Magda Hejda

Obojętność zabija. Dzielny Szogun pójdzie przez życie na trzech łapach

Obojętność zabija. Dzielny Szogun pójdzie przez życie na trzech łapach Fot. KTOZ
Magda Hejda

Owczarek niemiecki, gdy znaleźli go inspektorzy KTOZ, był kłębkiem bólu. Teraz szuka ciepłego domu.

Inspektorzy Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, wnieśli psa do lecznicy. Kołdra, na której go ułożyli, była pokrwawiona, leżał bezwładnie w klatce. Widok wstrząsający, z wielkiej rany na tylnej łapie wystawały ścięgna i kości, sierść śmierdząca, posklejana.

Na głos ludzki zareagował od razu, z trudem podniósł kudłaty łeb. Kiedyś był pięknym, długowłosym owczarkiem niemieckim. Teraz to wrak psa, kłębek bólu.

O własnych siłach nie był w stanie wyjść z klatki, lekarze musieli go z niej wyjąć. Założyli mu kaganiec. Przecież miał prawo bronić się przed bólem, to normalny odruch, ale on nawet nie mruknął, nie wyszczerzył zębów, jakby czuł, że choć boli, ci ludzie mu pomagają. Podobnie było przy pobieraniu krwi, zakładaniu wenflonu - pokornie poddał się wszelkim zabiegom.

Zanim lekarze zajęli się ropiejącą łapą, przed zabiegiem trzeba było oczyścić skórę. Nożyczki i maszynki do golenia poszły w ruch, kilka osób przez kilka godzin uwalniało zwierzę z twardego jak kamień pancerza sierści oblepionej odchodami, błotem, krwią. Ogon był tak ciężki od tej skorupy, że pies zaczął nim ruszać dopiero po ogoleniu.

Na głos ludzki zareagował od razu, z trudem podniósł kudłaty łeb. Kiedyś był pięknym, długowłosym owczarkiem niemieckim. Teraz to wrak psa, kłębek bólu.

Po usunięciu sierści okazało się, jak bardzo jest wyniszczony. Lekarze mieli wątpliwości, czy zwierzak przeżyje, ale tylko natychmiastowa amputacja tylnej łapy mogła go uratować.

- Tkanki były w takim stopniu rozkładu, że nie było szans na wygojenie rany - mówi Katarzyna Kuchno, jedna z lekarek ratujących psa . - Poza tym stan ropny sięgał już stawu kolanowego i żeby nie doszło do zakażenia ogólnego, zdecydowaliśmy się na odjęcie kończyny w wysokiej amputacji.

Pies przeżył, z każdym dniem jest coraz lepiej. Nazywa się Szogun. I jak przystało na właściciela takiego imienia, walczy dzielnie, choć znaczna niedowaga i zanik mięśni w zdrowej kończynie wcale mu tego nie ułatwiają. - Jesteśmy pełni podziwu, że jest już w stanie podnieść się na tej jednej kończynie z poważnymi zanikami mięśni - mówi lekarka. - Jeżeli dobrze poprowadzimy rehabilitację, jest duża szansa, że poradzi sobie na trzech łapach - dodaje.

Obojętnie patrzyli na cierpienie

Szogun nie został odebrany z meliny pijackiej ani ludziom żyjącym w skrajnej nędzy, których nie stać na leczenie psa. Nie był u osoby z demencją, niezdającej sobie sprawy z cierpienia zwierzaka. Nie znaleziono go w przydrożnym rowie gdzieś na pustkowiu. Nie złapał się we wnyki w leśnej głuszy.

Pilnował firmy, miał właściciela.

KTOZ dostał zdjęcia i informacje o psach bez bud, przywiązanych do maszyn rolniczych w Wiśniowej.

Na miejscu okazało się, że zwierzęta nie są przywiązane do maszyn. Dwie niewielkie suczki wegetowały w kojcu, zamiast budy musiała im wystarczyć skrzynia bez przedniej ściany. Na ziemi i na skrzyni było mnóstwo odchodów, kundelki nie miały wody, do jedzenia dostawały rozmoczony chleb; w drugim prowizorycznym kojcu inspektorzy zobaczyli suczkę na łańcuchu w typie bernardyna.

