No i wstałyśmy z foteli, jak chce Franciszek

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Dominika Cicha

No i wstałyśmy z foteli, jak chce Franciszek

Dominika Cicha

Nasz ŚDM-owy fiat wyglądał jak po off-roadzie. My też... - wspominają Marysia, Ewa i Ada, wolontariuszki, które poznały się na ŚDM. Ich przyjaźń przeradza się w Stowarzyszenie Do Woli.

Lipiec 2016. Wybiła pierwsza w nocy, więc kończy się moja służba na pętli tramwajowej. Ściągam żółtą kamizelkę, gwizdek chowam do kieszeni. Czas położyć się spać, choć na kilka godzin. Za mną kolejny dzień przybijania piątek, śpiewania po włosku i pozowania do setek wspólnych zdjęć. Czego jeszcze? Otwierania map, wskazywania dworca i knajp z pierogami, szukania odpowiedzi na milion pytań, skakania w pelerynie przeciwdeszczowej i modlitwy. Jest mi trochę żal, że nie mogę uczestniczyć w spotkaniach z papieżem, ale nie tylko ja tego doświadczam. W każdym zakątku Krakowa jest ponad 19 tys. wolontariuszy, którzy dwoją się i troją, by pielgrzymi dobrze przeżyli ten czas.

Wsiadam więc do pustego tramwaju. Nagle słyszę: „jak minął dzień?” i „gdzie panią podwieźć?”. Przez całą drogę rozmawiam z motorniczym. Nie zatrzymujemy się na żadnym przystanku, tylko mkniemy przez Kraków, który o tej porze świeci pustkami. Tysiące pielgrzymów zapakowanych w śpiwory zasypia gdzieś w ciemnościach. A ja widzę już, że ŚDM przyniesie naprawdę ogromne owoce.

Pół roku po

Lubię wracać myślami do tego czasu... Choć od Światowych Dni Młodzieży minęło już prawie pół roku, a po pielgrzymach nie ma w Krakowie ani śladu, dobro przez nich zasiane wciąż się pomnaża.

Jednym z największych owoców tego czasu jest… przyjaźń.

Czasami taka na odległość, podtrzymywana regularnym internetowym „how are you?”. A czasem zupełnie bliska, zacieśniana przy kawach i górskich wędrówkach. Oparta na podobnym spojrzeniu na świat i pragnieniu aktywnej odpowiedzi na wołanie Franciszka, który przekonywał w Brzegach: „kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat, aby wegetować, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad. (…) Czasy, w których żyjemy, nie potrzebują młodych kanapowych, ale młodych ludzi w butach, najlepiej w butach wyczynowych”.

Kombinacja temperamentów

Marysia Woźniak, Ewa Osmólska i Ada Biernacka zapisały się na ŚDM bez chwili wahania. - Pomyślałam: główny szef mojego Kościoła przyjeżdża do Polski w odwiedziny: oczywiste i normalne, że trzeba go ugościć. Wolontariat był dla mnie sposobem powiedzenia Franciszkowi, że jest wyczekiwanym gościem. Poza tym każdy wolontariusz z naszego kraju był jego wizytówką. Zależało mi, by pokazać młodym z zagranicy gościnną twarz Polski - opowiada Marysia.

Razem z Adą i Ewą zostały oddelegowane do podkrakowskiej Woli Więcławskiej, gdzie pan Marek Patecki zdecydował się przyjąć, bagatela, pięć i pół tysiąca pielgrzymów!

Dziesiątki wojskowych namiotów ukryte w cieniu drzew naprawdę robiły wrażenie!

- Czy to przypadek, że w Woli znalazły się razem panie inżynier, prawnik i psycholog? Chyba nie, bo po kilku dniach przygotowań, a potem w trakcie pracy okazało się, że nagle stałyśmy się idealnie dopełniającymi się trojaczkami: dystrybutorem pakietów pielgrzyma, strategiem terytorialno-logistycznym oraz „wszystko załatwiającą” recepcjonistką - wspomina Marysia.

Ich praca stała się wyzwaniem i szkołą życia.

Wstawały przed świtem, praktycznie nie spały. Przemierzały dziesiątki kilometrów ŚDM-owym fiatem i wiecznie wisiały na słuchawce, obarczone tysiącami cudzych kłopotów. A wiadomo, że w sytuacjach ekstremalnych wychodzą z człowieka wszystkie słabości, których nie sposób ukryć. I dopiero z podkrążonymi oczami, brakiem sił i wczorajszą fryzurą zyskuje się pewność, na kim naprawdę można polegać.

- Przygotowywałyśmy wspólnie pakiety dla pielgrzymów ze wszystkich pól namiotowych. Było ich ponad 15 tys. A my tylko trzy… Potrzebowałyśmy mnóstwo rąk do tej pracy! I codziennie udawało się je znaleźć. Cudownie było móc współpracować w takim właśnie gronie osób, w jakim zostaliśmy opatrznościowo umiejscowieni. Już od samego początku dogadywałyśmy się świetnie, a dalsza współpraca pokazywała, jaką niezwykłą kombinacją osobowości, temperamentów i umiejętności jesteśmy. Jedna osoba o darze przekonywania i łagodzenia napięć, inna o dobrej orientacji i organizacji, kolejna analityczna i pamiętająca o wszystkim. Uzupełniłyśmy się i tworzyłyśmy niepowtarzalny zespół - opowiada Ewa.

