O zapyziałości Polski, w stylu pompejańskim

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Matusik
Włodzimierz Zapart

O zapyziałości Polski, w stylu pompejańskim

Włodzimierz Zapart

Ponieważ za sprawą Bartłomieja Misiewicza kariery młodych ludzi są teraz w centrum zainteresowania, z ciekawością nastawiłem ucha na to, co do powiedzenia na temat Polski i świata ma młoda studentka. Dziewczyna nie studiuje co prawda w Toruniu, tylko w Krakowie, ale przecież szkoła ojca Rydzyka wszystkich nie pomieści.

Moja krakowianka w ramach programu Erasmus część nauki odbywa w Rzymie. Erasmus to finansowany przez Komisję Europejską program wymiany studentów.

Młodzi jadą uczyć się za granicę, gdzie mogą zobaczyć wielki świat i poznać, co miodu smak. Erasmus jest więc okazją, żeby wyjrzeć poza opłotki biednej, zapyziałej Polski, a potem podpatrzone za granicą dobre wzorce szczepić i krzewić w ojczyźnie.

Moja rozmówczyni na początku zachwycona była Wiecznym Miastem, podobała się jej zagraniczna uczelnia, imponował fakt, że wszystko odbywa się po angielsku lub po włosku i jest prawie jak w kinie. A uniwersytecka rzymska stołówka - to już autentyczny kosmos.

Po kilku miesiącach spostrzegła jednak, że we włoskim systemie kształcenia nie wszystko jest godne podziwu. Okazało się bowiem, że w porównaniu do włoskich standardów studia w Polsce zawierają więcej rozwijających ćwiczeń praktycznych, są lepiej zorganizowane, po prostu - solidniejsze.

Nie będziemy opisywać szczegółowo, która to krakowska uczelnia tak wyraźnie góruje nad swoim rzymskim odpowiednikiem, bo studentka to żaden autorytet. Warto jednak zwrócić uwagę na obserwacje młodej Polki, która wyruszyła do Rzymu z przekonaniem, że oto udało się jej złapać Pana Boga za nogi, a rychło zauważyła, że nie wszystko złoto, co się świeci.

Było to dla młodej osoby powodem wielkiego zaskoczenia i przewartościowania schematycznego myślenia, bo okazało się, że Polska wcale nie jest zapyziała. Mało tego! Podczas wycieczki do Pompei (starożytnego miasta zasypanego wulkanicznymi popiołami podczas wybuchu Wezuwiusza w 79 r. n.e.) każdy ogląda wielkie rzeźby Igora Mitoraja.

Zdobią one archeologiczną ekspozycję w Pompejach i na ludziach z całego świata wywierają ogromne wrażenie.

Dlaczego teraz jesteśmy świadkami upadku biednego Misiewicza, nad którym odbywa się partyjny sąd, wręcz polowanie z nagonką?

Na widok zachwyconego tłumu turystów zapamiętale fotografujących się na tle niezwykłych Mitorajowych kolosów nasza krakowianka odczuwała jednak coś w rodzaju pobłażliwego rozbawienia, gdyż pamiętała wystawę rzeźb Mitoraja z krakowskiego Rynku, który zresztą stale zdobi Eros Bendato - ogromna głowa dłuta mistrza Mitoraja.

Ciekawe, że młoda Polka studiująca w Rzymie wolna jest od kompleksów, a nawet widzi, że wiele rzeczy w kraju jest świetnie urządzonych. Skoro w Polsce mamy tak dobrze, nasuwa się pytanie, dlaczego teraz jesteśmy świadkami upadku biednego Misiewicza, nad którym odbywa się partyjny sąd, wręcz polowanie z nagonką?

Na takie pytania najlepiej jednak odpowiadać nie w felietonach, tylko przy urnach wyborczych. Więc na razie - wesołych Świąt!

Włodzimierz Zapart

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.