O błogosławionym ks. Dańkowskim, rzeźbiarzu Skoczylasie i Smolarskim

Czytaj dalej
Fot. archiwum Muzeum Tatrzańskiego
Marek Lubaś-Harny

O błogosławionym ks. Dańkowskim, rzeźbiarzu Skoczylasie i Smolarskim

Marek Lubaś-Harny

75 lat temu został zamordowany w Auschwitz ksiądz Piotr Dańkowski. Zmarł w Wielki Piątek. Z kolei 134 lata temu urodził się Władysław Skoczylas, rzeźbiarz i pedagog spod Giewontu.

Zapraszamy do kolejnej wycieczki po tym, co ważnego i ciekawego wydarzyło się na Podhalu. Dzisiaj niezwykle ciekawa odsłona naszego kalendarium podhalańskiego.

3 kwietnia

75 lat temu w obozie Auschwitz został zamordowany ks. Piotr Dańkowski, późniejszy błogosławiony.

Trafił do Auschwitz pod koniec 1941 roku, przeżył w obozie niewiele ponad trzy miesiące. Słaby fizycznie, niewielkiego wzrostu, krótkowzroczny, miał obiektywnie niewielkie szanse przeżycia w obozowych warunkach ciężkiej zimy 1941/1942.

Dodatkowo prowokował nadzorców, starając się zachować w obozowych warunkach postawę księdza katolickiego. W trakcie późniejszego procesu beatyfikacyjnego przytoczono m.in. słowa, które kilkanaście lat wcześniej zapisał w swoim dzienniku: „Jezu, wspieraj mię, bym przy wierze wytrwał do końca życia i za nią gotów był raczej śmierć ponieść niż - nie daj Boże - miał kiedyś od niej odpaść”.

Urodzony w chłopskiej rodzinie Jordanowie, gimnazjum skończył w Nowym Targu. Niedługo po ukończeniu Seminarium Duchownego w Krakowie i święceniach kapłańskich wrócił w rodzinne strony.

Najpierw do Suchej Beskidzkiej, by w końcu osiąść w Zakopanem, gdzie został wikarym w „nowym kościele” pod wezwaniem Najświętszej Rodziny przy Krupówkach. Pod Giewontem dał się poznać przede wszystkim jako chętnie słuchany kaznodzieja i katecheta w zakopiańskich szkołach.

Po wybuchu wojny i zajęciu Zakopanego przez Niemców związał się z ruchem oporu, m.in. prowadził nasłuch radiowy wspólnie z bratem Stanisławem, nauczycielem, niedługo potem rozstrzelanym przez Niemców.

Sam został aresztowany, kiedy gestapo wpadło na ślad fałszywych dokumentów, sporządzanych na podstawie fikcyjnych aktów chrztu, które m.in. on wystawiał, pomagając w ten sposób ukrywającym się osobom.

Po kilkumiesięcznym śledztwie w osławionym zakopiańskim Palace, a następnie w więzieniu w Tarnowie, wysłano go do Auschwitz.

Tu został przydzielony do komanda wykonującego roboty ziemne przy budowie zakładów Buna-Werke w Dworach. Praca okazała się ponad jego siły, co rozwścieczało nadzorców. Wg. relacji współwięźnia, księdza Władysława Puczki, który przeżył wojnę, w Niedzielę Palmową 1942 roku jeden z nadzorców „obiecał” Dańkowskiemu, że w Wielkim Tygodniu urządzi mu „drogę krzyżową”.

I rzeczywiście, od poniedziałku nadzorcy katowali księdza i zmuszali do noszenia na ramionach drewnianej belki. Zmarł w Wielki Piątek. W roku 1999 Piotr Dańkowski został beatyfikowany przez Jana Pawła II wraz ze 108 innymi męczennikami z czasów II wojny światowej.

4 kwietnia

134 lata temu urodził się Władysław Skoczylas.

Ten urodzony w Wieliczce artysta, absolwent gimnazjum w Bochni i krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, stworzył wizerunek polskiego górala. Bo czy nie jest tak, że kiedy myślimy o „typowym” góralu, staje nam przed oczami „Głowa górala” autorstwa Skoczylasa. A podhalańskie zbójnictwo zawsze już będzie się kojarzyć ze scenami pracowicie „wydłubanymi” przez niego w kawałkach drewna.

Na początku drogi twórczej wcale nie myślał o drzeworytnictwie, malował „impresjonistyczne” w duchu pejzaże. Jednak na studiach okazał się uczulony na farby, dostał tak silnej egzemy na obu rękach, że nie miał innego wyjścia, jak pozostać przy „suchej” technice graficznej.