Każdego dnia dziewczyny zamieniały się w agentki do zadań specjalnych.

- Pielgrzym z dziwną chorobą, która wymaga specjalnej diety?

Załatwione.

Taksówka dla niepełnosprawnej dziewczynki?

OK.

Ktoś musi dostać łóżko polowe?

Zaraz będzie.

Nie ma identyfikatora dla księdza?

Pojedziemy.

I tak przez kilka dni. Po tej próbie ogniowej nasz ŚDM-owy fiat wyglądał jak po rajdzie. My w zasadzie też tak wyglądałyśmy... Ale zmęczenie rekompensowała ta absolutna satysfakcja z dobrze wykonanej roboty i poczucie jedności wysiłku wszystkich wolontariuszy - dodaje Marysia.

ŚDM stał się dla nich (tak jak i tysięcy innych uczestników) jedną z najwspanialszych życiowych przygód, która tak naprawdę dopiero się rozpoczyna.

- Ten czas uświadomił mi, jak wielką wartość ma praca, zwłaszcza w imię wspólnego celu. Może to zabrzmi idealistycznie, ale kiedy palą się zadania w ręku, a obok jest ktoś wolny do współpracy, to nikt się nie zastanawia, nie pyta - po prostu robi. Nauczyłam się też większej ufności w to, że nie wszystko robi się samemu, że można doświadczyć rzeczy, które w sposób ludzki przekraczają moje codzienne wyobrażenia - dopowiada Ada.

Ciężka fizyczna praca okazała się także wyjątkową formą świadectwa wiary.

- Kiedy widziałam ludzi, którzy otwarcie świadczą sobą, swoją pracą, mową - nie pretensjonalną, ale przepełnioną przekonaniem, że mówić o Bogu i żyć nim na co dzień jest rzeczą najnormalniejszą w świecie, to było bardzo pouczające! - przyznaje Ada.

Do Woli!

Ekstremalna współpraca między dziewczynami zaowocowała przyjaźnią. Choć na co dzień dzieli je kilkaset kilometrów, wciąż mają ze sobą kontakt i spotykają się tak często, jak tylko mogą.

Niedawno, podczas jednej z długich rozmów, wpadły na niezwykły pomysł.

- To, czego same doświadczyłyśmy: siły współpracy dla dobrego celu, relacji, na których można polegać, wiary - chciałybyśmy przekazać dalej i zarazić tym innych. Dlatego postanowiłyśmy założyć stowarzyszenie, w którym zamierzamy rozwijać trzy sfery: Serce (jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, to przetrwamy każdą wichurę, bo dom mamy zbudowany na skale), Rozum (czyli: historia, mądra przedsiębiorczość bez rozpychania się łokciami i biznes) oraz Wolę (temperament, charakter). Zaczęłyśmy sylwestrem, na którego zaprosiłyśmy wszystkich chętnych - mówi Marysia.

Każdego dnia dziewczyny zamieniały się w agentki do zadań specjalnych. Załatwiały sprawy niemożliweKażdego dnia dziewczyny zamieniały się w agentki do zadań specjalnych. Załatwiały sprawy niemożliwe

Stowarzyszenie Do Woli, które ma już swoją stronę na Facebooku, powstało dla ludzi młodych duchem, którzy szukają swojego miejsca w życiu, Kościele i na rynku pracy.

- Widzimy potrzebę stworzenia miejsca wymiany myśli i pomysłów dla ludzi młodych, którzy często już zaczęli pracę zawodową, mają swoje życie, ale szukają czegoś więcej. Chcemy w Woli Więcławskiej spotykać się cyklicznie, żeby wzajemnie się inspirować, zagrzewać do walki z rzeczywistością, poznawać ludzi z podobnymi wartościami - bo to umacnia i nie pozwala usiedzieć na kanapie - mówi Marysia. - Tak jak paralityka przynieśli do Jezusa, żeby go uzdrowił, tak my moglibyśmy nawzajem się podnosić z kanap. Każdemu to potrzebne - dodaje.

Lekcja na całe życie

Wolontariuszki są przekonane, że ŚDM to lekcja na całe życie, dlatego warto ją pielęgnować.

- Już wiesz, że ludzka psychika, a nawet ciało nie mają granic. Możesz naginać rzeczywistość, dzieją się rzeczy niesamowite… Każdy może stać się naszym sprzymierzeńcem w imię wspólnych celów. W rzeczywistości ludzie są otwarci i chętni do pomocy - czasami trzeba tylko zanurzyć się głębiej, żeby odnaleźć w nich iskrę… Jak to wszystko wykorzystać? Sama chciałabym to wiedzieć! To jest dłuższy proces, który wciąż się dzieje i w swoim czasie mocniej zaowocuje - przekonuje z pasją Kasia Rojek z Komitetu Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży, która współpracowała z Marysią, Adą i Ewą.

Dominika Cicha

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.