Nie mam już do czego wracać

Czytaj dalej
Fot. Polskapress
Robert Gąsiorek

Nie mam już do czego wracać

Robert Gąsiorek

Dom Łukasza Wojtona zapalił się od stojącego obok samochodu. Budynek musi być rozebrany. Młody mężczyzna mieszkał z babcią. 94-letnią kobietę w porę na szczęście uratowali sąsiedzi.

Dla Łukasza Wojtona ze Stobiernej rok 2017 miał być wyjątkowy. Z Anetą, narzeczoną, zaplanowali już na czerwiec ślub i wszystko podporządkowali zbliżającej się uroczystości. Wszystko stanęło teraz pod wielkim znakiem zapytania. Przez pożar, który strawił dom 29-latka. - Zbierałem pieniądze na wesele, a teraz nie wystarczy tego na odbudowę domu - wzdycha załamany mężczyzna.

Pojechał tylko na chwilę

Była niedziela. Łukasz Wojton przygotowywał się do wyjazdu służbowego. Na co dzień pracuje w firmie transportowej i jeździ tirami po całej Polsce. Wybrał się jeszcze z narzeczoną do Dębicy na zakupy przed długą podróżą. W domu została babcia Katarzyna, z którą mieszkał od czasu śmierci rodziców. - W ubiegłym roku przeszła dwa udary i musi leżeć w łóżku. Zostawiłem ją wtedy w domu samą, bo pojechaliśmy dosłownie tylko na chwilę. Zawsze, gdy mnie nie ma dłużej, babcia zostaje pod opieką wujka - opowiada 29-latek.

Ledwo para narzeczonych dojechała do Dębicy, odezwał się telefon. - Dzwonił sąsiad i mówił, że dom mi się pali. Od razu zapytałem o babcię, ale sąsiad uspokoił mnie, że zdążyli ją w porę wyciągnąć z domu - dodaje mężczyzna. Natychmiast zawrócił do domu. Strasznie bał się przede wszystkim o staruszkę i o to co zastanie na miejscu.

Czujny sąsiad

Dymy unoszące się nad drewnianym domem pierwszy wypatrzył sąsiad. Ubrał się i poszedł zobaczyć, co się dzieje. Okazało się, że płonie volkswagen transporter stojący obok budynku. Zawołał na pomoc swojego syna i wspólnymi siłami próbowali ugasić auto.

Nagle silny podmuch wiatru przeniósł ogień na budynek. Mężczyźni natychmiast wezwali straż pożarną. To właśnie oni wynieśli w bezpieczne miejsce panią Katarzynę. Wybili jedno z okien i na kocach przenieśli staruszkę do ciepłego i bezpiecznego miejsca.

Po chwili zaczęły się zjeżdżać wozy straży pożarnej. Kilkunastu druhów z Dębicy, Pustyni oraz Paszczyny przez dwie godziny walczyło z płomieniami. Samochód spalił się doszczętnie. Dom również został poważnie zniszczony i nie nadaje się do zamieszkania. Zupełnie z dymem poszedł dach, jeden z pokoi oraz ganek. Czego nie strawił ogień, zostało zalane wodą ze strażackich sikawek. Przyczyną pożaru samochodu było prawdopodobnie zwarcie elektryczne.

Dobrze, że babcia żyje

Gdy Łukasz po raz pierwszy zobaczył pogorzelisko, był wstrząśnięty. Wraz z domem stracił cały dobytek, bo doszczętnie spłonął dokładnie ten pokój, który przez lata zajmował 29-latek.

- Miałem tam wszystkie swoje ubrania, meble, telewizor. Szczęście w nieszczęściu, że babcia wyszła z tego cało. To jest dla mnie najważniejsze - przyznaje Łukasz.

Z domu pozostały tylko osmolone drewniane ściany, a dookoła wciąż unosi się swąd spalenizny

Nie pozostał jednak sam w obliczu nieszczęścia. Z pomocą przyszła jego narzeczona Aneta i jej rodzice. Zaproponowali żeby Łukasz zamieszkał na razie u nich.

- Od razu podjęliśmy taką decyzję. Przecież na tym pogorzelisku byśmy go nie zostawili - mówi Aneta Szydłowska.

Babcia Katarzyna znalazła schronienie u rodziny. Łukasz cały regularnie ją odwiedza.

- Przeżyła już 94 lata i dla niej ten pożar był straszliwym przeżyciem. W tym domu przecież się wychowała - podkreśla.

Ułożyć życie na nowo

Z domu pozostały tylko osmolone drewniane ściany, a dookoła wciąż unosi się swąd spalenizny. - Na wiosnę miałem wymieniać dach, bo stary pokryty był jeszcze eternitem. W ogóle chciałem trochę odremontować dom, żeby po ślubie zamieszkać w nim razem z Anetą - wspomina Łukasz.

Teraz nawet generalny remont w niczym już nie pomoże. Inspektor nadzoru budowlanego stwierdził, że naruszona przez ogień konstrukcja domu musi zostać rozebrana, bo grozi zawaleniem. Co gorsza majątek był ubezpieczony tylko na najniższą kwotę. - Ubezpieczyciel wypłaci mi najwyżej kilka tysięcy złotych odszkodowania. To kropla w morzu potrzeb - martwi się 29-latek. Z odsieczą przychodzą mu na szczęście ludzie z całej Stobiernej. Oferują różnorodną pomoc. Dla mężczyzny najważniejsze jest teraz odbudowanie się na zgliszczach.

- Na razie mam jakiś dach nad głową. Bardzo chciałbym sobie ułożyć nowe życie z Anetą. Mam nadzieję, że nam się to uda - podkreśla.

Robert Gąsiorek

Pracuje w redakcji Gazety Krakowskiej w Tarnowie. Piszę o tematach związanych z miastem Tarnowem oraz powiatami: tarnowskim oraz dąbrowskim. Zajmuje się sprawami kryminalnymi oraz przygotowuję teksty dotyczące ludzkich problemów. Wykonuję również fotogalerie z ciekawych imprez, które odbywają się w regionie. Prywatnie interesuje się sportem w szczególności piłką nożną.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.