- Buda owszem była, ale dla piętnastokilogramowego psa, nie mógł w niej zmieścić się bernardyn. W wiadrze zobaczyliśmy zamarznięty chleb. Suczka próbowała wgryźć się w ten chleb, bo była na nim krew - mówi Beata Porębska z KTOZ.

Kiedy inspektorka zwróciła uwagę, że chlebem psów się nie karmi, młody człowiek prychnął: - Chyba pani sobie żartuje, worek karmy kosztuje 50 złotych!

W trzecim kojcu inspektorzy znaleźli Szoguna. Przywiązany łańcuchem do drewnianej skrzyni, z gnijącą raną, leżał we własnych odchodach.

Ratunek w ostatniej chwili

- On już się nie ruszał. Myślałam, że nie da się go uratować. Wezwaliśmy policję, przedstawicieli gminy, lekarza weterynarii, z którym gmina ma podpisaną umowę. Zapadła decyzja o odbiorze zwierząt - mówi inspektorka. - Nie rozumiem, jak można było patrzeć na to udręczone zwierzę. Przecież przynosili mu chleb, widzieli, jak cierpi, oprócz właściciela psa tam było pełno pracowników, dlaczego nikt nie zareagował?

Właściciel zrzekł się psów na rzecz KTOZ i zobowiązał do pokrycia kosztów leczenia. Szogun trafił do lecznicy w Wieliczce, suczki do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie. Saba w typie bernardyna ma zapalenie pochwy, druga jest przeziębiona, wszystkie chude.

Pojechałam do Wiśniowej, zapytać właściciela Szoguna, dlaczego skazał na takie cierpienie psa, który dla niego pracował .

Nie zastałam go, kontaktowałam się telefonicznie, ale nie chciał rozmawiać. Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami po uzyskaniu obdukcji zwierząt złoży na policji doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt znęcanie się nad zwierzętami to nie tylko okrutne uśmiercanie, bicie, ale też utrzymywanie ich w stanie rażącego zaniedbania. Ustawodawca wymienia tu: zagłodzenie, brud, nieleczenie choroby, niewłaściwe pomieszczenie, brak zabezpieczenia przed warunkami atmosferycznymi. Znęcanie się nad zwierzęciem jest przestępstwem, grozi za to kara grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności do dwóch lat. W razie skazania sąd orzeka przepadek zwierzęcia, może również zakazać posiadania zwierząt od roku do 10 lat.

W tym przypadku zwierzęta od razu po wyleczeniu mogą być oddane nowym opiekunom. Najpilniejsza sprawa to dom dla Szoguna. Po tym, co przeszedł, nie powinien trafić do schroniska. Znacznie szybciej odzyska siły, rehabilitacja da lepsze efekty w warunkach domowych. Psiak ma pięć lat, kiedy sierść mu odrośnie i przytyje, wypięknieje. Jest dobrym, ufnym, łagodnym psem, z wielkim apetytem na życie. Na trzech łapach poradzi sobie, ale powinien trafić do domu z ogrodem, jeśli do mieszkania, to z windą albo na parterze. Dla Szoguna szukamy ciepłego domu. Dosłownie i w przenośni. Czy ktoś go przygarnie i udowodni, że życie u boku człowieka może być fantastyczne, nawet jeśli przez to życie trzeba iść na trzech łapach?

Dzwońcie - tel. 602 118 659. W krakowskim schronisku na nowych, dobrych opiekunów czekają też dwie drobne, niewielkie suczki, mogą być adoptowane razem lub osobno. Telefon lub do schroniska to 12 429 74 72 Na Sabę w typie bernardyna dom już czeka. Szoguna i dwie suczki, którym szukamy nowych opiekunów, można zobaczyć w najbliższą środę, 1 lutego, w programie „Kundel bury i kocury” na antenie Telewizji Kraków o godzinie 17.35 i 21.15, a w czwartek o godzinie 21.00.

Magda Hejda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.