itd., to trzeba wprowadzić do klasy jeszcze osobę, jak pani mówi, intelektualnie niepełnosprawną”. – I wtedy się poziom klasy od razu obniża. I to jest celowa robota, żeby obniżyć poziom nauczania – ocenił.”

Tak więc, jak widzimy z powyższego, również profesorowie z premedytacją działają na rzecz „ilości, kosztem jakości” — jak prof. Wróblewski, który wcale się z tym nie kryje — a potem jojczą w swoich felietonach, że „to się popsuło”. Nie, „samo” się nie popsuło — to WY z premedytacją to zepsuliście („Musimy trzykrotnie zwiększyć liczbę studentów, nawet gdybyśmy mieli dwukrotnie obniżyć poziom nauczania”).
Być może p. Tadeusiewicz również. Nie można tego wykluczyć.

syuv

W Polsce już nie ma żadnej „nauki akademickiej”; w Polsce jest jedynie sprzedaż dyplomów. Przecież wykładowcy AGH również — podobnie, jak wykładowcy innych uczelni — mają po 2-3 etaty, znaczy: jeden na „głównej” uczelni i dodatkowe na jednej (lub więcej) „uczelni” (tak, cudzysłów konieczny) prywatnej, prawda?
Zajmują się więc nie pracą naukową — a dydaktyczną z konieczności w ograniczonym zakresie — a jedynie „trzepaniem kasy”. P. Tadeusiewicz winien takie rzeczy wiedzieć — i zacząć uzdrawianie polskiej nauki od likwidacji zupełnie zbędnych „uczelni” prywatnych, sprzedających rozmaite „licencjaty” (dawniej znane jako kursy pomaturalne).
Kiedy bodajże w XVIII w. w Prusiech padła propozycja otwarcia uniwersytetu w Gdańsku, ówczesny król Prus nie wyraził na to zgody, motywując, iż spowoduje to obniżenie poziomu na uniwersytecie w Królewcu.
Tak więc nie ilość — ale JAKOŚĆ; p. Tadeusiewicz winien takie rzeczy wiedzieć, ale najwyraźniej nie wie, „jak widać na załączonym obrazku”.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.