Nieszczęścia chodzą parami. Ranny kot i uratowany pies. Kto da im szansę?

Czytaj dalej
Fot. Magda Hejda
Magda Hejda

Nieszczęścia chodzą parami. Ranny kot i uratowany pies. Kto da im szansę?

Magda Hejda

Te zwierzaki mają dusze wojowników. Przeżyły koszmar, a teraz szukamy dla nich dobrych domów.

Pisząc zeszłotygodniowy artykuł o skatowanym kocie Nikodemie przekonałam się, że nieszczęścia, również te mruczące, chodzą parami.

Pojechałam sfotografować Nikodema do Marka - wolontariusza, który na czas leczenia i poszukiwania domu zabrał znajdkę z wybitymi zębami i kocim katarem do swojego domu. Bohater artykułu razem z kotami domownikami i tymi przyjętymi na przechowanie, zachwycone pojawieniem się rąk do głaskania śmiało wspinali się na moje kolana. W tak wylewnym towarzystwie trudno robić zdjęcia.

Musiałam poczekać aż moja obecność choć trochę spowszednieje kotom i właśnie wtedy zadzwoniła znajoma Marka. Niedaleko Lusławic znalazła ciężko rannego kota.

„Nowy”

Anna Konarska - Miazowska razem z mamą całe życie pomagają kotom, dokarmiają krakowskie dachowce, każda z nich ma kilka przygarniętych mruczków. W czasie naszej pierwszej rozmowy telefonicznej Anna przypomniała mi, że wiele lat temu jej mama przygarnęła kotkę bez oka, którą prezentowałam w programie „Kundel bury i kocury”. Oczywiście, że pamiętam piękną, dymną, jednooką Pusię.

Anna czasem zabiera swoje cztery koty do Siemiechowa, spędzają wakacje w domu odziedziczonym po dziadku. I tam codziennie karmi miejscowe dachowce. Okoliczne mruczki dobrze ją znają, czekają na jej przyjazd. Kilka dni temu jak zwykle wyniosła do ogrodu miski z jedzeniem. Mąż Anny zauważył nowego stołownika, był czarno biały. Takiego wcześniej nie widzieli w kociej jadłodajni.

Arek stracił łapę we wnykach. Ciągle jest jednak bardzo ufny. Lubi ludzi i inne zwierzęta
Beata Porębska Tasman jest rozkosznym szczeniakiem

Zawołała „nowego”, natychmiast przybiegł i wtedy zobaczyła, krwawy kikut. Biedak stracił kawałek tylnej łapy. - Jest bardzo ufny, bez problemu wzięłam go na ręce, zaniosłam do domu, nakarmiłam. Żal było patrzeć jak łapczywie pochłania karmę i niespokojnie rozgląda się na boki, cały czas sprawdza, czy nikt nie odbierze mu jedzenia. W końcu nasycił się, wszedł pod stół kuchenny i zasnął - mówi Anna. Nazwała go Arek.

Zawiozła do najbliższego gabinetu weterynarii. W kikut wdało się zakażenie, łapa bardzo spuchła. Lekarz zaaplikował pacjentowi środki przeciwbólowe, antybiotyk, maść do smarowania rany. Traf chciał, że akurat robiłam zdjęcia Nikodemowi, kiedy do Marka zatelefonowała Anna. Niestety w jego mieszkaniu już nie było miejsca na kolejnego rannego kota, wolontariusz nie miał środków na operację i leczenie znajdy.

Pomoc dla wojownika

Skontaktowałam się z Beatą Porębską z Fundacji dla Zwierząt - interwencje i adopcje”. Tydzień wcześniej prosiłam o ratunek dla Nikodema. Inspektorka w ciągu kilkunastu minut, znalazła mu tymczasowe lokum u Marka, fundacja finansuje leczenie kota.

Tym razem też nie odmówili. Beata zadeklarowała pokrycie kosztów amputacji łapy, szczepienia i kastracji kocura, błyskawicznie zorganizowała dom tymczasowy na czas rekonwalescencji.

Arek jest ofiarą kłusowników, wpadł we wnyki. Mimo niewyobrażalnego bólu nie podał się, walczył, aż urwał z paści zmiażdżoną łapę i dowlókł się do domu Anny.

Najwyraźniej ma duszę wojownika. Był wychudzony i potwornie głodny to znaczy, że upłynęło dużo czasu zanim zdołał uwolnić się z wnyków. - To jest bardzo oswojony kot, miałam nadzieję, że ktoś go szuka, zrobiłam wywiad wśród sąsiadów i rodziny, zamieściłam zdjęcie Arka w internecie, niestety do tej pory nikt po niego nie zgłosił się - mówi Anna.

Arek jest młodym zwierzakiem, lgnie do ludzi. Kiedyś miał dom, korzysta z kuwety, bardzo grzecznie zachowuje się w czasie podróży samochodem. Już jest w Krakowie. W poniedziałek pomyślnie przeszedł operację. Podany na czas antybiotyk zadziałał, opuchlizna się zmniejszyła, okazało się, że wysoka amputacja nie jest konieczna, lekarzom udało się ocalić kawałek łapy. Po opuszczeniu gabinetu Arek ma zapewnioną opiekę w domu tymczasowym, ale ja wierzę, że wśród Czytelników „Krakowskiej”, ten koci wojownik jeszcze dziś znajdzie dom i Przyjaciół na długie, szczęśliwe życie.