Drugim decydującym wydarzeniem dla jego drogi artystycznej był przyjazd do Zakopanego i objęcie posady nauczyciela rysunku w Szkole Przemysłu Drzewnego. Tu zachłysnął się góralszczyzną. Jak napisał jego biograf Stanisław Woźnicki: „Odtąd drzeworyt, tzw. drzeworyt oryginalny, staje się dla Skoczylasa wyłączną niemal dziedziną zainteresowań; pracuje dużo, coraz doskonalej opanowując technikę”.

Drzeworyt „Taniec” z 1921 roku to przykład jednego z wielu dzieł, które wyszło spod ręki (a raczej dłuta) Władysława Skoczylasa
archiwum Muzeum Tatrzańskiego Drzeworyt „Taniec” z 1921 roku to przykład jednego z wielu dzieł, które wyszło spod ręki (a raczej dłuta) Władysława Skoczylasa

Karierę Skoczylasa wydatnie wspomógł łódzki fabrykant Henryk Grohman, pochodzący ze słynnej niemieckiej rodziny przemysłowców mecenas sztuki, a przy tym miłośnik Podhala.

W Zakopanem organizowano pod jego patronatem konkursy plastyczne. W pierwszym z nich Skoczylas otrzymał główną nagrodę za „Głowę starego górala” (wykonaną jeszcze techniką akwaforty), a trzy lata później kolejny konkurs wygrał już m.in. drzeworytami, wystawiając w efekcie swoje prace w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie.

Wkrótce przyszło powodzenie za granicą. W roku 1920 wszystkie jego drzeworyty eksponowane na Wystawie Sztuki Polskie w Paryżu zakupił rząd francuski. Rok później Okrężna Wystawa Grafiki Polskiej osiąga sukcesy w Anglii, Holandii, Belgii, Szwecji i Danii. Kolejny rok i Skoczylas zostaje przyjęty do grona rzeczywistych członków Salonu Jesiennego w Paryżu. Sukcesem kończą się wystawy w Mediolanie, Rzymie i kilku miastach niemieckich.

W kraju prace Skoczylasa też spotykały się z coraz lepszym przyjęciem. Woźnicki z pewną przesadą stwierdzał nawet, że Władysław Skoczylas stworzył „styl narodowy”.

Rosnącej popularności towarzyszyła jednak fala krytyki. Tradycjonalistom nie podobały się góralskie grafiki Skoczylasa, nazwali je „zagładą polskiej sztuki”, określając je pogardliwie jako „wycinanki i pierniki”.

Najbardziej kuriozalny zarzut dotyczył „zbolszewiczenia” sztuki przez Skoczylasa, pisano, że „między malowanym Janosikiem a Leninem istnieje braterskie porozumienie”.

Kończył 51 rok życia, kiedy zdiagnozowano u niego białaczkę. Zmarł dwa tygodnie później, 8 kwietnia 1934 roku.

6 kwietnia

136 lat temu urodził się Mieczysław Smolarski.

Ten zupełnie dziś zapomniany, a w latach międzywojennych bardzo popularny pisarz i jeden z pierwszych przedstawicieli fantastyki naukowej w literaturze polskiej, w Zakopanem mieszkał krótko, w wojennych latach 1916-1918, ale pobyt ten zaważył mocno na jego twórczości.

Przede wszystkim poznał tu Stefana Żeromskiego, z którym jako początkujący pisarz prowadził literackie dyskusje, a jako polonista i nauczyciel w prywatnym gimnazjum, uczył Adasia, syna autora „Popiołów”.

Tatry też są tłem jego najbardziej znanej powieści fantastycznej „Miasto światłości”. Są to jednak Tatry potraktowane specyficznie, bo z dalekiej przyszłości. Akcja toczy się 500 lat po wojnie, która zniszczyła naszą cywilizację, a niedobitki ludzkości żyją w hordach złożonych z dzikich barbarzyńców.

Wyjątkiem jest tytułowe „miasto światłości”, założone i bronione przez uczonych „nieprzeniknionym zamknięciem elektrycznym”. Jak można się domyślić, życie w tej oazie szczęścia, rządzonej przez teoretyków, jest jeszcze gorsze niż w dzikiej hordzie.

Książka zyskała dodatkowy rozgłos, kiedy kilka lat później, w 1932 r., Aldous Huxley ogłosił swoją powieść „Nowy wspaniały świat”, a Smolarski oskarżył Anglika o plagiat. Huxley nie raczył odpowiedzieć na zarzuty, a planowane zbadanie tej sprawy przez PEN Club nigdy nie zostało sfinalizowane.

Po wojnie Mieczysław Smolarski wydał jeszcze kilkanaście książek, jednak nie zdobyły już one takiej popularności. Zmarł w roku 1967.

Marek Lubaś-Harny

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.