Odgrzewana musaka. Nie dla wielbicieli "Mamma mia"!
Ostrzeżenie! Dziś nie będzie miło. Jeżeli jesteście wielbicielami pierwszej części filmu „Mamma Mia”, nie czytajcie dalej, bo zepsuję wam humor.
Zacznę jednak od początku. Wyobraźcie sobie upalny, letni dzień, co o tej porze roku, nie będzie raczej trudne, szczególnie kiedy tak jak ja siedzicie kolejną godzinę przed rozgrzaną klawiaturą komputera. Praca wydaje się nie mieć końca, a przerwy podczas których otwieram Facebooka, gdzie znajomi prezentują fotki z wakacji, doprowadzają mnie do szału. Ale nic to. Ja też kiedyś będę miała urlop, a jego namiastkę już nawet wieczorem. Wybieram się przecież na film „Mamma Mia! Here we go again!”, kontynuację musicalowego hitu sprzed paru lat.
Wytłumaczenie! Cieszę się jak głupia, bo jego pierwszą część używam od czasu do czasu jako najzdrowszy antydepresant świata. Uważam, że powinien być przepisywany na receptę przez każdego lekarza rodzinnego.
Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.
-
Prenumerata cyfrowa
Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 3,69 zł dziennie.
już od
3,69 ZŁ /dzień