Jeśli poruszyła Was jego niewiarygodna wola przetrwania, jeśli marzy Wam się kot „przytulny”, który w dodatku świetnie „dogaduje się” z innymi domowymi mruczkami, dzwońcie na tel. 791 300 767. Arek jest wykastrowany, po okresie rekonwalescencji zostanie zaszczepiony na koszt fundacji. W opiece nad uratowanym mruczkiem można pomóc wpłacając datek na konto:

„Fundacja dla Zwierząt - interwencje i adopcje”, ul. 28 lipca 1943, 32 b, 30 - 233 Kraków, nr konta: 51 1050 1445 1000 0090 3123 5246 z dopiskiem „Arek”

Szczeniak odcięty z łańcucha

Tasman jest też podopiecznym „Fundacji dla Zwierząt - interwencje i adopcje”. Dwa miesiące temu został przywieziony z Podhala. To psie dziecko odcięła z łańcucha Beata Porębska, inspektorka fundacji. Byłam na miejscu i przyglądałam się tej interwencji, szczeniak przywiązany do szopy nie mógł wejść do środka, bo wycięty w deskach otwór blokowały zwoje kabli.

Maluch nie miał nawet miski z wodą. W dni słoneczne nie było tam ani grama cienia. Jak sobie pomyślę, że tkwiłby na tej „patelni” kiedy temperatura sięgała 36 stopni, to skóra mi cierpnie. Na szczęście właściciel zgodził się oddać dobrowolnie szczeniaka i maleńką suczkę Daisy, również przywiązaną łańcuchem do budy, w której zamiast desek na podłodze była betonowa płyta.

Jakim cudem, na betonie, w budzie podszytej wiatrem, taki „drobiazg” przetrwał zimę? Ile jeszcze mogła wytrzymać?

Dzięki temu, że fundację zaalarmował anonimowy turysta, kolejne dwa istnienia zostały uratowane. Suczkę wzięła do siebie na przechowanie Beata Porębska, Tasman też trafił do domu tymczasowego.

Daisy zauroczyła całą rodzinę, zbliżały się imieniny męża Beaty. Solenizant zawinszował sobie Daisy na imieniny i jak to w życiu bywa, dom tymczasowy stał się dla Daisy domem stałym.

Tasman niestety już trzeci miesiąc czeka na kogoś kto zechce go przygarnąć. Jest zaszczepiony, gotowy do adopcji. Bardzo przywiązał się do opiekunki, dokazuje w ogrodzie z innymi kundelkami po przejściach, które w jej domu czekają na swojego człowieka. Kiedyś zabraliśmy go do Radia Kraków, zachowywał się bardzo grzecznie i był totalnie „wyluzowany”, chętnie pozował do zdjęć, w dużym skupieniu obwąchiwał mikrofony. Niestety domu nie znalazł. Tasman ma siedem miesięcy, jest ślicznym, rozkosznym i odważnym szczeniakiem, bardzo ufnym wobec ludzi i psów. Przygarnijcie tego rozbrajającego malucha, a czeka Was z nim sto pociech - tel. 791 300 767o.

***

Właściciel Szoguna stanął przed sądem

W styczniu inspektorzy Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, na jednej z posesji w Wiśniowej , zobaczyli dogorywającego owczarka niemieckiego z wielką, gnijącą raną na łapie. Szogun był w kojcu, na łańcuchu. Na podwórku wegetowały jeszcze trzy suki w złych warunkach. Właściciel zrzekł się psów.

Szogun natychmiast trafił do gabinetu weterynaryjnego, kilka osób przez kilka godzin uwalniało zwierzę z sierści oblepionej odchodami, błotem, krwią. Ogon był tak ciężki, od tej skorupy, że pies zaczął nim ruszać dopiero po ogoleniu. Po usunięciu sklejonej sierści okazało się, że Szogun jest bardzo chudy. Lekarze mieli wątpliwości czy przeżyje, ale tylko natychmiastowa amputacja gnijącej łapy mogła go uratować. Miesiąc walczył o życie, miał przetaczaną krew.

Po reportażu w programie „Kundel bury i kocury” znalazł dom. KTOZ złożyło na policji zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W środę właściciel Szoguna stanął przed Sądem Rejonowym w Myślenicach. Nie przyznaje się do winy. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, znęcanie się nad zwierzętami to nie tylko okrutne uśmiercanie, bicie, ale też utrzymywanie ich w stanie rażącego zaniedbania.

Ustawodawca wymienia tu: zagłodzenie, brud, nieleczenie choroby, niewłaściwe pomieszczenie, brak zabezpieczenia przed warunkami atmosferycznymi. Znęcanie się nad zwierzęciem jest przestępstwem, grozi za to kara grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności do dwóch lat. W razie skazania sąd orzeka przepadek zwierzęcia, może również zakazać posiadania zwierząt od roku do 10 lat.

Magda Hejda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.