Niezwykłe sześć zdjęć, które przeszły do historii

Czytaj dalej
Fot. brak
prof. Ryszard Tadeusiewicz

Niezwykłe sześć zdjęć, które przeszły do historii

prof. Ryszard Tadeusiewicz

Wczoraj była ważna rocznica - 6 czerwca 1944 alianci wylądowali w Normandii. Był to tzw. „D-Day” - czyli „Dzień D”. Otwarto wtedy drugi front walki z hitlerowskimi Niemcami, co walnie przyczyniło się do zakończenia II wojny światowej. D-Day był ogromną operacją. Trzeba było przerzucić przez kanał La Manche ponad 150 tys. żołnierzy wraz ze sprzętem, skoordynować działania 7 tys. okrętów i 12 tys. samolotów. Specjalnie do tego celu stworzony został zestaw metod matematycznych do planowania, podejmowania decyzji, koordynacji, logistyki i zarządzania, który po wojnie wszedł do powszechnego użytku pod nazwą Badań Operacyjnych. Pisałem o tym w Gazecie 06.06.2012 (tekst opublikowany jest w Internecie!). Dzisiaj chcę opowiedzieć historię fotograficznego dokumentowania D-Day.

Dla polityków, dla dowódców, ale także dla żołnierzy, którzy z narażeniem życia uczestniczyli w tym największym w historii desancie powietrzno-morskim, ważne było, by o ich czynach dowiedziała się możliwie szeroka opinia publiczna. Miało to poprawić nastroje ludności przygnębionej przedłużającą się wojną, dostarczyć powodów do dumy rodzinom żołnierzy i wzmocnić pozycje określonych polityków (dowódca D-Day, Dwight Eisenhower, został potem prezydentem USA). Lądującym oddziałom towarzyszyli więc korespondenci wojenni, którzy opisywali ich działania. Ale najważniejsze były zdjęcia.

Bo jeden obraz wart jest tysiąc słów! Trzeba więc było fotografować heroicznych, masowo ginących żołnierzy (pokazano to w filmie „Szeregowiec Ryan”). Dlatego wraz z pierwszą falą desantu na słynnej plaży Omaha (3000 zabitych Amerykanów!) wylądowali m.in. reporterzy Bob Landry i Robert Capa. W samym środku bitwy fotografowali wszystko, co się tam działo. Zdjęcia wykonywali autentycznie z narażeniem życia, bo kule nie wybierały! Po wykonaniu zdjęć, filmy naświetlone przez Boba Landry i dziewięciu innych fotoreporterów zostały przekazane oficerowi, który miał je przewieźć do Londynu.

Niestety, oficer ten wchodząc na barkę desantową, upuścił plecak z filmami i wszystkie zdjęcia utonęły! Robert Capa postanowił swoje zdjęcia zawieźć osobiście do Anglii. Miał ich sporo: 10 filmów zawierających 106 unikatowych zdjęć. Dotarł do Anglii, chociaż jego barkę ostrzelała artyleria, przekazał zdjęcia Johnowi Morrisowi z magazynu „Life” i... wrócił do Normandii.

Morris bardzo się spieszył przy wywoływaniu zdjęć, bo chciał, żeby dotarły specjalnym samolotem do USA jeszcze 8 czerwca i ukazały się w najbliższym numerze „Life”. Pech chciał, że jego niedoświadczony pracownik susząc pospiesznie wywołane filmy, zniszczył je! Udało się uratować zaledwie 6 klatek - i te 6 zdjęć stanowi całą dokumentację fotograficzną D-Day. To była prawdziwa ironia losu: wykonać zdjęcia pod kulami i stracić je w suszarce!

prof. Ryszard Tadeusiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.